Ziemia obiecana Ślązaków

Tęsknię. Jeszcze pół roku temu nie sądziłem, że kiedyś to nastąpi. Tęsknię za Krakowem. Doszedłem dzisiaj do genialnego w swej prostocie wniosku – człowiek tęskni do tego, czego nie ma… Nie przejmujcie się, nie zanosi się, abym zdradził Śląsk.

Sebastian, mój kolega opowiedział mi niedawno historię. Wykładowca z Gdyni dowiedziawszy się, że Seba pochodzi z Łazisk Górnych, stwierdził: O! Wyrwał się pan ze Śląska. Nie inaczej było ze mną…

– O, ze Śląska pochodzisz. Pewnie chcesz po studiach zostać w Krakowie?

– Ani o tym nie myślę, wracam do siebie.

– Jak to?

Istnieje takie dziwne przeświadczenie, jakoby każde miasto poza Śląskiem było ziemią obiecaną dla Ślązaków. Bo przecież Nikoszowiec to nie Kazimierz, a bycie Warszawiakiem jest bardziej trendy od bycia Katowiczaninem. Nawet, jeśli ten pierwszy jest słoikiem, a drugi całkowitym i oddanym gorolem.

A może ja nie tęsknię za Krakowem, ale mam jakieś dziwaczne poczucie misji? W gruncie rzeczy lubiłem dyskusje przy piwie i przekonywanie mieszkańców Krakowa, że Ślązacy nie są uciskanym narodem na własnej ziemi, który tylko szuka sposobności do exodusu. Może właśnie nieformalne śląskie przedstawicielstwo było tym, co teraz tak miło wspominam? Bo nie ma przecież nic lepszego, niż powtarzające się podsumowanie rozmowy – a ja nie wiedziałem. Dobrze, że już teraz wiedzą.

Trudne do opisania jest uczucie, kiedy wchodziłem w Krakowie do autobusu i słyszałem – jada już do dom, stawiej na łobiod. Albo jak w tramwaju młoda, jak mniemam – Ślązaczka tłumaczyła matce, o czym były dzisiejsze zajęcia. Po śląsku, oczywiście.

Bo tęskni się do tego, do czego wraca się tylko na chwilę. Kiedyś wracałem do trudnych Katowic, dziś wracam do urokliwego Krakowa. I Wam polecam wyjazd na dłużej, można spojrzeć na Śląsk z innej perspektywy.

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (2 votes, average: 5,00 out of 5)

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *