Znaczki
12 12 2008Podczas gdy kraje Europy eksperymentują (zauważalnie pozytywnie) z usuwaniem znaków drogowych z dróg – Polacy dokładają, robiąc sobie jeszcze większy bajzel.
We wtorek weszło w życie rozporządzenie dopuszczające nowe znaki drogowe. Przed wjazdem do tunelu niebawem możemy zobaczyć tabliczkę z literą B, C, D lub E oznaczająca kategorię tunelu, a jeśli ma on więcej niż pół kilometra – także z informacją o długości. W tunelach będzie umieszczany także znak informujący o umiejscowieniu w nim zatoki pozwalającej zatrzymać pojazd w razie awarii. W zatoce mogą być umieszczane telefony alarmowe i gaśnice. Rozporządzenie wprowadza również znak „automatyczna kontrola prędkości”, oraz znak „granica państwa”, który informuje o przekroczeniu granicy RP na wewnętrznej granicy Unii Europejskiej. Metro
W Polsce raczej nie ma tuneli dłuższych niż 500 metrów, a jeśli już są, to na pewno nie ma ich dużo. W ogóle, nie widzę potrzeby informowania kierowców o milionach pierdółek na drodze. ‘O, tutaj stacja benzynowa, tutaj próg zwalniający, tutaj zakręt, tutaj zesraj się’.
Pierwszy przykład, ot tak, z marszu. Osiedle. Na drodze osiedlowej, o ile się nie mylę, dopuszczalna prędkość samochodu osobowego wynosi 20 km/h. Więc po jaką cholerę informować kierowców, że za 50 metrów bedzie próg zwalniajacy, który rozwali im podwozie jeśli pojadą z nadmierną prędkością.
Analogiczna sytuacja – fotoradary. Jeśli 200 metrów przez fotoradarem jest postawiony znak ‘organiczenie prędkości do 70 km/h’ to, po co za 100 metrów pisać ‘uwaga fotoradar’. W takim wypadku informacja dla kierujacych jest jasna – samego ograniczenia przestrzegać nie trzeba, chyba, że jest postawione wraz z znakiem ‘uwaga fotoradar’, – któremu jak wiadomo łapówy wlepić się nie da ;-)
Osobna sprawa, w Polsce znaki, w szczególności wszelkiego rodzaju zakazy i nakazy, są ustawiane według kryterium – ‘bo tam wójtowi przejechało psa’ i nie mają czasto nic wspólnego z sytuacja, która tworzy się na drodze. W krajach skandynawskich, gdy w zakręt wejdziemy z prędkością większą niż nakazana, po prostu wylecimy z drogi, jak to w Polsce jest każdy chyba widzi.
Jestem zwolennikiem wywalenia większości znaków drogowych i pozostawienia garstki – tych najbardziej potrzebnych (ograniczeń prędkości, informujących o drogach na skrzyżowaniu etc.)
Nie możliwe żeby zadziałało? A Jednak, Toruń już próbował. Poczytajcie:
TUTAJ
Jak o ruchu drogowym już piszę.
W Metrze wyczytałem:
W przyszłym tygodniu posłowie z sejmowej podkomisji infrastruktury zajmą się tzw. ustawą fotoradarową, która przewidywała wysokie kary finansowe dla zbyt szybko jeżdżących kierowców, lecz znosiła punkty karne. Autorzy przepisów z Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego proponowali, żeby za przekroczenie prędkości w mieście o 5 do 10 km/godz. kierowcy grozić będzie 100 zł kary, za ponad 50 km/godz. zaś mandat wyniesie 1000 zł. Jednocześnie na drogach postawionych ma zostać w najbliższym czasie kilkaset nowych fotoradarów.
(…)
Policjanci, którzy przyglądają się pracy sejmowej komisji, nie kryją jednak rozczarowania.
- Niższe kary na pewno nie pomogą w walce z piratami drogowymi – ocenia insp. Mariusz Wasiak z KGP.
Na pomyśle posłów suchej nitki nie zostawia Janusz Popiel, prezes Stowarzyszenia Pomocy Poszkodowanym w Wypadkach i Kolizjach Drogowych. – Najbardziej agresywni i niebezpieczni są na drogach właściciele drogich, szybkich samochodów, których wysokie mandaty miały uderzyć po kieszeni. Teraz posłowie tłumaczą, że kary nie mogą być drastyczne, bo kierowcy na nich ucierpią. Idąc tym tokiem myślenia można dojść do wniosku, że biedne społeczeństwo nie musi przestrzegać prawa w ogóle.
Rozczrowania nie ukrywam także i ja. Wielokrotnie już wspominałem, że jestem zwolennikiem szeroko pojętej represji. Także i kary przewidziane w kodeksie drogowym powinny być wyższe. Nie będę już się wypowiadał na temat ograniczeń prędkości – bo poprostu jest ich za dużo, ale mam na przykład do pokazania ciekawe zdjęcie:
Dla tych, którzy nie widzą, co znajduje się na fotografii – podpowiem. W sosnowcu w okolicy dworca kolejowego pan z Opla stanał na miejscu dla inwalidów i…poszedł sobie. Tak sobie stałem, czekałem na Boba i obserwowałem…
W całej kwestii stawania dla miejsc dla inwalidów ważne jest to, że ‘normalni’ ludzi mają na tyle rozumu i wiedzą, że miejsca dla inwalidów są dla inwalidów (jak z definicji wynika). Nietety, elita naszego społeczeństwa – (do której de fecto chyba kazdy z czytelników dąży) – prawnicy, lekarze i inni menagerowie mają za mało mózgu, ale za dużo kasy i kurwa nie rozumieją, że miejsce w kopercie NIE NALEŻY DO NICH! 500 złotych to za mała kara dla nich. Niech zapłaci jeden z drugim po 2000 złotych i następnym razem będzie mu sie chciało przjeść 50 metrów więcej. A ja go nauczę jak stać sie lepszym człowiekiem ;)
By the way.
Dziękuję wszystkim za wspaniałe życzenia urodzinowe. Moje ego niebagatelnie wzrosło – wszak dostałem 653 komciaki w profilu na naszej klasie ;-)
Spamboty wiagry i innych gówien też mnie wkurzają, ale znalazłem już sposób na zabezpieczenie komentarzy. Powinno przez weekend się pojawić.




Najnowsze komentarze