Aleksander Nawarecki – Lajerman

Działu kulturalnego Tygodnika Powszechnego nie zwykłem czytać z prostego względu – wszelkie opisy książek, spektakli, wystaw są dla mnie całkowicie niezrozumiałe. Z książkami mam ten problem, że nie jestem filologiem ani literaturoznawcą, aby móc dostatecznie płynnie i obszernie komentować dzieła pisane. A może nawet to dobrze? Wydaje się, że zwykły czytelnik potrzebuje opisu dzieła zwykłego recenzenta.

Sens.

Lajerman nie jest autobiografią Aleksandra Nawareckiego. Jest opowieścią o Śląsku widzianym oczami autora, począwszy od małego bajtla, skończywszy na wykładowcy akademickim. Jak sam twórca napisał: „Osobiste okruchy i ograbki nieuchronnie mieszają się z dyskursem współczesnej humanistyki”. Właśnie wymieszanie czasem i ludowo-plebejskich zwyczajów śląskich z odniesieniami do światowych dzieł literatury, daje niezwykłą mieszankę. Ów konglomerat kultury wyższej z kulturą niższą był na początku trudny do przełknięcia – z biegiem czasu przyzwyczaiłem się i odkryłem, że właśnie takie połączenie stanowi o niezwykłości książki.

Czy z klopsztangi, hołdy, moczki, ryczki, szolki można wycisnąć coś więcej niż tylko suchą definicję, bądź translację na język polski? Czy pojedyncze słowa, mogą urosnąć do rangi mitu? Czy kreacja hołdy, może mieć tak osobliwy i filozoficzny charakter, że aż zatraca się granica z kreacją Boską?

W Lajermanie oprócz wycieczki do wielu śląskich miast, przenosimy się także pod grecki Akropol oraz do stóp najwyższych gór świata – Himalajów. Jeżeli jesteście ciekawi, co egzotyczne miejsca mają wspólnego ze Śląskiem – zapraszam do lektury książki lub blogu, w przyszłości.

halda-skalny

Widok na Łaziska z hałdy Skalny

 

Moczka. Wtrącenie.

Ile gospodyń domowych, tyle przepisów na moczkę. U mnie w domu bardziej przypomina kompot na pierniku z dodatkami bakalii, niż rosół z owocami. Tak jestem nauczony i tego będę się trzymać. Praktycznie w każdym śląskim domu, w którym robi się moczkę, smakuje ona inaczej. Czy znacie jakąś inną potrawę, której sposób przyrządzenia i smak są tak diametralnie różne, w zależności od… upodobań?

Ubolewam, że Pan Nawarecki zna moczkę tylko z opowiadań. Niestety, ale danie przygotowane z półproduktów z paczki a skonsumowane przez autora w okolicach Chamonix, przy moczce stanąć nie może. Zastanawiałbym się nawet, czy ugotowanie pozornej moczki nie zakrawa o regionalne świętokradztwo?

Epilog?

Jak powiedziała kiedyś Jadwiga Kocur: genialne rzeczy są trudne, najczęściej na pierwszy rzut oka niezrozumiałe. Prof. Nawarecki napisał książkę trudną. Nie wydaje mi się, aby była to zasługa formy, czy treści, jednocześnie mam ogromy problem ze zdefiniowaniem owej trudności. Czyżby to była wina Śląska, który jest jednocześnie trudny i genialny?

Za radą autora, słowa śląskie celowo nie są zaznaczone kursywą, która oznacza wtrącenie czegoś obcego, niepasującego, innego. A przecież godka śląska nie jest dla mnie czymś obcym, jest naturalną częścią mojego życia. Spuścizną po przodkach. Powodem do dumy.

0 votes, average: 0,00 out of 50 votes, average: 0,00 out of 50 votes, average: 0,00 out of 50 votes, average: 0,00 out of 50 votes, average: 0,00 out of 5 (0 votes, average: 0,00 out of 5)
You need to be a registered member to rate this.

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *