Lizbona – zakończenie azorskiej przygody

Po tygodniu spędzonym na Azorach wylądowaliśmy w Lizbonie. To tutaj kończyła się nasza portugalska podróż i stąd mieliśmy zaplanowany dalszy przejazd do Porto, skąd wracaliśmy do Polski. Lizbona była dla nas zupełnie innym światem po zielonych, spokojnych Azorach. Głośniejsza, bardziej zatłoczona, ale jednocześnie pełna charakteru i niesamowitego klimatu.

Zatrzymaliśmy się w hostelu w samym centrum miasta – Varandas do Chiado – Coliving w cenie 535 zł za 2 noce dla dwóch osób. Nauczeni doświadczeniem wzięliśmy już pokój dwuosobowy lecz z dzieloną łazienką. Hostel był czysty lecz kuchnia bardzo skromnie wyposażona. Ogólnie dobre miejsce, aby się przespać się i okąpać, nic więcej.

Na Lizbonę i okolice przeznaczyliśmy dwa dni.

Sintra – piękne miejsce, ale nie dla nas

Pierwszego dnia pojechaliśmy do Sintry, która często określana jest jako jedno z najpiękniejszych miejsc w Portugalii. Sintra słynie z pałaców, zamków i rezydencji położonych wśród zielonych wzgórz. Najbardziej znane atrakcje to kolorowy Pałac Pena, Castelo dos Mouros oraz pałac Quinta da Regaleira z ogrodami i studniami inicjacyjnymi.

Do Sintry dojechaliśmy podmiejskim pociągiem z Lizbony, co jest najprostszą i najtańszą opcją transportu. Na miejscu jednak szybko zmieniliśmy plany. Ilość ludzi była ogromna, a ceny biletów do poszczególnych atrakcji bardzo wysokie. Każde miejsce wymagało osobnego biletu, a do tego dochodziły długie kolejki zarówno do kas, jak i do samych wejść. Zamiast spokojnego zwiedzania mieliśmy wrażenie, że wszystko kręci się wokół stania w kolejkach i pilnowania czasu. Ostatecznie zrezygnowaliśmy ze zwiedzania wnętrz. Być może to piękne miejsce, ale nam sama atmosfera i okolica nie przypadły do gustu.

Cabo da Roca – koniec Europy

Z Sintry pojechaliśmy autobusem na Cabo da Roca, czyli na najbardziej wysunięty na zachód punkt kontynentalnej Europy. To miejsce, gdzie Europa się kończy, a zaczyna Ocean Atlantycki. Znajduje się tu charakterystyczna latarnia morska oraz kamienny monument. To miejsce robi ogromne wrażenie swoją surowością. Wysokie klify opadają stromo do oceanu, a wiatr potrafi wiać tu naprawdę mocno. Stojąc na klifie, z wiatrem wiejącym w twarz i widokiem na nieskończony ocean, czujesz się naprawdę na końcu świata. To proste miejsce, bez wielkich atrakcji turystycznych, ale właśnie w tej prostocie tkwi jego siła.

Do Cabo da Roca można dojechać autobusem bezpośrednio z Sintry albo Lizbony, co czyni to miejsce łatwo dostępnym nawet bez samochodu. Ku naszemu zaskoczeniu ludzi było tu mniej, niż się spodziewaliśmy, dzięki czemu mogliśmy w spokoju pospacerować i nacieszyć się widokami oceanu.

Praia da Ursa – dzika plaża z charakterem

Z Cabo da Roca wybraliśmy się na spacer w stronę Praia da Ursa, jednej z najbardziej dzikich i malowniczych plaż w okolicy Lizbony. Praia da Ursa uważana jest za jedną z najpiękniejszych, jeśli nie najpiękniejszą plażę na południowym wybrzeżu Portugalii. Ukryta pod stromymi, skalnymi klifami, jest niedostępna dla każdego, bo trzeba się naprawdę postarać, żeby tam dotrzeć. Samo dojście na plażę jest atrakcją samą w sobie. Szlak prowadzi w dół stromym, nieutwardzonym terenem, momentami wymagającym ostrożności i dobrej kondycji. Widoki po drodze są spektakularne, a skały wystające z oceanu tworzą niesamowity krajobraz.

Na plaży spędziliśmy dłuższą chwilę, ciesząc się przestrzenią i dziką naturą. Plaża jest dzika, nietknięta, otoczona spektakularnymi formacjami skalnymi. To prawdziwie rajskie miejsce, które zachwyca surowością i pięknem jednocześnie. Potem rozpoczęliśmy mozolne podejście z powrotem w górę. Stamtąd wróciliśmy autobusem do Sintry, a następnie pociągiem do Lizbony.

Lizbona spacerem

Ponieważ w Sintrze spędziliśmy mniej czasu, niż planowaliśmy, resztę dnia poświęciliśmy na spacer po Lizbonie. Przeszliśmy się w okolice mostu 25 Kwietnia, który swoim wyglądem przypomina most Golden Gate w San Francisco. Jego czerwona konstrukcja jest widoczna z wielu punktów miasta i świetnie wpisuje się w krajobraz Lizbony. Most został otwarty w 1966 roku i przez długi czas był najdłuższym mostem wiszącym w Europie.

Odwiedziliśmy również port i okolice nabrzeża, stare miasto oraz Alfamę, czyli najstarszą dzielnicę Lizbony, która przetrwała wielkie trzęsienie ziemi w 1755 roku. To właśnie tutaj najbardziej poczuliśmy klimat miasta. Wąskie, kręte uliczki, schody prowadzące w niespodziewane miejsca, balkony z suszącym się praniem i stare kamienice tworzą niepowtarzalną atmosferę.

Alfama słynie też z tradycyjnego portugalskiego fado, smutnej, melancholijnej muzyki, którą można usłyszeć w lokalnych restauracjach wieczorami. My spacerowaliśmy po Alfamie bez żadnego planu, po prostu błądząc po uliczkach i odkrywając zakamarki. To najlepszy sposób na poznanie tej dzielnicy, bo wtedy można trafić na ukryte place, małe kawiarenki i punkty widokowe, o których nie ma mowy w przewodnikach. Szukaliśmy też słynnych tramwajów, które wspinają się po stromych ulicach i są jednym z symboli miasta.

Tramwaj 28 – przejażdżka przez historię

Tramwaj 28 to absolutna legenda Lizbony i jedno z tych doświadczeń, których nie można przegapić. Ten historyczny tramwaj, wykonany z drewna i malowany na charakterystyczny żółty kolor, przejeżdża przez najciekawsze dzielnice miasta. Trasa rozpoczyna się na placu Praça Martim Moniz i prowadzi przez północną i centralną Alfamę, dzielnice Baixa i Bairro Alto, aż do zabytkowego cmentarza Prazeres. My nie próbowaliśmy, ale widzieliśmy kolejki na przystankach i przepełnione tramwaje…

W połowie dnia zjedliśmy przepyszny włoski obiad w restauracji Cafe di Marzano, a wracając do hostelu odkryliśmy, że nocujemy praktycznie obok jednego z najbardziej znanych tramwajów w Lizbonie, Elevador da Bica. Niestety trafiliśmy na moment, kiedy akurat był w trakcie konserwacji, więc zamiast jechać nim, mogliśmy jedynie popatrzeć na zamknięte tory. Mimo to okolica i tak nas zachwyciła. Wąskie uliczki, kolorowe kamienice i lizboński chaos mają w sobie coś wyjątkowego.

Belém – historia i symbole Lizbony

Drugiego dnia wybraliśmy się do dzielnicy Belém, położonej nieco dalej od centrum, wzdłuż rzeki Tag. To jedno z najważniejszych historycznie miejsc w Lizbonie, związane z epoką wielkich odkryć geograficznych.

Najbardziej rozpoznawalnym punktem Belém jest Torre de Belém, czyli wieża obronna stojąca tuż nad wodą. Dawniej pełniła funkcję strażnicy portu i systemu obronnego Lizbony, stąd wypływały statki portugalskich odkrywców w XV i XVI wieku. Dziś jest jednym z symboli miasta i obiektem wpisanym na listę UNESCO.

Niedaleko znajduje się również Pomnik Odkrywców, monumentalna rzeźba przedstawiająca postacie związane z portugalskimi wyprawami morskimi, w tym Vasco da Gamę i Henryka Żeglarza.

W Belém znajduje się także Klasztor Hieronimitów (Mosteiro dos Jerónimos), imponujący kompleks wpisany na listę UNESCO. Zbudowany został na pamiątkę powrotu Vasco da Gamy z wyprawy do Indii. Nawet bez wchodzenia do środka robi ogromne wrażenie swoją architekturą i zdobieniami.

Belém to również obowiązkowy punkt dla miłośników słodkości. To właśnie tutaj, w cukierni Pastéis de Belém działającej od 1837 roku, powstały najsłynniejsze pastel de nata, które uchodzą za najlepsze w całej Portugalii. Kolejka nas przeraziła, więc nie udało się nam skosztować ponoć najsmaczniejszych pastel de nata. Wracając jednak do hostelu udaliśmy się do pastelarni polecanej przez panią w hostelu, do której też stała kolejka, jednak trochę mniejsza. Pastele kupiliśmy na wynos, bo wieczorem czekał nas przejazd autokarem do miejscowości Figueira De Foz, do naszych znajomych Karoliny i Czarnego.

Portugalia - spis treści

Figueira da Foz

spokojna nadmorska miejscowość