Czy mój dziadek był zbrodniarzem ?

KriegsgefangeneStrona wsieci.rp.pl działającą pod egidą Rzeczpospolitej, uraczyła nas ciekawą informacją. Mianowicie, poseł PiS, Sławomir Kossowski złożył zawiadomienie do Prokuratury Rejonowej w Opolu w sprawie „zbadania zgodności z prawem funkcjonowania sklepu internetowego Ruchu Autonomii Śląska – Silesia Progress”. Posłowi chodzi w szczególności o koszulki z napisami „Nie Polak. Ślązak” , „Silesian Rebel” ,„Mein Vaterland ist Oberschlesien” oraz książki o żołnierzach Wermachtu. Zdaniem Kossowskiego koszulki mogą nawoływać do separatyzmu lub waśni na tle narodowościowym.

Szczególnie ciekawa jest opinia dotycząca książek o żołnierzach Wermachtu. Żywię szczerą nadzieję, że twierdzenie, iż wydawanie i sprzedawanie takich publikacji jest działaniem antypolskim lub nawoływaniem do nienawiści na tle różnicy narodowościowych, wynika z braku elementarnej wiedzy o historii Śląska, a nie ze zwykłej ignorancji.

Służba w Wermachcie była dla Ślązaków czymś normalnym – nie ze względu na chęć wstąpienia do niemieckiego wojska, ale na powszechność poboru. Praktycznie każdy mieszkaniec Śląska, którego korzenie sięgają głębiej niż jedno pokolenie wstecz, ma przodków, którzy służyli w niemieckim wojsku. Co więcej, zdarzały się przypadki, w których Ślązacy byli siłą wcielani do Schutzstaffel! Jeżeli mój dziadek zostałby zmuszony do wstąpienia do SS, a ja chciałbym spisać i opowiedzieć jego historię, czy oznaczałoby to, że piszę o zbrodniarzu, a sam zdradzam Polskę, pielęgnując pamięć o hitlerowskim najeźdźcy?

A teraz coś z życia. Mój dziadek był w Wermachcie. Oczywiście nie było to spełnienie jego marzeń.  Jako młody chłopak zapewne wolał biegać za dziewczynami, niż służyć w niemieckim wojsku. Ale stało się. Po szkoleniu odbywającym się gdzieś w centralnych Niemczech, został przetransportowany do Francji, gdzie alianci po lądowaniu w Normandii kontynuowali Operację Overlord. Tamże, bez oddania strzału, poddał się wojskom alianckim i trafił do niewoli w Szkocji. Na Wyspach Brytyjskich został wcielony do Polskiej Armii, gdzie jako radiotelegrafista służył aż do końca wojny. Nieraz wspominał, że chciał pozostać na ziemiach brytyjskich, ale pod wpływem matki ostatecznie wrócił do kraju. Wiele wskazuje na to, że jakby dziadek miał rodzeństwo, dziś byłbym Szkotem z śląskimi korzeniami…

Więc jak? Dziadek zdrajca, bo walczył po stronie niemieckiej, czy bohater, bo wylądował w Wojsku Polskim?

Nadmienić mógłbym jeszcze o Panu Piontku – żywej legendzie Łazisk Górnych. Został on postrzelony w nogę pod Stalingradem i to uratowało mu życie – ranny wycofał się z frontu. Niedawno czytałem także artykuł o dwóch braciach, którzy walczyli pod Monte Cassino. Po przeciwległych stronach.

Nie trzeba czytać kronik czy książek, aby zrozumieć, że historia Śląska nie jest czarno-biała, że ludzie tworzący historię, nie dzielili się na dobrych i złych, według wcześniej przypisanych ról. Aby odkryć, nieraz tragiczną historię Ślązaków, wystarczy posłuchać opowieści żyjących jeszcze świadków ówczesnych wydarzeń…

Jak skończyła się historia złożenia zawiadomienia? Prokuratura, 10 czerwca umorzyła postępowanie, nie znajdując w działalności Piotra Długosza znamion czynu zabronionego przez prawo.

Zobacz zdjęcia dziadka Romana

ze służby w Wermachcie i Wojsku Polskim
1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (1 votes, average: 5,00 out of 5)

9 komentarzy

  • inka napisał(a):

    Tuudi, artykuł bardzo fajny, skłania do przemyśleń. I może w tym rzecz: często oceniamy ludzi i wydarzenia swoją miarą, a przecież guzik wiemy o realiach tamtych czasów. Czasami dobrze się zatrzymać, przemysleć, próbować zrozumiec i zrobić wszystko, by historia nie zatoczyła kręgu. A pan Kossowski, jak widać, zapętlił się nieco… Może teraz nadrobi braki z historii, która jak sam powiedziałeś, nie jest czarno-baiała…
    pozdrawiam!

  • Gelynder Blues napisał(a):

    Miałem przyjemność poznać pana Rajmunda Rygułę pochodzącego z Zazdrości, który podobnie jak twój dziadek, wcielony do niemieckiej armii, do niewoli dostał się gdzieś w północnych Włoszech, by po dwóch tygodniach mieć na sobie mundur polskiej armii. Po wojnie nie wrócił na Śląsk.

  • Tuudi napisał(a):

    A wiesz może, gdzie został pan Rajmund ?

  • Gelynder Blues napisał(a):

    W 1996 roku siedziałem przeszło miesiąc w Anglii (taka tam fajna praktyka na koszt Królowej ;))). Rajmund był (niestety już nie żyje) wujkiem od znajomej. Jako, że okazało się, że dość blisko jego domu przyszło mi przebywać, to podjechałem do niego i pogadaliśmy. Wysłuchałem min. jego historii wojennej. Jakiś czas (z 2 lata?) później Rajmund był na Śląsku z żoną Molly (Irlandka, też już żyje). Wtedy wpadli z rewizytą do mnie. Wtedy już byli dobrze po 70tce.
    Odpowiadając na twoje pytanie: hrabstwo Yorkshire, ale nazwy miejscowości już nie pamiętam. Był z niego niezły gawędziarz z dobrą pamięcią. A opowiedziana przez niego historia to prawie gotowy scenariusz na wojenno-przygodowo-sensacyjny film. Molly zrobiła doskonałe gołąbki i kawę. ;) No co? Jakbyście byli trzy tygodnie na angielsko-hotelowym wikcie, przeplatanym takeaway’ami, to też zapamiętalibyście taki szczegół.

  • Tuudi napisał(a):

    Kurcze, żałuję, że mój dziadek już nie żyje. Lub inaczej, ze jak byłem młodszy, nie chciałem słuchać uważnie tego, co mówił o wojnie. To dopiero byłby wspominania, podobne do tych, co opisujesz powyżej…

  • Ozi napisał(a):

    “Niedawno czytałem także artykuł o dwóch braciach, którzy walczyli pod Monte Cassino. Po przeciwległych stronach.” – dwóch braci mojego dziadka spotkało dokładnie to samo. Walczący pod flagą III Rzeszy zginął – być może z kuli swojego brata.
    Jak będę miał czas, opiszę to szerzej na blogu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *