Wyzwanie na dzisiaj: Śląsk Otwarty

Kiedyś myślałem, że moje postrzeganie przeszłości byłoby łatwiejsze i przyjemniejsze, gdybym urodził się np. w Krakowie lub w Warszawie. Na ścianie z jednej strony wisiałby portret dalekiego przodka, który walczył w Powstaniu Styczniowym, natomiast z drugiej strony na półce w honorowym miejscu leżałyby pamiątki po dziadku, który zginął w szeregach AK podczas II wojny światowej. Jakże historia mojej rodziny byłby prosta i oczywista – przodkowie Tudzierza walczyli o wolność Polski. Żadnej dwuznaczności moralnej, żadnych dywagacji, żadnego tłumaczenia się.

Roman Tudzierz w mundurze Polskich Sił Zbrojnych w Szkocji. 1946 rok.

Roman Tudzierz w mundurze Polskich Sił Zbrojnych w Szkocji. 1946 rok.

Dzięki Bogu urodziłem się i wychowałem na Śląsku. Nie sądzę, że rodzinna tradycja walki narodowo-wyzwoleńczej była i jest czymś złym. Nic z tych rzeczy! Jednak nierzadko prostolinijna historia rodzinna skłania nas do oceny świata w kategoriach: czarny/biały, zły/dobry. To dość oczywiste uproszczenie rzeczywistości w dalszym stopniu spotkać można nie tylko w komentarzach Internautów, ale także w informacjach medialnych, które dotyczą Śląska.

Jestem głęboko przekonany, że przynależność Ślązaków do narodowo-etnicznej wspólnoty, która zarówno czerpie z kulturowego dorobku Polski, ale jednocześnie na swój sposób jest odrębna, jest cechą całkowicie niezwykłą.  Mieszkańcy Polski nie powinni złorzeczyć na próby ustanowienia godki śląskiej za język regionalny, ale powinni zazdrościć nam dwujęzyczności. To absolutnie niebywałe, jak Ślązacy potrafią w swoim gronie dyskutować, kłócić się i rozmawiać w godce śląskiej, a 5 minut później wygłosić wykład w auli pełnej Polaków.

Owa narodowa przynależność dała mi osobiście coś więcej, niż poczucie dumy i wspólnoty. Śląskość to w moim personalnym odczuciu otwartość: na problemy mniejszości, na świat. To także otwarte traktowanie historii, głównie pod wpływem opowieści dziadków, których słuchałem w dzieciństwie. Otwartość historyczna, to dzieje, w których brakuje miejsca na spektakularne sukcesy i porażki, czerń i biel, a postawy poszczególnych osób trudno jest jednoznacznie oceniać.

Najgorsze co możemy dzisiaj zrobić, to zamknąć się. „Śląsk zamknięty” pozostanie enklawą, która umrze ze starości, grzebiąc wraz ze sobą mieszkańców. Otwarty Śląsk nie musi obawiać się rychłej polonizacji, tak samo jak Otwarta Polska nie musi obawiać się inności Śląska.

Na sam koniec chciałbym przytoczyć Wam cytat. Genialny w swojej prostocie.

 „Rozmaitość językowa Europy jest dla wszystkich nacjonalizmów wentylem bezpieczeństwa, przez który mogą się ulatniać pary przegrzanych uczuć narodowych. Czasem myślę, ze rzadkie języki nie dzielą, tylko wręcz łączą Europejczyków, dając im jakieś wspólne ponadnarodowe przeznaczanie. To wielki dar mówić i pisać w sekretnym języku małego narodu.

Sándor Márai

2 votes, average: 5,00 out of 52 votes, average: 5,00 out of 52 votes, average: 5,00 out of 52 votes, average: 5,00 out of 52 votes, average: 5,00 out of 5 (2 votes, average: 5,00 out of 5)
You need to be a registered member to rate this.

3 komentarze

  • Kaśka napisał(a):

    Dzięki Bogu młodzi ludzie nie wstydzą się godać po ślonsku. A cytat bardzo mi się podoba.

  • Tuudi napisał(a):

    Kożdy godo lub szkryflo jak eno poradzi :)

  • nonfe napisał(a):

    Cytat dotyczy języka węgierskiego. Co Ślązacy mają wspólnego z Węgrami? Nic. Śląsk się nie zamknie choćby z tego powodu że ponad polowa jego mieszkańców to nieŚlązacy którzy nie godają i nie będą godać itd.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *