Kolejnego dnia, po śniadaniu, pożegnaliśmy się z Karoliną i Danielem i ruszyliśmy w stronę Mata Nacional do Buçaco, jednego z najbardziej niezwykłych lasów w Portugalii. To dawne tereny klasztorne, które od XVII wieku były zamknięte i pielęgnowane przez zakon Karmelitów Bosych. Mnisi żyli tu w odosobnieniu, a teren otoczony był murem i przez długi czas pozostawał niedostępny dla postronnych. To właśnie oni zaczęli sprowadzać do Buçaco rośliny z różnych stron świata. Dziś rośnie tu kilkaset gatunków drzew, od potężnych cedrów, przez sekwoje, po egzotyczne paprocie i cypryśniki. Spacerując alejkami, ma się wrażenie, że to bardziej ogród botaniczny niż zwykły las, choć całość zachowała bardzo naturalny, lekko dziki charakter.
Palace Hotel do Bussaco
W samym sercu kompleksu znajduje się dawny klasztor, który pod koniec XIX wieku został przekształcony w imponujący pałacowy hotel, Palace Hotel do Bussaco. Budynek zachwyca bogato zdobioną fasadą w stylu neomanuelińskim, detalami inspirowanymi portugalskimi odkryciami geograficznymi oraz pięknymi azulejos przedstawiającymi sceny historyczne. W dawnym pałacu można dziś nocować. Jest to w pełni funkcjonujący hotel, który pozwala spędzić noc w naprawdę wyjątkowym otoczeniu. Na miejscu działa również elegancka restauracja, jednak jest ona dostępna wyłącznie dla gości hotelowych. Nawet jeśli nie planuje się noclegu, warto podejść pod sam budynek i obejść go dookoła.




Wjazd na teren kompleksu jest płatny (opłata pobierana przy bramie), a samochód zostawia się na jednym z parkingów w obrębie parku. W informacji turystycznej można otrzymać mapkę z zaznaczonymi trasami spacerowymi. Ścieżek jest naprawdę sporo, od krótkich, kilkunastominutowych pętli po dłuższe trasy prowadzące do punktów widokowych i ukrytych kaplic rozsianych po całym lesie.
Mata Nacional do Buçaco
Nie mieliśmy dużych oczekiwań, ale w tym miejscu było coś naprawdę magicznego. Wędrowaliśmy wśród drzew, przy których przed wiekami kontemplowali mnisi. Czuć było ciszę i skupienie – jakby przestrzeń nadal była nasycona spokojem i modlitwą. W różnych częściach lasu trafialiśmy na ruiny niewielkich pustelni i domków, w których zakonnicy zamykali się, by w samotności oddać się modlitwie i rozmyślaniom. Kamienne ściany porośnięte mchem, wąskie wejścia i małe okna sprawiały, że miejsce miało w sobie coś bardzo surowego, ale jednocześnie głęboko symbolicznego.




Gęsta zieleń, światło przebijające się przez wysokie korony drzew i cisza przerywana jedynie śpiewem ptaków powodowały, że tempo automatycznie zwalniało. To jeden z tych spacerów, podczas których nie myśli się o czasie.
My spędziliśmy tam około 4–5 godzin, wędrując praktycznie każdym możliwym szlakiem i skręcając w każdą alejkę, która wyglądała choć trochę intrygująco. Trafialiśmy na niewielkie groty, kamienne schody prowadzące donikąd, stare fontanny i punkty widokowe, z których rozciągała się panorama okolicznych wzgórz, jak i miejsca, w których można było usiąść w ciszy i po prostu chłonąć atmosferę.






To miejsce nie jest spektakularne w klasycznym turystycznym sensie, nie ma tu jednej „głównej atrakcji”. Cały jego urok polega na atmosferze. Na poczuciu, że spaceruje się po terenie z historią, gdzie natura przez wieki była chroniona i pielęgnowana.
Magiczne miejsce. Zielone, spokojne i zupełnie inne niż wszystko, co widzieliśmy wcześniej. Idealne, żeby na chwilę zwolnić i po prostu pobyć wśród drzew.
Aveiro – portugalska Wenecja
Po południu wróciliśmy do samochodu i ruszyliśmy w stronę Aveiro, gdzie oddaliśmy auto. Samo Aveiro okazało się bardzo przyjemnym i naszym zdaniem, trochę niedocenianym miastem. Często nazywane jest „portugalską Wenecją” ze względu na kanały przecinające centrum i kolorowe łodzie moliceiros, którymi można wybrać się na krótki rejs.





Spacerowaliśmy wzdłuż kanałów, mijając secesyjne kamienice, pastelowe fasady i niewielkie mostki. W centrum znajduje się też dawny klasztor, dziś mieszczący muzeum oraz charakterystyczny dworzec kolejowy ozdobiony tradycyjnymi biało-niebieskimi azulejos przedstawiającymi sceny z życia regionu. Miasto jest kompaktowe, idealne na spokojny wieczorny spacer bez pośpiechu i tłumów.
Tego dnia zjedliśmy przepyszny indyjski obiad, który był miłą odmianą po kilku dniach portugalskiej kuchni 🙂 Nocleg mieliśmy blisko dworca kolejowego (tutaj), co było bardzo praktyczne, następnego ranka chcieliśmy szybko dojechać do Porto, skąd mieliśmy wylot do Polski. To był spokojniejszy finał intensywnego wyjazdu, spacer po ładnym, klimatycznym mieście i chwila oddechu przed powrotem do Polski.

















