Uniwersytet bogatych.
4 03 2009Dziś na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego odbyło się spotkanie z prof. dr hab. Lechem Kaczyńskim, w trakcie którego, Prezydent RP wygłosił wykład dotyczący aktualnych problemów szkolnictwa wyższego i nauki w Polsce.
Bynajmniej nic z tego nie zrozumiałem.
Pierwsza część spotkania była, właśnie wykładem dotyczącym szkolnictwa wyższego. Prezydent mówił coś o konieczności zmian w przyznawaniu tytułów naukowych, wspominał także o jakiś starych uczelniach komunistycznych i konkurencji uczelni polskich z zagranicznymi.
Pan Kaczyński mówił niewyraźnie (dopiero po kilku minutach zorientował się, ze mikrofon powinien być bliżej ust) językiem niezrozumiałym dla większości studentów. Niestety, wykład ten praktycznie w żadnym stopniu nie dotyczył studentów licznie zebranych na auli. Miałem wrażenie, że jest prowadzony stricte dla zgromadzonych na sali nauczycieli akademickich. Prezydent często odwracał się w stronę Rektora UŚu, szukając chyba potwierdzenia swoich słów.
Nie wymagam od Głowy Państwa prowadzenia wykładu w sposób potoczny, ale bynajmniej nie używając nomenklatury niezrozumiałej dla części słuchaczy.
Gdyby nie element rozrywkowy spotkania, czyli: „pytania do Prezydenta„, uciekłbym z sali, bo ciekawsze wykłady były nawet z matematyki !
Pierwsze pytanie – przewodniczącego Samorządu Studenckiego dotyczyło pomysłu wyprowadzenia zasady, iż tylko pierwszy kierunek na studiach byłby darmowy – za każdy kolejny należałoby płacić.
Pan Prezydent odpowiedział coś o zmianie konstytucji (!), o tym, iż jest socjalistą, o tym, że służba zdrowia nie powinna być sprywatyzowana. Gdy studenci stracili już wszelką nadzieję, że Pan Kaczyński odpowie bezpośrednio na pytanie, padło stwierdzenie: „oczywiście jestem przeciwny takiemu rozwiązaniu„.
Kolejne pytania były różne: dotyczyły kryzysu gospodarczego, współpracy Prezydenta z Premierem czy podpisu elektronicznego.
Dowiedziałem się, iż to nie prawda, że istnieje konflikt pomiędzy Tuskiem a Kaczyńskim. „Na ostatnim szczycie rozmawiałem z Panem Donaldem jak dobry kolega. Naprawdę. (…) Premier jest liberałem [aż wzorem liberała! -Tuudi] – oczywiście ma to tego prawo. Ważne jest aby umieć się dogadać” – mówił prof. Kaczyński.
Pan Prezydent, mimo iż ‘dalej obraca się w kręgach akademickich’, plecie głupoty aż przykro słuchać:
„Tak jest: Na uczelniach Państwowych większość studentów pochodzi z rodzin zamożnych lub średnio zamożnych, bo ich stać aby poszerzać swoją wiedzę (?) i dostać się na lepsze uczelnie. Niestety, studenci z rodzin biednych, nie dostają się na uczelnie państwowe i muszą płacić za studia na uczelniach prywatnych„.
Ze słów Pana Kaczyńskiego wynika iż pieniądz jest wyznacznikiem tego, czy ktoś posiada wiedzę czy nie. Przykro mi to pisać, ale gorszych bredni dawno nie słyszałem. Oczywiście, chcąc dostać się na prawo, mogę uczyć się historii czy wosu z nowych książek, vademecum czy innych opracowań prosto z księgarni. Ale równie dobrze mogę całymi dniami siedzieć w bibliotece nad starą i zniszczoną książką czy wkuwać na pamięć ‘historyczną wikipedię’ korzystając z darmowego Internetu w miejskiej bibliotece.
Wiedza, a tym bardziej inteligencja (dzięki Bogu!) nie powstaje stricte z pieniądza. Oczywiście moi zamożni rodzice, widząc, iż aspiruję aby dostać się na wydział prawa, mogą opłacić mi dziesiątki różnych kursów czy korepetycji. Lecz i tak, wyniki w głównej mierze zależą od mojego osobistego zaangażowania w naukę.
Obawiam się, co socjaliści mogą wymyślić w ramach ‘wyrównania szans uczniów z biednych i bogatych rodzin”. Może dzieci ‘z pierwszego progu podatkowego’ + 10 punktów na start?
Wszak Ci z drugiego i trzeciego mają się łatwiej…
A zdjęcia można oglądać tutaj: http://picasaweb.google.pl/Tuudi.net/





z tą kasa to chyba nie zrozumiałeś, czy też nie wiesz jak to naprawde jest, chodzi nie o to że biedni nie studiują bo sa biedni, tylko dlatego że JAKO biedni prowadzą całkiem inne życie, mając mniej zamożnych rodziców 100 razy bardzej martwisz sie o przyszłość, więc pragniesz pracowac i zarabiac jaknajszybciej czyt. zaraz po LO, technikum czy zawodówce. Druga sprawa, ludzie w rodzinach mniej zamożnych bywają całkiem inaczej wychowywani, zazwyczaj wychowuje ich wręcz ulica, obracają sie w nieciekawym towarzystwie, szerzy sie chuligaństwo itd – i tak tego początkiem bywa urodzenie sie w niezamożnej/ patologicznej/ rodzinie – a wyobrażasz sobie tego typu ludzi na studiach?, niektórzy nawet nie kończą podstawówek, bo wystarcza im to co ukradną, a jako że grup młodych ludzi wymienionych wyżej jest mnóstwo – stąd wynik taki że studia podejmują w większości osoby z rodzin średnio czy też wysoko zamożnych.
oczywiście, że możesz korzystać ze starej książki w bibliotece żeby poszerzać swoją wiedzę, ale nie wiem czy wiesz, że żeby sie przygotowac do matury z WOSu trzeba posiadac AKTUALNĄ wiedzę. tzn w tej starej ksiazce nie bedzie nic o tarczy antyrakietowej, ani loterii wizowej o ktorej trza bylo teraz na probnej pisac ;D Wiec musze zaplacic za vademecum i inne takie,no i za internet.Ci ktorzy z powodow finansowych nie posiadaja internetu badz vademecum maja trudniej, logiczne. No a jak stercza nad stara ksiazka w bibliotece to nie ogladaja telewizora;D Jasne jest to, że dużo od nas samych zależy, ale nie zgadzam sięz Tobą, że pieniądze nie mają wpływu na to czy ktoś coś umie czy nie. A kursy językowe? Oczywiscie, ze najlepiej zdaja mature Ci co mają warunki uczyc sie prywatnie, bo ze starej ksiazki z biblioteki angielskiego sie nie nauczysz;)a co za tym idzie łatwiej im dostać sie na uczelnie.