Parytet równości

28 06 2009

Jak donosi onet.pl http://tinyurl.com/parytet :

Środowiska kobiece zakończyły prace nad projektem ustawy, która połowę miejsc na listach wyborczych rezerwuje dla kobiet – dowiedział się portal internetowy tvp.info. Projekt ma duże szanse powodzenia, bo swoim autorytetem wesprą go znane kobiety, m.in. prof. Magdalena Środa, Jolanta Kwaśniewska i Henryka Bochniarz.”

Pani Magdalena Środa – znana i lubiana w środowiskach feministycznych, jest dla mnie intelektualnym zerem. Gdy jakiś czas temu czytałem w Metrze wywiad z Panią profesorką, w którym domagała się zrównania wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn, nie wiedziałem, czy mam płakać nad głupotą tego stwierdzenia, czy modlić się za jej duszę. Bez wątpienia, poparcie projektu ustawy przez kilka niegdyś wpływowych (?), czy obecnie znanych kobiet, zwiększa szanse „przejścia” tej ustawy o całe 98,5%. Czytaj dalej »



Demokracja? Nie!

7 06 2009

Matury w trakcie. Wprawdzie bezpośrednio mnie nie dotyczą, ale z wielkim zainteresowaniem śledzę, o co abiturientów szkół średnich zapytać zechciano.

Matura na poziomie podstawowym z WOSu łatwa była nad wyraz, na rozszerzonym – rzec mogę – ciekawsza , ale bez tragedii. Proponuję dobrze przyjrzeć się jednemu poleceniu:

Zadanie 6. (1 pkt)
W sierpniu 2007 roku Centrum Badania Opinii Społecznej przeprowadziło badanie, w którym poproszono respondentów o usytuowanie ugrupowań i partii politycznych w Polsce na skalach konserwatyzmu i liberalizmu (od – 2 do 2).
Na podstawie poniższego rysunku rozstrzygnij, które zdania są prawdziwe, a które fałszywe. Wpisz w odpowiednie miejsca tabeli Prawda (zdanie prawdziwe) lub Fałsz (zdanie fałszywe).

Od Tuudi: śmiem przypuszczać, iż pojęcie konserwatyzmu odnosi się do światopoglądu, natomiast liberalizmu do gospodarki. Aczkolwiek za ludzi piszących matury, pewny nie jestem.
Czytaj dalej »



17.11.2008

17 11 2008

Mark Frearson z Plymouth w południowo-zachodniej Anglii został aresztowany, ponieważ dał swojemu siedmioletniemu synowi klapsa – podaje BBC.
W ubiegły wtorek 47-letni mężczyzna był ze swoim synem na zakupach. W pewnym momencie spostrzegł, że chłopiec zniknął. Był późny wieczór. Mark Frearson szukał chłopca w sklepie, a gdy tam go nie znalazł, zaczął przeszukiwać pobliskie ulice. W końcu po ok. 10 minutach nerwowych poszukiwań znalazł syna w pobliskim parku. Wtedy też dał mu klapsa, jako karę za to, że chłopiec sam oddalił się ze sklepu.
Wieczorem do drzwi mężczyzny zapukali policjanci. Na podstawie zeznań świadka, który obserwował sytuację w parku, zabrali Frearsona na posterunek pod zarzutem znęcania się nad dzieckiem. Mężczyzna spędził w celi całą noc, bez możliwości złożenia wyjaśnień. Następnego dnia rano okazało się, że świadek, który oskarżył Frearsona, odwołał swoje zeznania. Mężczyzna został więc wypuszczony do domu. Teraz Frearson domaga się od policji oficjalnych przeprosin. Funkcjonariusze zatrzymali mnie na oczach mojego 7-letniego syna. Obawiam się, że to mogło być dla niego traumatyczne przeżycie – mówi Frearson. (..)

Wniosek z tego jest dziecinnie prosty, jak żyjesz w tak wysoce cywilizowanym kraju jak Anglia, swoje dzieci powinieneś wychowywać tylko w domu. Na ulicy możesz spotkać różnych imbecyli, którzy będą chcieli chronić TWOJE dziecko przed… Tobą samym.
Według angielskich urzędników, postępowaniem bardziej wychowawczym byłoby całkowite odebranie dziecka ojcu, który znęca się nad nim, wręcz maltretuje go na oczach przechodniów dając klapsa…
Ta sytuacja nie jest wcale śmieszna. Dochodzimy do takiego stadium rozwoju cywilizacji, gdzie urzędnik decyduje co jest najlepsze dla TWOJEGO dziecka. Może odebrać Ci dziecko, bo mieszkanie nie spełnia warunków socjalnych, bo ojciec sam wychowuje trójkę dzieci, bo dajesz mu klapsa w supermarkecie. Idziemy coraz bardziej ślepo w stronę zachodnich wzorców, zapominając co tak naprawdę jest ważne.

Co więcej:

Co trzy dni do angielskiego szpitala trafia dziecko z problemem alkoholowym – pisze „The Times”
Jak wynika z opublikowanego właśnie przez brytyjskie ministerstwo zdrowia raportu, w ciągu ostatnich pięciu lat do angielskich szpitali z objawami przedawkowania alkoholu trafiło 648 dzieci, które nie skończyły jeszcze 10 roku życia. Przyjętych z tego samego powodu na hospitalizację nastolatków poniżej 16 roku życia było w tym okresie 24 tysiące. To 95 procent więcej, niż w poprzedzającym lata 2002-2007 pięcioleciu.
Raport ujrzał światło dzienne w przeddzień przedstawienia w parlamencie strategii, mającej zmniejszyć spożycie alkoholu wśród brytyjskich dzieci i młodzieży. Don Foster z trzeciej obok laburzystów i konserwatystów liczącej się w Wielkiej Brytanii partii liberalno-demokratycznej uważa, że obecny rząd zupełnie nie radzi sobie z tym problemem. – Statystyki dotyczące pijanych dzieci są skandaliczne – powiedział Foster – należy jak najszybciej ograniczyć dostęp nieletnich do alkoholu i zmienić brytyjską kulturę picia*.

Oczywisty jest fakt, że rząd nie jest w stanie poradzić sobie z tym alkoholowym problemem, bo to nie rząd wychowuje dzieciaki. Anglicy, tworząc tak idiotyczne prawo – zabraniające ‘cielesnego’ karania dzieci, sami doprowadzili do sytuacji częstych upojeń alkoholowych młodych. A kultury picia, żaden rząd nie zmieni*.

Sprawa wydaje się prosta:
Kilkadziesiąt lat temu, pijany chłopak przychodzi do domu pijany. Dostaje raz, drugi w pysk od ojca i po problemie. Się nauczy, że ma pić tyle, żeby trzeźwy wrócić do domu. Albo nie pić wcale. Nie wróci do domu o wyznaczonej porze, dostanie dwa razy mocniej. Tak było przez setki lat i wyrastali z tych ‘maltretowanych dzieci’ szlachetni rycerze, wielcy myśliciele czy prości, ale pracowici chłopi. I dotrwaliśmy do dni dzisiejszych.

Obecne pokolenie dzieci i młodszej młodzieży jest wychowywana w przekonaniu: ‘wszystko należy do mnie’. Rzecznik praw ucznia czy dziecka, sprawia, że dziecko jest świadome swoich praw i jakże skrupulatnie dba, żeby chociaż trochę ich nie naginąć. O swoich obowiązkach nie pamięta.
Od klasy pierwszej LO jestem gorącym zwolennikiem przywrócenia w szkole kar cielesnych. Kolejne ekipy rządzące nie potrafiły sobie poradzić z problemem agresji w szkole. Nie pomógł program ‘zero tolerancji’, nie pomogły apele i szkolenia. Uczniowie dalej leją słabszych i coraz częściej nawet nauczycieli.
Rózga pomoże.

* W skrócie. Jak idzie się po piwo, nie kupuje się jednego, tylko stawia wszystkim kolejkę ;-)

Na koniec, od serca.
1. Szczerze mówiąc, brak mi było pomysłu jaki tytuł nadać powyższemu. Wiec jest co jest.
2. Zachęcam do wypełniania rubryki : imię/nick w komentarzach. Puste brzydko wyglądają i później muszę ręcznie edytować.
3. Aha, na stronie zadomowił się jakiś spam bot. Nie chce mi się przeglądać wszystkich artykułów po kolei. Od czego mam czytelników :-) Mianowicie, jeśli zobaczycie na dole tekstu nienaturalnie duża liczbę komentarzy z linkami do jakiś stron – dajcie mi znać. Chyba każdy umie rozpoznać spam.
4. I nie pochwalę się gdzie studiuję. Bynajmniej mi nie wstyd :P



Raz styczek, dwa stryczek.

4 10 2008

10 października ma być obchodzony Europejski Dzień przeciw Karze Śmierci.

O konieczności i argumentach za wprowadzenia kary śmierci pisałem już wcześniej tutaj, więc powtarzać się nie będę.

Metro, na pewno nie jest gazetą wybitnie opiniotwórczą, aczkolwiek nakład 760 tysięcy egzemplarzy robi swoje. Wydawca Agora – to dopiero robi swoje ;-)

Razi mnie okrutna jednostronność działu nazwanego: „Apel przeciw karze śmierci” Wprawdzie prywatna gazeta, więc może sobie pisać cokolwiek o czymkolwiek. Dziś też nie o Metrze, Agorze etc.
Skupię się na wywiadzie udzielonym przez Panią Halinę Bortnowską.

Fragmenty wywiadu.

W Polsce nawet czołowi politycy wprost obiecują przywrócenie tej kary.
- (..) Niektórzy politycy, widząc, że sondaże pokazują wzrost poparcia dla kary śmierci – i dla jej zwolenników – zaczynają składać obietnice jej przywrócenia. To nieuczciwe wobec wyborców. (..) Powtarzanie przez polityków podobnych haseł kompromituje Polskę w Europie.

[I najlepszy fragment]

Czy zniesienie kar śmierci nie jest sprzeczne z demokracją, jeśli większość społeczeństwa opowiada się za nią?
Najwęższa definicja demokraci brzmi:” jeden obywatel – jeden głos”. Ale przecież demokracja to nie tylko rządy większości. To przede wszystkim system przekonań opartych na prawach człowieka. (..)

Demokracja (gr. demokratia „rządy ludu”, od wyrazów demos „lud” + krateo „rządzę”) – ustrój polityczny, w którym źródło władzy stanowi wola większości obywateli, przy respektowaniu praw mniejszości.

I Pani Halina, przewodnicząca rady Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka zanegowała podstawową definicję demokracji. Demokracja to taki ustrój, gdzie głosami większości przebija się mniejszość. Większość ma siłę i to większość rządzi.

Zacznijmy od tego, że w 2004 roku, w Polsce karę śmierci popierało aż 77 % społeczeństwa. Więc słowa, że obietnice przywrócenia kary śmierci są krzywdzące dla wyborców, bądź „Powtarzanie przez polityków podobnych haseł kompromituje Polskę w Europie.” De facto kompromituje samą Panią Bortnowską. Posłowie są wybierani przez lud i to ich postulaty winni wypełniać.

Stopka o Pani Bortnowskiej:

W zeszłym roku zebrała ponad 1,3 tys. podpisów pod listem do Rady Europy i Unii Europejskiej, gdzie pisała, że „w Polsce są przeciwnicy kary śmierci gotowi publicznie potwierdzić, że 10 października chcą obchodzić Europejski Dzień przeciw Karze Śmierci

W 1999 roku URP zebrała 140.000 (słownie: sto czterdzieści tysięcy) podpisów na rzecz przywrócenia kary śmierci. Czyli ponad sto razy więcej. Czyżby Polacy nie byli skłonni podpisywać się pod apelami przeciwko najwyższemu wymiarowi kary ?

Mogę wywnioskować, że dla Haliny Bortnowskiej ogólnie demokracja jest fajna. Natomiast ciężko zrozumieć, że ta sama demokracja, której tak ambitnie broni, woła coś zupełnie przeciwnego do jej światopoglądu. „Mordercy na stryczek!”. Pewnie boli, i to strasznie.

Artykuły w Metrze były napisane w formie „my wiemy lepiej, społeczeństwo się nauczy od nas”. Podawane były nietrafione i wręcz głupie argumenty przeciwko karze śmierci i nie tylko ;)

Przestępstwo popełnia się najczęściej w ciągu kilku minut, pod wpływem stresujących i nienormalnych okoliczności.” To nazywa się zbrodnia w afekcie i nie podlega takiej samej karze jak morderstwo zaplanowane, z premedytacją. Proste.

Żeby rozwiązać problemy finansowe więzień, powinno się raczej zredukować liczbę osadzonych i skrócić wyroki za mniejsze przestępstwa.” Większych bredni dawno nie czytałem. Z małych przestępstw rodzą się duże zbrodnie. I właśnie za małe (ba, co znaczy małe?) powinno się surowo karać a nie wypuszczać z więzienia !!!

Demokracja, nie jest dobrym systemem, lecz póki co żyjemy w demokracji. Helsińska Fundacja Praw Człowieka nie rządzi, tylko MY rządzimy. To MY wybieramy posłów, którzy reprezentują poglądy może nie tożsame, ale podobne do naszych. Więc niech Bortnowska nie pieprzy, że posłowie postępują „kompromitująco” !

10 października nie będę się wstydził, że popieram wprowadzenie w Polsce kary śmierci.
I Wy też się nie wstydźcie. Jest nas więcej.



Socjalizm jest naprawdę dobry ?

29 09 2008

Dużo ludzi nieświadomie sądzi, że socjalizm jest naprawdę dobry. Jakby nie patrzeć każdy od urodzenia jest socjalistą, ważne jest, kiedy się ockniemy…
Nie winię ludzi, hasła takie jak sprawiedliwość i równość społeczna, świadczenia socjalne trafiają w ludzkie ucho. Patrząc bliżej, to co w duchu idei socjalistycznych ma pomagać człowiekowi, po pewnym czasie obraca się przeciwko niemu jak i samemu społeczeństwu.
Społeczeństwo od zawsze jest podzielone na klasy, ludzie nigdy nie byli i nie będą sobie równi, jest to prawda zupełnie oczywista i nie powinna podlegać jakiejkolwiek dyskusji.

W ludziach tkwi duch rywalizacji, dążenia do wyższych celów, bycia lepszymi od innych. I to jest właśnie siłą napędzającą całą machinę społeczeństwa. To dzięki temu mamy coraz to nowsze wynalazki, odkrycia nowych lądów, niezdobytych szczytów i dolin. Jeśli wszyscy byliby sobie równi, to po co się starać? Można siedzieć w domu i nic nie robić, oprócz codziennego wstawania o godzinie piątej piętnaście i pójścia do pracy. Tak przez 40 lat. Człowiek logicznie myślący będzie starał się wyrwać z tego stanu rzeczy, będzie chciał być lepszy od swojego sąsiada. Nie chce być taki sam jak inni !

Nie ma tak łatwo ;-) Tu czyha na nas kolejna pułapka.
W kapitalizmie ludzie (logicznie myślący) chcą aby ich sąsiad był jak najbogatszy, socjalizmie zaś na odwrót. Dlaczego ?
Bogaty sąsiad nie okradnie mnie, bo po cóż mu moje rzeczy, kiedy ma dość swoich. Gdy ja będę w kryzysie finansowym on może wspomóc np. wykupując cześć udziałów mojego przedsiębiorstwa. Poza tym od bogatszego sąsiada, mogę nauczyć się o wiele więcej niż od biednego.
W socjalizmie (i nawet teraz we współczesnej Polsce) ludzie bogaci płacą progresywnie większe podatki od biedniejszych. Sądzę, że jest to kara za grzechy, skoro dorobił się fortuny, to teraz trzeba go za to ukarać – niech oddaje 40 % haraczu na rzecz państwa i tych co nie byli na tyle sprytni i mądrzy, aby się dorobić.

Skoro już jesteśmy przy finansach, większość świadczeń socjalnych, powoduje, że ludzie jeszcze bardziej się opieprzają (że tak łagodnie powiem). Alimenty dla samotnych matek, wypłacane z Funduszu Alimentacyjnego doprowadziły do nagłego wzrostu rozwodów w Polsce i niewypłacalności opiekuńczych tatusiów. I kto na tym traci? Dzieci. No cóż, opiekuńczość państwa ;-)
Kto normalny stwierdzi, że 1000 złotych becikowego będzie miało wpływ na wzrost przyrostu naturalnego? Albo inaczej, kto NORMALNY urodzi dziecko tylko dla owego tysiąca? Chyba nawet nie socjalista…

Obecnie niepracująca, sześcioosobowa rodzina (wielodzietna w rozumieniu prawa) może ze wszystkich zasiłków wyciągnąć taki sam dochód na osobę, jak pracująca (średniozamożna) czteroosobowa. To nazywa się sprawiedliwość społeczna. Wszak, wszyscy powinni być sobie równi ;-)
Na absurdach opiera się chwytliwy socjalistyczny bełkot, trochę szkoda, że tak wielu moich, naprawdę inteligentnych znajomych, deklaruje się jako lewicowi socjaliści. Ale na nawrócenie nigdy nie jest za późno ;-)



Biali, kolorowi…

3 08 2008

Jeżeli projekt ustawy o równym traktowaniu kobiet i mężczyzn, jaki proponuje Ministerstwo Pracy, wejdzie w życie, czeka nas mnóstwo absurdów, zapowiada „Rzeczpospolita”. Oto pierwszy z brzegu przykład: Liga Polskich Rodzin nie będzie mogła odmówić przyjęcia w swe szeregi zaciekłego komunisty, bo byłaby to… dyskryminacja.
(..)
A nie daj Bóg, by fryzjer damski odmówił strzyżenia mężczyźnie, bo może go to kosztować wypłatę zadośćuczynienia w wysokości minimalnego miesięcznego uposażenia – twierdzi „Rzeczpospolita”.

http://tnij.org/blo4

Analogicznie, czy mam takie samo prawo otworzyć zakład fryzjerski z napisem „tylko dla mężczyzn”, jak restaurację „tylko dla białych” ?

Tak samo, jak LPR nie chce mieć w swoich szeregach komunistów (i nikt o to afery nie robi), tak, ja mogę nie lubić murzynów czy azjatów, (bo lepiej się czuję w towarzystwie ludzi o białym kolorze skóry) i nie wpuszczać ww do mojej restauracji. W krajach normalnych światopoglądowo, mój lokal istniałby jak tysiące innych, może tylko straciłbym 0,5% klientów, tych kolorowych. W Polsce znalazłby się urzędnik który stwierdzi: „on dyskryminuje czarnych nie wpuszczając ich do restauracji”.

Tworząc własną restaurację mam prawo wpuszczać czy wyrzucać kogo chce. Równie dobrze mogę na drzwiach wywiesić napis: „tylko dla mężczyzn od 25-48 roku życia, niełysiejących”. Mój lokal – moje prawo !


# # # #

To już w Szwecji jest prawo, które nakazuje wszystkich traktować „jednakowo”. Co z tego wynikło:

Władze pewnej szwedzkiej szkoły zarzuciły ośmioletniemu chłopcu łamanie praw innych dzieci, ponieważ ten nie zaprosił na swoje przyjęcie urodzinowe dwóch kolegów z klasy – powiadomił internetowy serwis BBC.

Jeden z uczniów szkoły podstawowej w Lund na południu Szwecji postanowił rozdać zaproszenia na swoje urodziny w trakcie szkolnych zajęć. Gdy nauczyciel spostrzegł, że dwóch chłopców zostało pominiętych, skonfiskował wszystkie zaproszenia.


Władze placówki argumentują, że ich obowiązkiem jest dbanie o to, aby nikt nie był dyskryminowany, gdy zaproszenia są rozdawane na terenie szkoły. Natomiast ojciec ośmiolatka powiadomił o zajściu rzecznika praw obywatelskich. Jak wyjaśnił, jego syn nie zaprosił na przyjęcie dwojga dzieci, ponieważ jedno z nich wcześniej nie zaprosiło go na własne urodziny, natomiast z drugim się pokłócił.

A gdyby dwóch chłopców było murzynami? Albo co gorsza żydami?

Przypadek ten, bezsensownie głupi, bo niezaproszone dzieci i tak wiedzą, że na urodziny nie przyjdą, a reszta klasy przyjdzie. Dzięki temu incydentowi całe miasto, pól kraju będzie wiedzieć, że akurat oni nie zostali zaproszeni. W innym wypadku ograniczyło by się tylko do społeczności klasowej.

Pisałem kiedyś o „wolności do„, takie pojęcie nie istnieje. Tych dwóch dzieciaków nie miało prawa do tego zaproszenia, bo solenizant nie życzył sobie ich. Chłopak odprawiający urodziny ma prawo do wolności od tych, których nie zaprosił. Koniec, kropka, bez dyskryminacji.

Przypuszczam, że większość czytelników podzieli moje zdanie dotyczące bezsensowności „afery urodzinowej”. Lecz analogiczna sytuacja jest z przytoczoną wcześniej restauracją. Mimo, że restauracja jest moja, sam decydowałem jaki będzie wystrój wnętrz, jakie będzie menu, kogo zatrudnię, nie mam prawa wpuszczać do niej tylko tych którzy mi odpowiadają ?

Wolny rynek podpowiada: „jeśli murzyni będą się czuć dyskryminowani, koło mojej restauracji powstanie inna, tym razem z napisem tylko dla murzynów i azjatów„.

To jest prawdziwa wolność obywatelska.