O edukacji. Wyższego rzędu.

4 11 2009

Jakiś czas temu otrzymałem emaila dotyczącego inicjatywy “Stop płatnym studiom“. W skrócie opisując: przedstawiciele komitetu są przeciwni planom rządu, który zamierza wprowadzić odpłatność za drugi kierunek studiów. Ponadto sądzą, iż wcielenie takiego systemu jest pierwszym krokiem do wprowadzenia ogólnej odpłatności za studia, czemu także są przeciwni. Całość maila możecie poczytać tutaj: http://pokazywarka.pl/6vfq4a/

Długo wahałem się, czy pisać komentarz dotyczący powyższego listu. Jednak się przełamałem ;-)

Obserwując finansowe problemy większości państwowych uczelni wyższych, kłopoty absolwentów z znalezieniem pracy, czy wreszcie kiepski poziom nauczania, muszę stwierdzić, iż popieram pomysł wprowadzenia opłat za studia. O tak, teraz słyszę krzyk tłumu: „Chcesz uniemożliwić edukację ludziom biednym lub nawet średniozamożnym. Bo tylko bogatych będzie stać posłać swoje dziecko na płatne dzienne studia”.

To oczywiście nieprawda. Ale po kolei.

W Polsce panuje błędne przekonanie, iż państwo MUSI edukować młodzież . Państwo MOŻE stwarzać możliwości edukacji młodych ludzi, jeśli oni tego sobie życzą. Studia wyższe powinny być przywilejem, nie obowiązkiem. Zdaję sobie sprawę, że po wprowadzaniu opłaty za studia wyższe, odsetek ludzi, których będzie stać na studiowanie będzie wynosił 20% może 30%. Rozwiązanie jest proste: Każdy student, przed rozpoczęciem nauki, będzie otrzymywał coś w rodzaju pożyczki na opłacenie semestru. Oczywiście nie do ręki, ale bezpośrednio na konto uczelni. Zdałeś semestr? Opłacamy Tobie kolejną część. Kiedy spłacisz dług? Klika lat po skończeniu studiów, o ile Twój dochód przekroczy określony próg.

I dochodzimy do magicznej kwestii – wysokości pensji po skończeniu studiów. Oczywiście każdy student chciałby, aby jego wypłata była nieco wyższa niż dwukrotność zasiłku dla bezrobotnych. Tym bardziej, że z przeciętnej pensji aż żal spłacać pożyczkę zaciągniętą podczas studiów… Dlatego studenci już podczas studiów powinni wymagać od swojej uczelni takich działań, aby po skończeniu edukacji byli atrakcyjni dla potencjalnych pracodawców. Presja ciążąca na władzach uczelni będzie tym większa, iż studenci będą świadomi, że to właśnie z ich pieniędzy uczelnia się utrzymuje! Przecież nikt nie chce płacić, za coś, co w przyszłości nie da mu utrzymania.

Drugi, trzeci kierunek studiów… Tutaj pojawia się pojecie kosztu alternatywnego. Czy jesteś w stanie zaryzykować stwierdzenie, iż drugi, wybrany przez Ciebie, kierunek studiów zwiększy na tyle Twoje możliwości na rynku pracy, że bez problemu spłacisz zadłużenie? A może jest to po prostu nieopłacalne i lepiej zaangażować się w kierunek wybrany na początku? Studenci – jako przyszła elita intelektualna państwa powinni umieć dokonywać racjonalnych i opłacalnych dla siebie wyborów, czyż nie ?
=====
Czy Waszym zdaniem zaproponowany przeze mnie system ma szansę sprawdzić się w rzeczywistości ? Czy poprawi on kondycję publicznych uczelni, niebezpośrednio sięgając do kieszeni studentów? A może zostawić tak, jak jest?

Podziel się z innymi:
  • Print this article!
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Mixx
  • Google
  • blogmarks
  • Technorati
  • Wykop
Oceń wpis:

Opcje

Info

3 Odpowiedzi do “O edukacji. Wyższego rzędu.”

7 11 2009
Jaro (23:40:03) :

Edukacja ma pozytywne efekty zewnętrzne, więc ciężko nie zgodzić się z kwestią, że państwo powinno dopłacać do tego jeżeli ktoś chce się edukować. Jednak ograniczenie dopłacania do jednego kierunku ma też słuszny cel. Mianowicie osoba która skończy 5 kierunków i tak nie będzie w stanie wyrobić 5-ciu etatów w ciągu doby i nie przyniesie ona większego zwiększenia dobrobytu społecznego niż osoba, która studiowała jeden kierunek.
Abstrahując od tego: Jeżeli zaczniemy płacić za studia przynajmniej w pewnym stopniu będziemy mieli wpływ na to co zaoferuje nam uczelnia (bo nie będziemy chcieli płacić za narzucone brednie – co leży w naszym interesie) np. dla mnie strasznie krzywdzące jest uczenie na siłę dwóch języków obcych powiedzmy poziom B2 z angielskiego i A1 z francuskiego… gdyby godziny przeznaczone na francuski zamienić na godziny angielskiego to wyszedłbym z uczelni przynajmniej z angielskim na poziomie C1 co pokaże jakąś specjalizację.

8 11 2009
Tuudi (01:15:39) :

To może tak trochę jak z wizytą u lekarza. Wiele ludzi idzie się “leczyć” z najmniejsza nawet pierdołą. Jeśli za wizytę należałoby zapłacić chociaż 5-10 zł, nagle większość ludzi jednak byłaby zdrowa i nie potrzebowała konsultacji lekarskiej…
Trochę dać od siebie i perspektywa zmienia się diametralnie.

23 11 2009
Co się należy ? | Strona Tuudiego (20:54:39) :

[...] Część pierwsza o szkolnictwie wyższym, do poczytania : TUTAJ. Polecam ! Podziel się z [...]

Odpowiedz

Możesz używać tagów : <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>