Blog Tuudi.net

Śląsk oczami ślązaka
Wordpress Developer
  • Główna
  • O mnie
  • RSS / konto
  • Społeczność
  • Cytaty
  • Daj cynk!
  • Galeria
  • Działamy na rzecz bezpłatnego przejazdu A1 i A4 na Śląsku!

Praca sezonowa

30 07 2007

Dzisiejszy artykuł miał być wczorajszym. Dobrze się stało, iż Lugnik pokrzyżowała mi plany.
Cześć z Was nie wierzyła, iż przedstawiona wczoraj historia jest autentyczna. Otóż, ręczę moim imieniem, iż w reportażu nie ma źdźbła fałszu. Inaczej nie zdecydowałbym się opublikować, poniekąd ostrych słów pokrzywdzonej. Za zniesławienie i rozpowszechnianie nieprawy grozi odpowiedzialność karna.
(art. 212 § 1. K.k. grożąca kara: grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku).

Praca nad morzem cieszy się dość dużą popularnością wśród uczniów szkół średnich oraz studentów. Bohaterami dzisiejszego reportażu są autentyczne osoby pochodzące z różnych stron polski, począwszy od zapadłej wsi na Podbeskidziu skończywszy na stołecznej Warszawie. Łączy ich jedno: praca w Rewalu.

Na nadmorskiej promenadzie roi się od stoisk z tandetnymi pamiątkami „made in china”. Znudzeni sprzedawcy w promieniach upalnego słońca cierpliwie przyglądają się turystom, oglądającymi muszelki. Jakieś dziecko, całe brudne po twarzy z jedzącego loda, krzyczy do rodziców:
- Kupcie mi pistolet !!!
- Jutro Ci kupię… – zbywa go matka.
Na jednym z „stanowisk pamiątkowych” spotykam Kasię, opaloną brunetkę. Nie wygląda na więcej niż 19 lat. Od razu chwyta temat rozmowy.
- Dlaczego tu przyjechałam? Bynajmniej nie z chęci zarobienia jakieś ogromnych pieniędzy.
Powiedz mi, co mogę robić w takiej małej mieścinie gdzie mieszkam? Taka dziura koło Poznania. Do samego poznania około 40 kilometrów. Wiec często tam nie bywam.
Ni to klubu, ni to jakiegoś porządnego baru. Przyjechałam z koleżanką, pracuje, o tam…- wskazuje palcem na pobliską smażalnię, z której zawsze wydobywał się fetor zabijanych ryb.
- W domu się nie przelewna, ale biedy także nie klepiemy. Mama z tatą prowadzą sklep spożywczy. Dokładnie to dwa sklepy, zatrudniają 3 osoby. Przynajmniej przez wakacje nie chciałam żyć na ich rachunek. Tutaj dostaje około 1300 złotych miesięcznie. 6 dni pracy po 8-9 godzin od 9 rano do 17. Wieczory i niedziele mam tylko dla siebie – na jej twarzy pojawia się porozumiewawczy, dość ironiczny uśmiech.
Mieszkamy w przyczepie campingowej. – Odpowiada na mojej pytanie dotyczące zakwaterowania. – Prysznic i ubikację mamy niedaleko w ośrodku wczasowym, który należy do znajomego pana, który nas zatrudnia. Dwa posiłki dziennie: śniadanie i ciepła kolacja. Nie wiem jak tam oni się rozliczają. Nie obchodzi mnie to, mam gdzie spać i co jeść. Dostaję niezłą wypłatę. Czego chcieć więcej?

Idę dalej. Burza wisi w powietrzu. Parne powietrze i zbierające się ciemne chmury w dalszym ciągu mieszają się z przenikliwie opalającym słońcem. Trochę piecze mnie kark.
Zapomniałem posmarować się olejkiem.
Zaczepia mnie mobilna sprzedawczyni gazet.
- Może gazetkę? – Spytała.
- Bardzo chętnie, jest Angora? – Odpowiedziałem
- Niestety… Mam Fakt, Pani Domu, Naj…- zaczęła pokazywać niesione przez siebie gazety.
- Ciężka taka praca?
- Znośna. Przepraszam, muszę iść dalej. Za coś musze żyć. – Powiedziała na odczepnego.
Gazeciarka nie była chętna do rozmowy. Rzekłszy „Do widzenia” poszedłem dalej.

W tak upalny dzień nie może zabraknąć czegoś do ochłody. Przechodziłem właśnie obok jednej z kilkunastu budek z lodami w mieście. Położenie nie zachęca do konsumpcji. Brak tu cienia. Stoi tylko jeden parasol, pod którym skumulowanych jest chyba z 8 osób.
- Małe kręcone poproszę.
- Śmietankowe, czekoladowe czy mieszane? – Spytała ekspedientka
- Myślę, że mieszane będą idealne – odpowiedziałem
Dziewczyna zaczęła kręcić loda.
- Sezonowo tu pracujesz?- Zapytałem
- Tak… – odparła podejrzliwie.
- Mogę porozmawiać z tobą na ten temat? Pisze artykuł. – Powiedziałem, widząc jej zakłopotanie w oczach.
- Nie ma sprawy – zaprosiła mnie bliżej siebie, zaznaczając, że nie mogę wejść do środka budki. Takie są wymogi jej szefa.
Ewelina, lat 18, po II klasie LO w Warszawie. W budce gastronomicznej kręci lody, smaży gofry, wciska śmietanę do rułek. Dostaje 7 złotych za godzinę pracy. Pracuje 7 dni w tygodniu po 8 godzin. Raz rano, raz popołudniu. Na zmiany z dziewczyną pochodzącą z Częstochowy. Mieszka w murowanym domku, z 3 dziewczynami. Mają kuchnię i łazienkę. Gotują sobie same. Na jedzenie miesięcznie wydaje około 300 złotych. Ofertę pracy znalazła uprzednio w Internecie.

- Właściwie, to dlaczego zdecydowałaś się pracować w wakacje? Nie lepiej odpoczywać nad brzegiem Wisły, czy wyjechać gdzieś na kilka dni? – Spytałem, załączając dyktafon.
- Niby to tak wygodniej. Wiesz, 2000 zł na drodze nie leży. Rodzice też nie dają mi tyle na ciuchy czy inne rzeczy. Wiesz jak jest. Jak bym chciała sobie iPoda kupić, to, co zrobię?
Wygram w Totolotka? Rodzice kupią to i tamto, lecz na „głupoty” nie dają mi kasy.
Nie jest źle, jak mam zmianę na rano, to popołudniu mogę iść na plaże, wieczorem też jest czas na jakaś imprezę czy coś. Łączę przyjemne z pożytecznym. A praca w budce aż tak bardzo mnie nie męczy fizycznie.
Faktycznie, Ewelina nie wyglądała na zmęczoną, wręcz przeciwnie tryskała z niej jakaś pozytywna energia. Rozmowę przerwała jakaś pani, chcąca kupić gofra bitą śmietana i owocami.
- Co ja to chciałam…? A właśnie. Dokładnie to do gazety piszesz, czy jak? – Spytała odwróciwszy się po mnie po obsłużeniu klientki.
- Nie do końca. – Odpowiedziałem. – Mam własną stronę, tam piszę artykuły.
- Zapodaj adresem !
Napisałem adres. Pożegnałem się i poszedłem dalej.

Tym razem snułem się dość długo po zatłoczonych ulicach Rewala. Było coraz bardziej duszno, słońce zaszło za ciemniejące już chmury. Ludzi jakby przeczuwali nieubłaganie nadchodząca burzę.
- Kochanie chodź szybciej, zaraz będzie padało! Nie chcę być cała morka… – usłyszałem tuż obok mnie.
Zdecydowałem się iść już do ośrodka. Idąc ulicą Klifową czułem zapach smażonej ryby, niedaleko smażalni kilka pizzerii i podrzędniejszych barów. Zatrzymałem się koło znajomego kiosku. To tutaj kupowałem dziewczynom fajki oraz sobie widokówki i Angorę.
- Dzień dobry! Mogę chwilę porozmawiać? – Zacząłem rozmowę.
- No, nie wiem… – odpowiedziała kobieta, jednocześnie wyciągając na ladę ręką, na której widać było obrączkę.
- Nic z tych rzeczy. – Uśmiechnąłem się. – Pisze artykuł dotyczący pracy sezonowej.
Pani z kiosku wyglądała na około 23 może 24 lata. Miała krótkie włosy i raczej przeciętną urodę. Pochodziła z jakieś dziury na Podkarpaciu. Jej rodzice prowadzili gospodarstwo.
Mimo iż dużo opowiadała o swojej rodzinie, nie chętnie mówiła o zarobkach.
- Na fundusze tutaj nie narzekam. U mnie we wsi ciężko o pracę, więc wyjechałam w Polskę. Z czegoś trzeba utrzymać dom. Prawda?
- Dlaczego Pani nie wyjechała np. do Niemiec czy Anglii. Tam można zarobić o wiele więcej. – Zapytałem.
- Taka Europa to nie dla mnie. Wolę tutaj spokojnie siedzieć w kiosku. -Odpowiedziałem.
- No tak. Ale czy nie lepiej jest zarobić 15000 tys. złotych za 2 miesiące pracy? – Nie dawałem za wygraną.
- … Oczywiście, że lepiej. Ale jakim kosztem? – Podsumowała.
Grzecznie podziękowałem. Pani zaprosiła mnie do dalszych zakupów w „jej” kiosku. Była dosyć dziwna. Może spowodowane było to dość dużą różnicą wieku?

Znalazłem się znowu na ulicy. W tym momencie spadła na mnie pierwsza kropla deszczu. Sklepikarze nerwowo chwali pod folie pamiątki, gazety, ubrania. Morze dalej monotonnie szumiało. Wiatr zmógł się, oczyszczając ulicę z wszelkiego kurzu i pisku. Wróciłem do mojego domku. Zapowiada się duża ulewa…

Komentarze : Brak komentarzy »
Kategorie : Ciekawostki, Praca

Polskie obozy pracy.

29 07 2007

Praca sezonowa dla niektórych jest sposobem na dorobienie do skromnego uczniowskiego czy studenckiego budżetu. W ostatnim czasie wiele słyszało się o „obozach pracy”. Kojarzone one raczej są z Śródziemnomorskimi krajami, takimi jak Włochy czy Hiszpania.
Mało kto wie, iż także w Polsce wykorzystuje się ludzi to katorżniczej pracy.

Bohaterką tego artykułu jest pewna dziewczyna z Mikołowa (autorka kilku tekstów na tej stronie).

Moja trzymiesięczna przygoda z Morzem i wymarzoną pracą skończyła się w dwa tygodnie. „Miejsce” pracy zamieniło się w pełnym tego słowa znaczeniu w obóz pracy. Pracowałam fizycznie przez 16 (!) godzin. Zabrali mi książeczkę sanepidowską i nie dali złamanego gorsza. Ukradłyśmy nasze książeczki uciekliśmy stamtąd, nasłaliśmy sanepid i Państwową Inspekcję Pracy. Jestem do tyłu o 200 złotych.

Przed wyjazdem oferowano mi złote góry: ciepłą posadę w ośrodku wypoczynkowym Amberia w dąbkach. Praca na barze, 8 godzin dziennie, 5 dni w tygodniu, 1300 zł za miesiąc z wyżywieniem i noclegiem zagwarantowanym na miejscu. Dostałam tę „pracę” notabene poprzez znajomego trenera piłki ręcznej Andrzeja R., który jest bratem właścicielki ośrodka (Barbara R. ). Inni znaleźli oferty w prasie i w Internecie.
Mój znajomy pojechał tam tydzień przede mną. Była już tam bratanica szefowej – Karolina, która pracowała na recepcji.
Mieszkałam w drewnianym domku. Spałam na podłodze, na materacu, w pokoju bez kuchni i łazienki. Na dole była recepcja, niby czynna od 10 do 18. W praktyce jednak klienci budzili mnie nierzadko o 4 rano, waląc pięściami w szyby domagając się wypisania lub zakwaterowania. Jakoby recepcja była czynna całą dobę.

Znajomy miał być konserwatorem.

W hipotetycznym zakresie jego obowiązków były drobne prace np. koszenie trawy, pomoc w rozbiciu namiotów, odprowadzanie gości po polu campingowym etc. W praktyce robił wszystko, od budowy drewnianych domów, przez klejenie dachów, kładzenie dachówek, przez przetykanie brodzików, ubikacji, usuwania gniazd szerszeni, mrówek, polowania na żmije, skręcania mebli. Ogólnie wszystkiego, co znalazło się do naprawy w tym dużym ośrodku. Wymaniał także instalacje z prądem…

Przez tydzień był tam on, Karolina i niejaka Agnieszka…
Agnieszka, 21 lat, w 6 miesiącu ciąży. Nad wyraz naiwna. Sprzątała wszystkie domki. Będąc w ciąży pracowała z detergentami, nosiła, schylała się i odwalała całą brudną robotę (jak by nie patrzeć, dla co najmniej 5 osób) miała oferowane takie same stawki jak my, jednak pracowała o tydzień dłużej niż mój znajomy, nie miała umowy, wyżywienia ani książeczki sanepidowskiej.

Agnieszka pracowała po 12 godzin, niby na tej stawce, co my. Gdy upomniała się o wypłatę, to dali jej 400 zł i powiedzieli, że pracowała na pół etatu i więcej nie dostanie….
Rozpłakała się. Oni powiedzieli, że dadzą jej jeszcze 100 zł jako bonus. Zagroziła, ze się spakuje i wyjedzie pierwszym rannym pociągiem. Szefowa słodko uśmiechnęła się i powiedziała, ze nikt jej nie mówił, ze pracuje na pól etatu i ze dorzuca jej jeszcze te 300 zł do podstawowej płacy, tak, że wyjdzie jej 800 zł. Zgodziła się.

Po tygodniu pobytu mojego znajomego, przyjechałam ja i Zuza, do pracy w barze. Miałyśmy sprzedawać zapiekanki i lać piwo. Dzień po nas przyjechała jeszcze jedna Agnieszka (studentka 4 roku prawa, chwała Bogu jej za to) również jej powiedzieli, że będzie robić na barze.

W praktyce bar nie istniał.

Był to przeżytek, przypominający knajpę z czasów głębokiego PRLu, bez wody, prądu, kanalizacji. Z kuchnią, posiadającą sprzęt sprzed 40 lat bez instalacji gazowej.
Przyjechałyśmy do pracy w barze a robiłyśmy wszystko to, co robił Przemek. Od koszenia trawy, przez klejenie dachów etc.
Nie mieliśmy wyżywienia (było przez 2 dni), po czym szef stwierdził, ze mu się nie opłaca, i ze mamy gotować sobie w kuchni. Na pytanie – „na czym?”, „w czym?”, „gdzie?” „za co?” – szef wzruszał ramionami.

Dzień w dzień, od mojego przyjazdu kłóciliśmy się o umowę, stawkę za godzinę i nadgodziny i wyżywienie. Wiecznie nas unikali, wzruszali ramionami albo mówili, ze stawka za miesiąc (*5 dni w tygodniu, 8 godz. dziennie = 40 godz. tygodniowo) to 800 zł. My robiliśmy po 16 godz. dziennie przez 7 dni w tygodniu, wiec w tydzień nabiłam 97 nadgodzin. Szef rzekł, że nie da nam stawki za nadgodzinę, bo będzie oceniał naszą efektywność pracy (dziś mam zły humor – nie zapłacę ci).

Pomogli nam rodzice Agnieszki,

którzy przesłali nam kopie umów i tych wszystkich papierów, które pracodawca powinien z nami podpisać, a czego nie zrobił. Pracodawca ma tydzień na podpisanie umowy z pracownikiem, inaczej pracownik ma prawo wezwać inspektorat pracy. Gdy dojdzie do sprawdzenia pracodawcy, ustawa chroni pracownika, który pracuje na czarno.
W końcu wywalczyliśmy podpisanie umowy (przekładali to 3 dni) na poniedziałek rano. W ów poniedziałek rano nas wyrzucili…
Stwierdzili, ze nie mamy z nimi umowy, w ogóle u nich nie pracowaliśmy, nie należy nam się wyplata. Zagroziliśmy inspektoratem pracy, to zagrozili nam duńskimi adwokatami (posądzenie o wymuszenie). Zadzwoniliśmy na policje, oni wyjechali z Dąbek. W momencie mojego powrotu do domu, nikt z szefostwa nie był w ośrodku.

Żeby było śmieszniej, niezależni stróżowie, którzy pracowali dla firmy, którą zatrudniał szef, mówili nam, ze mamy uciekać, bo przed nami była ekipa – i ich wyrzucili, rok temu było tak samo, co 2 tygodnie inna ekipa do odwalanie brudnej roboty. Wczasowicze mówili identycznie.
Co ciekawe, w momencie, gdy wyjeżdżaliśmy stamtąd, pod naszymi drzwiami czekała nowa szóstka ludzi na nasze miejsce. To było z góry zaplanowane!

http://www.amberia-dabki.pl/

To jest oficjalna strona tych państwa. Nie potwierdzam NICZEGO, co tam się znajduje.

Od Tuudiego:

Spisałem i przerobiłem wypowiedz Kingi.

Na szczęście Duńskie prawo mnie nie obowiązuje. Polskiego sądu się nie obawiam. Niech ta historia będzie dla Was przestrogą, aby uważnie wybierać oferty pracy. Nawet taki „pewniak” jak przedstawiony powyżej może okazać się pułapką. W myśl przysłowia: „jak bym wiedział, że się przewrócę – usiądę”, do środka oferty nie wejdziemy.

Komentarze : Brak komentarzy »
Kategorie : Ciekawostki, Praca

Prypeć

30 04 2007

Artykuł napisany do majowego wydania Cooltury. W wersji finalnej może różnić się od przedstawionego tutaj.

Prypeć, niegdyś niespełna 50 tysięczne miasto, wybudowane specjalnie dla pracowników zakładów i ich rodzin. Symbol dostatku, radzieckiej troski o robotników. Nowoczesne kino, teatr, wesołe miasteczko, szkoła muzyczna, sportowa, przedszkola, kryty basen, wszystko przygotowane specjalnie dla ludzi pracy. W Prypeciu nie było kościoła, kapliczki, przydrożnego krzyża. Bastion socjalizmu.
25 kwietnia 1986 roku elektrycy obsługujący reaktor atomowy, dokonali niebezpiecznego eksperymentu, którego konieczność wynikała z zmian w projekcie budowy reaktora. Bez konsultacji z fizykami, wyłączyli oni automatyczne zabezpieczenia, jednocześnie wyciągając grafitowe pręty regulujące. W dużym skrócie eksperyment ten doprowadził do nagłego zwiększenia liczy rozszczepień i wykrzywienia prętów. W konsekwencji do wzrostu temperatury i eksplozji w reaktorze numer 4 typu, RBMK-1000.

Czytaj dalej »

Komentarze : Brak komentarzy »
Kategorie : Ciekawostki, Ekologia

Sława, sława, sława…

24 11 2006

// Artykuł napisany do szkolnej gazetki „Cooltura”. //

Cóż może sprawić uczonemu więcej satysfakcji, niż dokonanie niebywałego odkrycia. Gdy praca jego zostaje w godziwy sposób nagrodzona, gotów jest, jak Archimedes wybiec na ulicę i krzyknąć – „Eureka”. Osiągnięcie zaszczytnego miana „geniusza” zachęca do intensywniejszych badań i zdobycia jeszcze większego rozgłosu.

Jak stwierdził Karol Darwin: „Moją miłość do nauk przyrodniczych (…) rozbudzała w znacznym stopniu ambicja zyskania szacunku u mych kolegów przyrodników”. Dla dużej części naukowców chęć sławy była główną siłą napędową ich działań. Postęp techniczny, począwszy już od XVII w. musiał wywołać zjawisko dublowania niektórych odkryć. Większość sporów udało się rozstrzygnąć w dość krótkim czasie „za porozumieniem stron”. Jednak niektórzy naukowcy nie byli skłonni dzielić się „pierwszym miejscem”.

Newton, znany ogólnie jako autor „prawa powszechnego ciążenia”, oprócz fizyki zajmował się też astronomią, filozofią, matematyką.
W 1673 r. Isaac Newton i Gottfried Wilhelm Leibniz (niemiecki filozof i matematyk) niezależnie od siebie rozwinęli teorię rachunku różniczkowego. Ten pierwszy nie mógł znieść gorzkiego smaku „porażki moralnej”. Kolejne lata Sir Newton spędził na polemice z Leibnizem, starając się udowodnić swe pierwszeństwo w odkryciu.
Dopiero w późniejszym czasie, wykorzystując swoje stanowisko w Towarzystwie Królewskim, twórca powszechnego prawa grawitacji, powołał specjalną komisję, która ustaliła prymat w odkryciu rachunku różniczkowego.
W jej skład wchodzili wyłącznie uczniowie Newtona…

Należy także zwrócić uwagę na inny ciekawy aspekt.
Cóż może bardziej motywować sportowca niż „oddech współzawodnika” na swoich plecach. Nie inaczej jest z naukowcami. Świadomość, iż ktoś inny także pracuje nad hipotetycznym problemem, dodaje energii, chęci do dalszej pracy, oraz szukania coraz to nowszych, prostszych rozwiązań.
Radość będzie większa, jeśli się wie, że pokonało się nie tylko własne bariery, ale także innych uczestników „gry”.

Nagroda Nobla, przyznawana od 1905 r., nie obejmuje matematyki. Powód, jak zawsze prozaiczny, miłość. Żona fundatora nagrody zdradzała go właśnie z matematykiem.
Nie dziwię się, dlaczego Nobel tak bardzo znienawidził Królową Nauk. Ale do rzeczy…

W matematyce wyróżnieniem rangi Nobla jest Medal Fieldsa, przyznawany co 4 lata podczas kolejnych kongresów, czterem autorom najbardziej docenionych prac.

W 2002 roku, bliżej nieznany śmiertelnikom Grigorij Perelman, udowodnił Hipotezę Poincarego, będącą jedną z „siedmiu tajemnic nowego tysiąclecia”. Nie przyjął miliona dolarów przewidzianej nagrody, „Matematycznego Nobla” oraz ofert renomowanych uczelni z całego świata. Uczony, z wyglądu przypominający Rasputina, zaszył się w swoim świecie pełnym ksiąg i wzorów, niedaleko Petersburga w Rosji.

Przykłady Newtona i Perelmana ukazują nam dwa całkiem różne światy nauki.
Pierwszy – bezwzględny wyścig szczurów, rozgrywający się już w XVII wieku, niemający na względzie zasad moralnych i przyzwoitości.
Człowiek zdolny jest wykorzystać swoje duże wpływy do osiągnięcia zamierzonych celów, nie zawsze zgodnych z sumieniem czy ogólnie wyznawanymi wartościami. Niejednokrotnie chęć zapewnienia sobie sławy bywa wręcz obsesyjna.
Drugi- absolutna bezinteresowność w dążeniu do celu, odrzucenie wartości materialnych, tytułów profesorskich oraz uznania – obiektu pożądania od początku dziejów ludzkości.
Zastanowić się można, która postawa jest godna pochwały.
Jak wiadomo, sława jest następstwem pewnych działań człowieka. Jaki sens miałaby na przykład próba pobicia rekordu świata w biegu na sto metrów w środku Afrykańskiej dżungli czy stworzenie niezawodnego systemu operacyjnego i trzymanie go tylko na swoim komputerze?
Człowiek z natury dąży do swoich „pięciu minut”, czy to w szkole poprzez rozwiązanie zadania „z gwiazdką” na fizykę, czy w laboratorium odkrywając budowę cząsteczki DNA.
Od nas zależy jak wykorzystamy dane nam umiejętności. Możemy dzielić się nimi w zaciszu swojego gabinetu lub przemawiając do tłumu czy też stając na uniwersyteckiej katedrze.

Nie każdy dorósł do zdobycia renomy. Sława obliguje, ale też zniewala…
Zadaj sobie pytanie. Czy Ty będąc sławnym, czerpałbyś z tego korzyści materialne, czy raczej poszedłbyś przykładem Perelmana – własna satysfakcja była by dla Ciebie największa zapłatą

Komentarze : Brak komentarzy »
Kategorie : Bez kategorii, Ciekawostki

dalej »


Proszę o głosy :)


  • Wysyłamy SMS pod nr 7155 o treści DOROKU.124
  • Szczegóły na stronie.

Sonda:

Czy potrafisz pisać po śląsku?

View Results

Loading ... Loading ...

Cytat:

Potępiam propagandę polską na Górnym Śląsku, bo z tej dzielnicy, oddzielonej na podstawie prawno-państwowej przez pięć czy sześć stuleci od Polski, a zatem w czasie, w którym uczucia narodowego w naszym zrozumieniu w ogóle nie było, rozbudzenie tego uczucia nie ma w dobie dzisiejszej żadnego usprawiedliwienia. — Florian Stablewski

Najnowsze wpisy

  • Weekend majowy
  • Miłość w Königshütte – spektakl [oraz konkurs]
  • Potrzebuję Twojej pomocy! Wybierz najlepszy wpis 2011 roku.
  • Gryfnie pyto – knefel i łostuda

Kategorie

FaceBook

Piszę o…

autonomia bezrobocie blog Blog roku. cytat Demokracja Edukacja Ekologia ekonomia emerytura Gazeta Wyborcza globanle ocieplenie Górny Śląsk Historia Katowice konkurs kultura Liberalizm marsz autonomii narodowość śląska PiS podatek Polityka Polska pomoc Praca Prawo Prezydent raś ruch autonomii śląska rząd Sejm Socjalizm Spis Powszechny Tuudi Unia Europejska Uniwersytet Uniwersytet Śląski Wolność wybory zdjęcia Śląsk Ślůnsko godka Święta życzenia

Różne

  • Eko Żywioły
  • Jurciopan
  • Miasto Książek
  • Serwis zwolenników wolnego rynku
  • TomaszLoska.com
  • wakacje last minute

Śląsk

  • Blog Ozi’ego
  • Górny Śląsk – Tak wiele w jednym miejscu
  • Historia Śląska
  • KATOWICE tu i teraz
  • Odkrywając Śląsk
  • Silesian Skyline
  • Śląski Sklep Internetowy

Wyszukiwarka

Wpisz szukana frazę:

Archiwum

Najnowsze komentarze

  • Ozi o Głosujemy na Tuudi.net w konkursie Dziennikarz Obywatelski 2011 Roku
  • Gelynder Blues o Miłość w Königshütte – spektakl [oraz konkurs]
  • Gelynder Blues o Miłość w Königshütte – spektakl [oraz konkurs]
  • księgowy o Budowa dworca PKP w Katowicach.
  • kaska o Weekend majowy

Top Komentatorów:

  • Sentymentalna (16)
  • nie dla głodu i ... (9)
  • Po ślůnsku (7)
  • AvantaR (6)
  • tragizm (6)
  • antyRAŚ (5)
  • Gelynder Blues (5)
  • luxexsilesia (5)
  • Juras (4)
  • Ozi (4)
  • glewitz (3)
  • Kaśka (3)
  • Benek (2)
  • BożaBanitka (2)
  • Inna (2)
  • Joel (2)
  • Maras (2)
  • Ni dlo głodnej g... (2)
  • autonomia to bezsens (1)
  • BożaBonitka (1)

:)



Page 6 of 6« First«...23456

Tuudi 2006-2012. powered by Wordpress Google PageRank Checker Kanał RSS