Nasza podróż do Portugalii rozpoczęła się i zakończyła w Porto. To właśnie tutaj przylecieliśmy z Polski i stąd również wylatywaliśmy do domu po powrocie z Azorów. Pierwszą noc spędziliśmy w So Cool Hostel Porto, za 195zł za noc za dwie osoby, co było wygodnym rozwiązaniem ze względu na bliskość centrum i lotniska. Był to hostel wieloosobowy, z łazienką wspólną dla kilku pokoi. Niestety komfort pozostawiał sporo do życzenia. Dostęp do kuchni możliwy był jedynie w określonych godzinach, co szczególnie rano było dość uciążliwe. W cenie mieliśmy śniadanie, więc rano cierpliwie czekaliśmy na otwarcie kuchni, żeby w ogóle móc zjeść.


Na zwiedzanie Porto mieliśmy pół dnia, ale okazało się, że to wystarczająco dużo, by poczuć klimat miasta. Porto przywitało nas słoneczną pogodą, co tylko dodało uroku spacerom. Skupiliśmy się głównie na starym mieście i centrum, bez szczegółowego planu.
Największe wrażenie zrobiły na nas kolorowe, nieco chaotyczne uliczki Ribeiry, kamienice z suszącym się praniem, widoki na rzekę Douro oraz charakterystyczne azulejos, czyli niebiesko-białe mozaiki zdobiące elewacje budynków, kościołów i dworców. To one nadają Porto wyjątkowego charakteru i sprawiają, że miasto jest tak fotogeniczne.
Most Dom Luís I – symbol Porto
Nie można być w Porto i nie przejść się mostem Dom Luís I. Ta żelazna konstrukcja została oddana do użytku w 1886 roku, a zaprojektował ją belgijski inżynier Théophile Seyrig, uczeń samego Gustave’a Eiffla. Most ma dwie kondygnacje. Dolna, około 170 metrów długości, służy pieszym i samochodom, a górna, licząca około 400 metrów, jest przeznaczona tylko dla pieszych i metra. Cały most połączony łukiem ma 45 metrów wysokości i robi piorunujące wrażenie, szczególnie gdy stoisz na górnym poziomie i patrzysz z w dół.





My przeszliśmy się górną kondygnacją i widoki stamtąd są absolutnie niesamowite. Z góry widać całą Ribeirę, krętą rzekę Douro, kolorowe łódki i zabytkowe kamienice.
Dworzec São Bento – sztuka na ścianach
Dworzec São Bento to miejsce, które warto odwiedzić nawet jeśli nigdzie się nie wybieracie pociągiem. Zaprojektowany w stylu neoklasycznym, dworzec zachwyca przede wszystkim wnętrzem. Ponad 20 tysięcy płytek azulejos pokrywa ściany holu głównego, zajmując łącznie ponad 550 metrów kwadratowych. Te niebiesko-białe mozaiki przedstawiają sceny z historii Portugalii, od bitwy pod Valdevez po budowę pierwszego pociągu w Portugalii. My spędziliśmy tam dobre kilkanaście minut, po prostu stojąc i podziwiając detale, aczkolwiek uczciwie trzeba przyznać, że sam dworzec był w przebudowie i samo dojście do niego było wówczas wyzwaniem.
Warto też zobaczyć katedrę Sé, jedną z najstarszych budowli w Porto, z której rozpościera się piękny widok na miasto. Nie mogło oczywiście zabraknąć przerwy na kawę i pastel de nata. Chrupiące, ciepłe i idealnie słodkie, smakowały jeszcze lepiej w promieniach słońca, przy stoliku wystawionym na ulicę. Porto to miasto, które najlepiej zwiedza się właśnie w ten sposób, powoli, bez pośpiechu, z częstymi przystankami na jedzenie i obserwowanie życia miasta.




Niestety nie mamy żadnych zdjęć z wnętrza dworca, ponieważ z uwagi na liczbę turystów, ciężko było o jakieś ładne zdjęcie. To też pokazuje, jak popularnym miejscem jest ten dworzec ;)
Księgarnia Livraria Lello i inne atrakcje
Porto ma znacznie więcej do zaoferowania. Księgarnia Livraria Lello uważana jest za jedną z najpiękniejszych księgarni na świecie i podobno była inspiracją dla J.K. Rowling podczas pisania Harry’ego Pottera. Niestety wstęp jest płatny i kolejki bywają długie, co nas skutecznie zniechęciło.
Wieczorem polecieliśmy dalej, na Azory, które były głównym celem naszej podróży. Po tygodniu spędzonym na São Miguel wróciliśmy jeszcze na jeden, ostatni dzień do Porto, ponieważ stąd mieliśmy wylot do Polski. Tym razem jednak nie zwiedzaliśmy już miasta. Po azorskiej ciszy i naturze Porto wydało nam się bardzo zatłoczone.















