Dzień 1 – krowy, mgła i zielony początek przygody
Z czym najbardziej kojarzą się nam Azory? Zdecydowanie z krowami. Już pierwszego dnia na São Miguel minęliśmy ich dziesiątki, spokojnie pasących się na zielonych wzgórzach, tuż przy drogach. Jedno ze stad postanowiło nawet urządzić sobie spacer środkiem ulicy i zupełnie nie przejmowało się ani nami, ani samochodem. Pozostało nam tylko cierpliwie czekać, aż wszystkie krowy dotrą na swoje pastwisko.
Pogoda od samego początku nie była dla nas zbyt łaskawa. Niskie chmury, przelotne opady i mgła skutecznie ograniczały widoczność, dlatego zamiast dłuższego trekkingu zdecydowaliśmy się na spokojną objazdówkę po zachodniej części wyspy, z krótszymi spacerami i przystankami po drodze.
Naszym pierwszym celem było Lagoa Empadadas, czyli dwa niewielkie jeziora ukryte w dawnych kraterach wulkanicznych, położone wśród gęstego, wilgotnego lasu. Dojazd był prosty, a przy początku szlaku znajduje się mały parking, z którego rusza łatwa trasa spacerowa. Całość zajmuje około dwóch godzin, więc to idealne miejsce na spokojny początek dnia. Lagoa Empadadas to jedno z mniej znanych miejsc na São Miguel i właśnie dlatego panuje tu wyjątkowa cisza. Mimo pochmurnej pogody jeziora wyglądały bardzo klimatycznie, wilgotne powietrze, zapach lasu i lekka mżawka tylko potęgowały wrażenie dzikości i surowości. Spotkaliśmy zaledwie kilka osób, co dodatkowo podkreślało poczucie odosobnienia.








Lagoa de Eguas
Kolejnym przystankiem była Lagoa de Eguas, niewielkie jezioro położone niedaleko Sete Cidades. Nie prowadzi tu żaden długi szlak, to raczej miejsce na krótki postój i kilka minut spaceru wokół jeziora. Dobry punkt, by zobaczyć wulkaniczny krajobraz tej części wyspy i otaczającą go intensywną zieleń.
Miradouro Grota do Inferno (Boca do Inferno)
Jednym z najważniejszych punktów dnia był Miradouro Grota do Inferno, znany też jako Boca do Inferno. To jeden z najbardziej znanych punktów widokowych na São Miguel. Z parkingu prowadzi krótki, łatwy szlak, który zajmuje około 45 minut w jedną stronę. Przy dobrej pogodzie z punktu widokowego można zobaczyć Sete Cidades oraz jeziora Lagoa Azul i Lagoa Verde. Podczas naszej wizyty miejsce było całkowicie spowite mgłą, dlatego widoki były mocno ograniczone. Chyba było to największe rozczarowanie naszego wyjazdu. Po przeczytaniu kilku, jak nie kilkunastu relacji z wakacji na Azorach, to miejsce było zdecydowanie najczęściej polecanym miejscem, z zapierającymi dech w piersiach widokami. Na nas nie zrobiło żadnego wrażenia. Przereklamowane i mocno turystyczne… Ale kto co lubi :)

Zaledwie kilka kilometrów dalej znajduje się opuszczony hotel Monte Palace, położony tuż przy punkcie widokowym Vista do Rei. Hotel powstał pod koniec lat 80. jako luksusowy obiekt z widokiem na Sete Cidades, jednak działał bardzo krótko i dziś jest jedną z najbardziej charakterystycznych ruin na wyspie. Ogromny budynek, stopniowo pochłaniany przez roślinność, wygląda jak relikt innej epoki. W środku panuje cisza, wilgoć i lekko melancholijna atmosfera. Choć oficjalnie wejście do wnętrza jest zabronione ze względów bezpieczeństwa, wiele osób decyduje się zajrzeć do środka. My również weszliśmy, ostrożnie, omijając kałuże i zniszczone fragmenty podłóg. Udało nam się dotrzeć na dach, skąd przy dobrej pogodzie rozciągałby się imponujący widok na jeziora i zielone wzgórza. Tym razem musieliśmy uruchomić wyobraźnię, ale i tak było warto. Przy takiej pogodzie kalosze okazałyby się idealnym wyborem.




Pod koniec dnia dotarliśmy jeszcze w okolice Tunnel das Sete Cidadezs, elementu dawnej infrastruktury hydrotechnicznej, służącej do regulacji poziomu wody w jeziorze. Do samego tunelu nie weszliśmy, głównie ze względu na brak czołówek i odpowiedniego obuwia. Zamiast tego zatrzymaliśmy się nad pobliskim jeziorem na krótki odpoczynek.



Po drodze, z uwagi na nieplanowany postój spowodowany wyścigiem kolarskim, poszliśmy na kawę i jak się okazało najpyszniejszą tartę ananasową jaką jedliśmy podczas całego pobytu 😊
Praia dos Mosteiros
Dzień zakończyliśmy na Praia dos Mosteiros, jednej z najbardziej charakterystycznych plaż na wyspie, położonej na jej zachodnim krańcu. Plaża ma czarny, wulkaniczny piasek i otoczona jest klifami oraz skalnymi wysepkami wystającymi z oceanu. Przy spokojnych warunkach morskich można tu korzystać z naturalnych basenów skalnych, jednak tego dnia ocean był zbyt wzburzony. Mimo to miejsce idealnie nadaje się na krótki spacer i zakończenie dnia przy oceanie.
Wieczorem wróciliśmy do noclegu, gdzie dzień zakończyliśmy spokojnie, wspólną integracją przy bezalkoholowym cydrze, przekąskach i oglądaniu Eurowizji :)














