A jak Chińcyki trzymają się ?
20 08 2008Przez ostatnie dwa tygodnie synonimem ‘wszelkiego zła’ jest słowo Chiny. Można zaobserwować pewnego rodzaju nagonkę. Każde niepowodzenie Chin jest odczytywane jako sukces – nas, krajów niesocjalistycznych. Wiadomo, pod szyldem walki o prawa człowieka, wolność dla Tybetu i takich tam, można co związane z Chinami mieszać z błotem.
Każdy wie, że wszystko co złe, podłe znajduje się w Chinach. To tylko w tym kraju więzi się za poglądy, nie przestrzega się praw człowieka, panuje rasizm i wszelkiego rodzaju fobie. To tylko tam panuje bieda na przedmieściach wielkich miast i tworzą się granice pomiędzy warstwami społecznymi.
To nie Chińczycy interesują się sportem i wypełniają stadiony po brzegi, tylko podstawieni przez partię ludzie – dla zmocnienia efektu. To oczywiście nie jest zasługa Chińczyków, że prowadzą w klasyfikacji medalowej przed USA, nie są najlepsi – to sędziowie im sprzyjają. Nieprawdaż ?
Widzimy pewnego rodzaju blok, jak za czasów Zimnej Wojny. Parędziesiąt lat temu USA i ZSRR, obecnie USA i ChRL. Jeśli Chińczycy wygrali z Amerykanami, to znaczy, że od małego są poddawani katorżniczym treningom.
Niespodzianka! Nieznana Chinka wygrała z Otylią ? Na pewno jakiś przekręt. Jakby to była Amerykanka – czarny koń Olimpiady.
Nawiasem, Amerykanie nie trenują ciężko – tylko humanitarnie, oni urodzili się pod szczęśliwą gwiazdą i ot tak- wygrywają. Nie każdy tak potrafi, nie Chińczycy.
Dziwne, Polska kraj tak rozwinięty światopoglądowo, przyjaciel USA, a nie potrafimy zbudować porządnej autostrady przez 5 lat, podczas gdy Chiny organizują Olimpiadę. Czuję w tym jakiś aferę, z udziałem Chińczyków. Oczywiście !











