Janela do Inferno | Poça da Dona Beija

Dzień 3 – deszcz, zieleń i gorące źródła na São Miguel

Trzeci dzień na São Miguel od samego rana zapowiadał się bardziej deszczowo niż poprzednie. Już od wczesnych godzin padało, a niebo było szczelnie przykryte chmurami. Wiedząc, że pogoda raczej się nie poprawi, postanowiliśmy dostosować plan dnia i zacząć od miejsca idealnego na niepogodę – plantacji ananasów.

Plantacja ananasów, czyli zielona wizytówka wyspy

Na São Miguel ananasy są czymś wyjątkowym. W przeciwieństwie do większości miejsc na świecie, uprawia się je tutaj w szklarniach, a cały proces dojrzewania trwa nawet dwa lata. Historia plantacji sięga XIX wieku, kiedy choroby zniszczyły lokalne uprawy pomarańczy i to właśnie ananas stał się nowym symbolem wyspy.

Wybraliśmy się na jedną z najbardziej znanych plantacji (LINK TUTAJ), gdzie zwiedzanie jest całkowicie darmowe. Spacer prowadzi przez szklarnie, w których można zobaczyć ananasy na każdym etapie rozwoju, od małych roślin, przez kwitnienie, aż po dojrzałe owoce. Na tablicach informacyjnych dokładnie opisano historię miejsca oraz specyfikę uprawy, m.in. ręczne zapylanie i kontrolowanie warunków wzrostu.

Na koniec wizyty czekała na nas ananasowa herbata, kawa oraz tarta ananasowa. Wszystko serwowane było w niewielkim baraku na terenie plantacji, „kawiarnia” to zdecydowanie za duże słowo 🙂 Smakowo bardzo dobre, choć trzeba uczciwie przyznać, że ceny były dość wysokie.

Szlak Janela do Inferno – idealny na deszcz

Kolejnym punktem dnia był szlak Janela do Inferno, często polecany właśnie na gorszą pogodę. I był to absolutny strzał w dziesiątkę. Deszcz i wiatr nie tylko nam nie przeszkadzały, ale wręcz dodawały temu miejscu złowieszczego, a jednocześnie magicznego klimatu.

Szlak, znany również jako Rota da Água – Janela do Inferno, to pętla o długości około 7,5 km, której przejście zajmuje 2-3 godziny. Trasa zaczyna się w okolicach miejscowości Remédios i prowadzi przez dawne tereny infrastruktury wodnej, wzdłuż akweduktów, potoków i wilgotnych dolin. Trudność określiłabym jako łatwą do umiarkowanej, jednak przy deszczu ścieżki bywają śliskie i błotniste, więc dobre buty trekkingowe mogą się przydać.

Roślinność była po prostu zachwycająca. Drzewka i krzewy miały intensywnie zielony kolor, jakby były świeżo umyte przez deszcz, a mgła unosząca się między nimi sprawiała wrażenie, że idziemy przez dziką, niemal bajkową dżunglę. Największą atrakcją trasy jest jednak sieć tuneli wykutych w skale, którymi dawniej transportowano wodę. Najdłuższe z nich mają po kilkaset metrów, dlatego czołówka lub latarka w telefonie są absolutnie niezbędne.

Po drodze mija się również wąskie wiadukty i kładki zawieszone nad doliną, co dodaje całej wędrówce odrobiny adrenaliny. Szlak kończy się przy charakterystycznym punkcie zwanym Janela do Inferno czyli „Oknem do Piekła”. To naturalna formacja skalna, przez którą przepływa woda, tworząc efektowne „okno” oraz niewielki naturalny basen u jej podstawy. W pochmurną pogodę miejsce robi jeszcze większe wrażenie.

Po zakończeniu trasy czekał nas powrót na parking, a deszcz w tym czasie padał już naprawdę solidnie. Byliśmy przemoczeni, ale bardzo zadowoleni.

Poça da Dona Beija

Przy takiej pogodzie decyzja mogła być tylko jedna: jedziemy na gorące źródła! Wybraliśmy jedne z najbardziej polecanych na wyspie, czyli Poça da Dona Beija w Furnas. I oczywiście, jak tylko weszliśmy do środka… wyszło słońce :)

Poça da Dona Beija to kameralny kompleks kilku naturalnych basenów termalnych, otoczonych bujną roślinnością. Temperatura wody wynosi około 39°C, co sprawia, że po mokrym i chłodnym dniu wygrzewanie się było czystą przyjemnością. Spędziliśmy tam około godziny, relaksując się i zbierając siły na resztę dnia.

Warto pamiętać, że wstęp jest płatny. Koszt biletu to około 12-16 euro za osobę, w zależności od pory dnia. Czas kąpieli jest ograniczony (zwykle do 1-1,5 godziny – szczególnie w słońcu jest to wystarczający czas na kąpiel), a rezerwacja online jest obowiązkowa, szczególnie w sezonie i wieczorami. Na miejscu dostępne są przebieralnie, prysznice oraz możliwość wypożyczenia ręcznika.

Na zakończenie dnia trafiliśmy zupełnie przypadkiem do jednej z fajniejszych knajpek, jakie odwiedziliśmy na wyspie – Cervejaria Moby Dick [LINK DO KNAJPKI]

Łukasz zamówił francesinhę, chyba najbardziej charakterystyczne danie kuchni portugalskiej, popularne również na Azorach. To potężna kanapka z białego chleba, wypełniona różnymi rodzajami mięsa (wołowina, szynka, kiełbasa), przykryta roztopionym serem i oblana gorącym, gęstym sosem na bazie pomidorów i piwa. Całość podawana jest zazwyczaj z frytkami i jest naprawdę bardzo sycąca.

Ja natomiast skusiłam się na burgera na talerzu, który okazał się sporą niespodzianką. Zamiast bułki dostałam porcję ryżu, wołowinę, na niej plaster żółtego sera, jajko sadzone oraz warzywa. Z burgerem w klasycznym wydaniu miało to niewiele wspólnego :) Po tym dniu mogę śmiało stwierdzić, że nie zostanę wielką fanką kuchni azorskiej.

Salto do Prego

lepsza pogoda i wschodnia część wyspy

Azory - spis treści