Coś całkowicie normalnego – podwyżka cen.
25 02 2010Nie pomogły protesty pasażerów i związkowców z „Solidarności”. Od 1 marca drożeje większość biletów KZK GOP na autobusy i tramwaje! link
Mówiąc szczerze, śmieszą mnie „protesty” pasażerów na Fejsbuku, gronach i innych owocach społecznościowych. Tysiące zirytowanych ludzi wyraża swoja dezaprobatę, twierdząc, iż podwyżka cen biletów jest nieuczciwa i złodziejska. Pojawiły się nawet plany bojkotu komunikacji miejskiej, które ja szczerze popieram – wszak społeczeństwu przyda się odrobina ruchu na rowerze lub hulajnodze. Ostatecznie wszyscy spotkamy się w tramwaju, płacąc za bilet chodźby i 20% więcej.
Powód podwyżki i totalnej olewki pasażerów jest dziecinnie prosty: KZK GOP jako monopolista na miejskim rynku przewozowym, może pozwolić sobie na podwyżkę dowolnej wysokości. Pozytywnie zaskoczony jestem, że przez okres pięciu lat cena nie zmieniła się, mimo iż koszty utrzymania autobusów i tramwajów rosły. Przypuszczam, iż było to spowodowane wzrostem liczby pasażerów korzystających z usług KZK GOP, oraz zainicjowaną w zeszłym roku akcją: „wchodź przednimi drzwiami i pokaż bilet”, dzięki której, (podobno) zaczęto kupować więcej biletów.
Sztuką natomiast, nie jest podnieść ceny biletów, ale uzyskane środki dobrze wykorzystać. Nie oszukujmy się, stan dużej części pojazdów KZK GOP jest wręcz opłakany. W sąsiednim, lecz nie bardzo konkurencyjnym MZK Tychy sytuacja przedstawia się o wiele lepiej – większość starych Ikarusów trafiła tam, gdzie ich miejsce – na złom. W ich miejsce pojawiły się sprowadzane (bodajże) z Niemiec i Francji autobusy, których marka pozostaje dla mnie zagadką. Jedno jest pewne, jeździ się nimi całkiem wygodnie.
Zarządzanie Zasobami Ludzkimi kuleje wszędzie. Kierowcy niestety nie rozumieją, że ich obowiązkiem oprócz bezpiecznego prowadzenia pojazdu jest sprzedaż biletów. Polska jest chyba jedynym krajem w Europie, w którym, kierujący pojazdem biletu nie posiada, lub sprzeda mi go z wielką łaską, obficie przy tym komentując jaki to ma ciężki los, bo musi pasażerowi wydać 50 gr. reszty.
„Brak biletów u kierowcy nie uprawnia do jazdy bez biletu” – ilekroć jadę autobusem (a na szczęście zdarza mi się to coraz rzadziej), zastanawiam się: „Gdzie do jasnej cholery, w środku nocy lub w niedziele wieczorem mogę kupić bilet”? Dla kanarów jest to zupełnie oczywiste: „zaopatrz się wcześniej!”…
Cóż, ja wykorzystując dobrą pozycję rynkową przedsiębiorstwa, na podwyżki zdecydowałbym się dużo wcześniej. Na szczęście pasażerów menadżerem jest ktoś inny ;)
===
A kto ma Fejsbuka, bardzo proszę niech się zainteresuje podstroną: http://tuudi.net/facebook/





hmm jedna rzecz :) stan taboru mzk zostal oceniony o wiele gorzej niż kzkgop :)
KZKGOP ma lepsze standardy wypracowane niż mzk :)
a co do podwyżki i monopolu – hmm nikt nie broni mzk otworzenia linii np mikołów – katowice zawodzie :) do tego możesz wybrac pkp (ja ostatnio przyznaję bez bicia czasem wybieram) więc nie ma tu mowy o monopolu.
Ja do dotarcia do Katowic wybieram tylko PKP, ale już po Katowicach i miastach ościennych nie jestem w stanie poruszać się czymś innym niż KZK GOP. PKP łaczy tylko centra miast i większe dzielnice, poza tym częstotliwość z jaką jeżdżą pociągi nie jest imponująca.
Oczywiście, że MZK nikt nie broni otwarci proponowanej przez Ciebie linii, lecz póki co taka linia nie istnieje. Więc to KZK ma monopol na dotarcie z dworca pod Akademie Ekonomiczną. No chyba, że preferujesz spacerek, co całkowicie popieram ;)
Szanowny Tuudi
Dziwi mnie Twój opis kierowców, nie chcących sprzedawać biletów bądź ich nie posiadających, ponieważ w Gdańsku na ten przykład, gdy w kioskach ostatnio jakoś mało biletów (podobno nie opłaca się nimi handlować), kierowcy bilety zawsze mają i bez gadania sprzedają. Ikarusy też już, bodajże od roku, powymieniane na nowe Solarisy. Pomorze górą? :-)
Pozdrawiam serdecznie.
Niestety Tuudi ma rację. Nie raz spotkałem się z negatywną reakcją kierowcy na chęć kupienia biletu w KZK lub MZK. Osobiście mnie to nie dotknęło, bo zawsze jeżdzę na bilecie miesięcznym – ale słyszałem i widzialem sceny z udziałem innych osób! „Bo autobus spożniony, bo nie mam ulgowych, bo nie mam drobnych, bo mam zając się kierowaniem a nie sprzedawaniem” Wymówek jest sporo…
q-bazzie, nigdy nie korzystałem na Pomorzu z komunikacji miejskiej. Nie pozostaje mi chyba nic innego, jak uwierzyć Ci na słowo i przyznać, że Pomorze górą ;-)
Gtx dobrze podsumował i podał dobre przykłady. Żeby być obiektywnym, muszę dodać, przypadki nie sprzedawania biletów nie są czymś permanentnym w komunikacji miejskiej na Śląsku. Aczkolwiek zdarzają się na tyle często, że trzeba o nich wspomnieć.