Jak za komuny. „Plan sześciotygodniowy wykonaliśmy w tydzień” – poinformował Katowicki magistrat:

Wczoraj zakończono remont ulicy Mikołowskiej! Dzięki mobilizacji i profesjonalizmowi zarówno głównego wykonawcy – firmy Drogopol, jak i służb drogowych oraz możliwości prowadzenia prac w systemie 24-godzinnym, remont został wykonany w rekordowo szybkim czasie! Zaplanowana na ponad miesiąc modernizacja dobiegła końca po tygodniu intensywnych prac! Wymieniono 18 tysięcy m2 nawierzchni drogowej. Przy sprzyjającej pogodzie w najbliższych dniach zostaną jeszcze naniesione znaki poziome, czyli tzw. pasy drogowe.1

Czyli, jak Ślązak chce, to potrafi!

Aby utrzymać udzielającą się wszystkim dobrą atmosferę, w tym momencie powinienem zakończyć wpis i życzyć podróżującym ulicą Mikołowską: „szerokiej drogi!”. Tak niestety się nie stanie, i z przykrością muszę stwierdzić, iż każdego dnia wjeżdżając do Katowic chce mi się rzygać!

W centrum miasta, 400 metrów od dworca PKP, w pobliżu torów znajdują się zabudowania, które w jakże piękny sposób streszczają wszystkie skojarzenia, jakie przychodzą mi do głowy mówiąc: Katowice. Bród, zaniedbanie, menelnia.

Pewnie gdzieś znajduje się dzielnica, o której mówi się w całej Europie. Nigdy nie widziałem co znajduje się na Nikiszowcu. I turysta wychodzący z pociągu nie widzi Nikiszowca, tylko odrapany, śmierdzący dworzec. Na zewnątrz nie jest lepiej… Aby nie być gołosłownym, zapraszam do zobaczenia zdjęć http://kgf.art.pl/forum/viewtopic.php?f=30&t=330 szczególnie polecam stronę 5, gdzie zobaczymy „zewnętrze” dworca.

Kocham Śląsk całym sercem, chciałbym aby Katowice kojarzyły się z czymś więcej niż z węglem, brudnym dworcem i brakiem rynku. Lecz ilekroć słyszę, iż Katowice kandydują do miana Europejskiej Stolicy Kultury, przypomina mi się pewne wydarzenie. Coś po północy siedziałem w Makdonaldzie, sączyłem z butelki sok z kawałkami owoców i przysłuchiwałem się rozmowie bodajże słoweńskich i greckich kibiców, którzy wrócili z meczu Eurobasketu ze Spodka. Narzekali oni, że noc jeszcze długa, mecz to dopiero rozpoczęcie imprezy a oni siedzą w Makdonaldzie i jedzą frytki bo nie widzą w pobliżu żadnej innej knajpy !

Przybyszów zza granicy uprzejmie poinformowałem, iż mogę im pokazać przyzwoite lokale, wszak nic innego nie mam do roboty. Oczywiście ochoczo na to przystali, więc zaprowadziłem ich do jednego z pubów w centrum, później wytłumaczyłem drogę do klubu gdzie mogą trochę poskakać. Przyjaciele z półwyspu Bałkańskiego bardzo nalegali abym napił się wspólnie z nimi tradycyjnego polskiego trunku (czymkolwiek on był). Ku ich rozczarowaniu musiałem odmówić – pociąg dojeżdżał coś po pierwszej.

Morał tej trochę przydługawej historii jest wyrazisty: Katowice w porze nocnej, poza Makdonalndem i ogródkiem piwnym znajdującym się koło niego, nie mają nic do zaoferowania ludziom spragnionym wrażeń. To znaczy, może i mają… Ale co z tego skoro knajpy są skutecznie zakamuflowane, na rynku nic się nie dzieje a zagraniczny turysta przeciera oczy i mówi: „what the fuck?!”.

Obiektywny nie jestem, nie taka jest moja rola. Jednakże Katowice mogą być piękne. Wystarczy do centrum wjechać ul Chorzowską od strony Chorzowa, bądź aleją Roździeńskiego od strony Sosnowca. Dowód: pierwszy, drugi, trzeci.

Konkluzji nie będzie.

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (1 votes, average: 5,00 out of 5)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here