Trekking w górach Atlas – Imlil, Tizi Mzik i najpiękniejsze szlaki

Dzień 1. Trekking na przełęcz Tizi Mzik

Dzień rozpoczęliśmy śniadaniem w naszym riadzie (Riad Atlas Toubkal) z widokiem na ośnieżone szczyty Atlasu. Nawiasem mówiąc, po przyjeździe riad tak bardzo nam się spodobał, że od razu uznaliśmy, że chcemy tu zostać dzień dłużej. Początkowo planowaliśmy być tutaj 2 noce. Zostaliśmy 3, rezygnując z wycieczki do As-Suwajry.

Naszym celem na ten dzień była przełęcz Tizi Mzik o wysokości 2480 m n.p.m.

Tizi Mzik to jedna z popularniejszych przełęczy w okolicy Imlilu, oferująca szerokie widoki na doliny i okoliczne czterotysięczniki. Szlak na przełęcz jest stosunkowo prosty, ale wymaga systematycznego podejścia i raczej dobrej kondycji.

Poniżej znajdziecie mapę trasy, jaką zrobiliśmy w tym dniu. Ślad GPS możecie także ściągnąć TUTAJ.

Tizi Mzik – czy warto? Trudność i czas przejścia

Początkowo szliśmy drogą prowadzącą w stronę szlaku na Jebel Toubkal, a następnie odbiliśmy na właściwy szlak. Podejście było momentami wymagające, ale widoki rekompensowały wysiłek. W oddali widzieliśmy zalegający śnieg oraz innych turystów, z których większość poruszała się z przewodnikami, choć na tym szlaku nie jest to obowiązkowe.

Widoki na Atlas i czterotysięczniki

Po około 2 godzinach i 10 minutach dotarliśmy na przełęcz. Było tam tylko kilka osób, co dawało nam poczucie spokoju i przestrzeni. Byliśmy odrobinę zawiedzeni, bo słyszeliśmy, że na przełęczy sprzedawany jest świeży sok z wyciskanych pomarańczy. Owszem, prowizoryczna budka znajdowała się tam, lecz akurat tego dnia była nieczynna.

Zdecydowaliśmy się jeszcze podejść na pobliski szczyt Tassgimout (2660 m n.p.m), nieco wyższy od przełęczy, skąd rozciągały się jeszcze lepsze widoki i co najważniejsze, byliśmy już zupełnie sami.

Po zejściu z Tassgimout zrobiliśmy przerwę na lunch, po czym zaczęliśmy schodzić. Po drodze zatrzymaliśmy się przy niewielkich kaskadach wodnych delektując się widokiem na wioskę i góry Atlasu.

Życie w górach – muły, pasterze i lokalna codzienność

W tej części gór bardzo widoczny jest tradycyjny sposób transportu. Na szlaku kilkukrotnie minęły nas muły, które przewoziły jedzenie, bagaże i inne towarów między wioskami. Spotkaliśmy także pasterzy wypasających kozy i owce na stromych zboczach. Chociaż trudno w to uwierzyć to przełącz wciąż jest zwornikiem transportowym pomiędzy sąsiadującymi wioskami.

Cała trasa zajęła nam nieco ponad 7 godzin, ale robiliśmy dużo przerw i zdjęć, po prostu nigdzie nam się nie spieszyło. Przy szybszym tempie można ją pokonać znacznie sprawniej, całość nie powinna Wam zająć więcej niż 4 godziny.

Wieczorem zjedliśmy kolację w tym samym miejscu co dzień wcześniej, a resztę czasu spędziliśmy odpoczywając w naszym górskim riadzie przy kominku, ciesząc się spokojem i klimatem tego miejsca.

Dzień 2. Trekking w trudnych warunkach i zmiana planów

Kolejny dzień zaczęliśmy wcześnie, pobudką o 7:30 i szybkim, bardzo dobrym śniadaniem podanym przez obsługę riadu. W planach mieliśmy ambitniejszy trekking i wejście na przełęcz Tacheddirt położoną na wysokości około 3200 m n.p.m. Wyruszyliśmy zatem samochodem w kierunku wioski startowej o tej samej nazwie, Tacheddirt, oddalonej o około 13 km od Imlilu.

Droga do Tacheddirt – dojazd i warunki

Droga zajęła nam prawie 40 minut, mimo niewielkiej odległości, ze względu na liczne zakręty, wąską trasę oraz jej ogólny zły stan. Ostatecznie nie udało nam się dojechać do końca, ponieważ nawierzchnia była w tak kiepskim stanie że nie chcieliśmy ryzykować utknięcia. Dodatkowo pogoda nie sprzyjała, wiał bardzo silny wiatr, a sama przełęcz była pokryta śniegiem, więc nawet przy dobrym dojeździe wejście byłoby trudne bez odpowiedniego sprzętu i wysokich butów.

Zostawiliśmy więc samochód i ruszyliśmy pieszo w kierunku wioski, do której pierwotnie mieliśmy dojechać. Po drodze natrafiliśmy jednak na rwącą rzekę, której nie dało się bezpiecznie przekroczyć. W tej sytuacji zdecydowaliśmy się zawrócić.

Alternatywny trekking – szczyt Talamrout (2623 m n.p.m.)

Zmieniliśmy plan i podjechaliśmy niżej, skąd ruszyliśmy na krótszy trekking na szczyt Talamrout o wysokości około 2623 m n.p.m. Jest to popularny cel wycieczek jednodniowych z Marrakeszu ze względu na dobrą logistkę dojazdu, i niewymagający charakter szlaku prowadzącego na szczyt.

Poniżej znajdziecie mapę trasy, jaką zrobiliśmy w tym dniu. Ślad GPS możecie także ściągnąć TUTAJ.

Niestety wiatr był tego dnia ogromnym wyzwaniem, ciężko było nawet wysiąść z samochodu, a im wyżej, tym warunki były jeszcze trudniejsze. Na szczyt dotarliśmy stosunkowo szybko, ale przez bardzo silny wiatr nie było możliwości dłuższego odpoczynku. Zrobiliśmy kilka zdjęć i zaczęliśmy schodzić.

Po powrocie do Imlilu około 14:00 pogoda nagle się poprawiła, wyszło słońce i zrobiło się znacznie przyjemniej. Szkoda było dnia, więc spontanicznie znaleźliśmy kolejną traskę na około 4 godziny.

Dodatkowy” szlak i nieoczywisty trekking w Imlilu

Początkowo szlak prowadził przez Imlil, i nie był to malowniczy odcinek. Na szczęście później zaczęło robić się znacznie ciekawiej. Po drodze trafiliśmy na dwa niewielkie wodospady, a następnie rozpoczęliśmy podejście w kierunku planowego punktu widokowego.

Trasa nie była oczywista i momentami trudno było odnaleźć właściwą ścieżkę. Dołączyła do nas kobieta z Belgii z synem i wspólnie ruszyliśmy dalej. Po drodze spotkaliśmy lokalnych mieszkańców, którzy pracowali przy systemie irygacyjnym i wskazali nam właściwy kierunek.

Na punkt widokowy udało się dotrzeć, choć warunki nadal były wymagające, wiatr był na tyle silny, że zamiast spokojnie podziwiać widoki, skupialiśmy się głównie na utrzymywaniu równowagi. Po krótkim postoju zaczęliśmy schodzić innym szlakiem, tak aby zrobić pętelkę i wrócić bezpośrednio do naszego riadu. Szlak nieoczekiwanie okazał się bardzo malowniczy! Prowadził przez las przypominający krajobrazy znane nam z Teneryfy, co było ciekawym kontrastem do wcześniejszych, bardziej surowych widoków Atlasu.

Poniżej znajdziecie mapę trasy, jaką zrobiliśmy w tym dniu. Ślad GPS możecie także ściągnąć TUTAJ.

Na godzinę 18:00 mieliśmy zamówioną kolację w naszym riadzie i była to jedna z lepszych, jakie jedliśmy podczas całego wyjazdu. Tadżin, zupa i dodatki były wyjątkowo smaczne, a na koniec dostaliśmy również deser. W trakcie kolacji nagle zabrakło prądu. Jak się okazało, silny wiatr uszkodził linię i przerwy objęły całą okolicę. Przerwa w dostawie energii elektrycznej trwała ponad 5 godzin.

Dzień 3. Ostatni trekking i najładniejszy szlak wyjazdu

Ostatni dzień w Imlilu planowaliśmy spędzić spokojnie i po śniadaniu ruszyć w drogę powrotną, tym bardziej że prognozy zapowiadały deszcz. Rano jednak pogoda pozytywnie nas zaskoczyła, świeciło słońce, więc zdecydowaliśmy się na jeszcze jeden, krótki trekking.

Po śniadaniu ruszyliśmy na szlak w okolicy Imlilu, początkowo planując wejście na jeden z okolicznych szczytów. Ze względu na wiatr zmieniliśmy jednak trasę i wróciliśmy inną, bardziej okrężną drogą.

Zmieniająca się pogoda w górach Atlas

Okazało się to świetną decyzją. Szlak był niezwykle malowniczy, prowadził trawersem zbocza, następnie przez dolinę i wzdłuż niewielkich wodospadów. Po drodze zobaczyliśmy ogromną tęczę, a pogoda zmieniała się dynamicznie – od słońca, przez wiatr, po lekki deszcz. Był to jeden z najładniejszych szlaków całego wyjazdu, mimo że trafiliśmy na niego zupełnie przypadkiem.

Poniżej znajdziecie mapę trasy, jaką zrobiliśmy w tym dniu. Ślad GPS możecie także ściągnąć TUTAJ.

Po powrocie do riadu wypiliśmy jeszcze herbatę i sok pomarańczowy, po czym ruszyliśmy w drogę powrotną do Marrakeszu.

Powrót z Imlilu do Marrakeszu. Droga przez góry Atlas

Zdecydowaliśmy się pojechać dłuższą lecz bardziej widokową drogą w kierunku Doliny Ourika. Był to bardzo dobry wybór. Droga była wymagająca, choć większość stanowił asfalt, miejscami była w złym stanie, pojawiały się kamienie, błoto, a nawet fragmenty prowadzące przez rzekę. Mimo to widoki przez całą drogę były świetne. Kilka razy zatrzymywaliśmy się po drodze, żeby zrobić zdjęcia i nacieszyć się krajobrazem gór, dolin i małych wiosek.

Zatrzymaliśmy się również przy przydrożnej kawiarni w formie auta typu Kangoo, gdzie z bagażnika serwowano kawę i herbatę. To bardzo charakterystyczny widok w tej części Maroka.

Będąc w okolicy, zdecydowaliśmy się ponownie zjechać do Doliny Ourika na obiad, do miejsca, które już wcześniej sprawdziliśmy. Tego dnia przypadało zakończenie Ramadanu, więc na ulicach było widać więcej ludzi w odświętnych ubraniach, szczególnie w mniejszych miejscowościach.

Do Marrakeszu dotarliśmy około 18:00. Oddaliśmy samochód i udaliśmy się do riadu. Po krótkim odpoczynku wyszliśmy jeszcze na miasto kupić pamiątki.

Wieczorem zjedliśmy coś na szybko, a następnego dnia rano, po śniadaniu, ruszyliśmy autobusem na lotnisko, kończąc naszą podróż po Maroku.

Maroko - spis treści