Sahara w Maroku – jak wygląda wycieczka na pustynię Merzouga?

Pustynia Merzouga – jak zorganizować wycieczkę na Saharę?

Jeśli chodzi o wyjazd na Saharę w Maroku, możliwości jest kilka. Można wybrać opcję samodzielną i wynająć auto, zdecydować się na prywatną wycieczkę albo skorzystać z tańszej opcji grupowej, najczęściej busem. My zdecydowaliśmy się na zorganizowaną wycieczkę, którą wykupiliśmy jeszcze przed wyjazdem u Pani Danuty z Sun Dunes Experience, polecanej na grupach na Facebooku.

Wybraliśmy opcję 4-dniową, ponieważ w praktyce dwa dni to sam dojazd z Marrakeszu na pustynię i powrót. Większość osób decyduje się na opcję 3-dniową, gdzie drugiego dnia dociera się na pustynię dopiero około godziny 16–17, akurat na zachód słońca i kolację, a następnego dnia po wschodzie słońca i śniadaniu od razu rusza się w drogę powrotną. Jest więc bardzo intensywnie i praktycznie nie ma czasu, żeby nacieszyć się pustynią. My dzięki dłuższej opcji spędziliśmy tam około półtora dnia, co było zdecydowanie lepszym rozwiązaniem, ale o tym później.

Dzień 1 – przez góry Atlas w kierunku Sahary

Dzień zaczęliśmy wcześnie. Pobudka 6:30 i o 7:15 mieliśmy zbiórkę obok naszego hotelu. Odebrała nas taksówka, która zawiozła nas do punktu zbiórki, gdzie po około 20 minutach przesiedliśmy się do dużego, 18-osobowego busa.

Na śniadanie dostaliśmy z naszego riadu zestaw take away, w którym były dwa jajka, dwie babeczki, sok i jabłko. Prosto, ale wystarczająco, żeby rozpocząć długi dzień w trasie.

Przejazd przez góry Atlas i punkty widokowe

Podróż rozpoczęła się od przejazdu przez góry Atlas. Po drodze zatrzymaliśmy się na dwóch przełęczach widokowych, gdzie można było coś przekąsić, a także zrobić szybkie zdjęcia i podziwiać krajobraz. Widoki były zupełnie inne niż w Marrakeszu, bardziej surowe i górskie. W trakcie przejazdu widzieliśmy też tzw. Monkey Fingers, czyli charakterystyczne formacje skalne przypominające palce, które są jedną z ciekawszych naturalnych atrakcji na trasie.

Aït Benhaddou – gliniane miasto UNESCO

Pierwszym dłuższym przystankiem było Aït Benhaddou, czyli jedno z najbardziej znanych miejsc w kraju, wpisane na listę UNESCO. To gliniane, ufortyfikowane miasteczko było tłem dla wielu filmów i seriali, między innymi Gladiatora czy Gry o Tron. Zwiedzanie odbywało się z lokalnym przewodnikiem i kosztowało 3 euro. Trafiliśmy na bardzo sympatycznego przewodnika z dużym poczuciem humoru, który opowiadał o historii miejsca i codziennym życiu dawnych mieszkańców. Całość zajęła trochę ponad godzinę.

Dodatkową atrakcją był pokaz przygotowany przez Berbera, który zaprezentował tradycyjny sposób malowania obrazów a następnie „podgrzewania” ich na ogniu. Na końcu można było kupić takie ręcznie robione prace.

Po zwiedzaniu udaliśmy się na obiad. Był to zestaw z kilku opcji do wyboru, obejmujący zupę lub sałatkę, danie główne i deser. Koszt takiego obiadu wynosił około 140 MAD (najdroższy podczas całego wyjazdu, ale i najbardziej przeciętny).

Atlas Studios – marokańskie Hollywood

Następnie ruszyliśmy dalej w trasę. Kolejnym przystankiem był punkt widokowy na Atlas Studios, jedno z największych studiów filmowych na świecie, gdzie kręcono wiele znanych produkcji. Sam widok z zewnątrz daje wyobrażenie o skali tego miejsca i jego znaczeniu.

Po drodze mieliśmy jeszcze krótkie postoje na kawę, toaletę i szybkie zakupy w przydrożnych sklepach. W trakcie jazdy zauważyliśmy na horyzoncie dziwną, świecącą konstrukcję przypominającą ogromną wieżę. Okazało się, że była to wieża energetyczna – część potężnej farmy fotowoltaicznej, jednej z największych tego typu na świecie.

Pierwszy nocleg w drodze na pustynię

Do miejsca noclegu dotarliśmy wieczorem. Co ciekawe, mimo że podróżowaliśmy jedną grupą 18 osób, to w zależności od tego, u jakiego pośrednika była wykupiona wycieczka, uczestnicy byli rozwożeni do różnych hoteli. Naszą grupę podzielono na trzy części i rozwieziono do trzech różnych miejsc noclegowych.

Nasz hotel wyglądał trochę jak wyjęty z lat 80., dość prosty i surowy, ale miał swój klimat. Na powitanie dostaliśmy marokańską herbatę i ciasteczka, co było bardzo miłym gestem po całym dniu podróży. Kolacja pozytywnie nas zaskoczyła, dostaliśmy zupę, tadżin, chlebek oraz owoce na deser.

Cała podróż, razem z przystankami i zwiedzaniem, trwała od około 7:30 do 19:00, więc był to długi i dość męczący dzień, ale jednocześnie pełen nowych widoków i doświadczeń.

Dzień 2 – Wąwóz Todra i życie poza turystycznym Marokiem

Kolejny dzień zaczęliśmy od śniadania o 7:00 rano w naszym hotelu. Był to klasyczny marokański zestaw, czyli naleśniki, chleb, miód, dżem i masło, do tego herbata i kawa. Prosto, ale smacznie i wystarczająco, żeby nabrać energii przed dniem pełnym wrażeń.

O 7:30 podjechał po nas bus i ruszyliśmy w dalszą drogę, tym razem w kierunku jednego z najbardziej znanych miejsc w tej części kraju, czyli Wąwozu Todra.

Wąwóz Todra – spektakularny kanion

Po drodze zatrzymaliśmy się na punkcie widokowym z panoramą na okoliczną miejscowość i dolinę. To był moment, żeby na chwilę się zatrzymać, zrobić zdjęcia i zobaczyć, jak bardzo zmienia się krajobraz. Z górzystych terenów stopniowo przechodziliśmy w coraz bardziej suche i pustynne okolice.

Gdy dotarliśmy do Wąwózu Todra, miejsce od razu zrobiło na nas ogromne wrażenie. To wąski kanion z wysokimi, pionowymi ścianami skalnymi, które miejscami sięgają nawet kilkuset metrów. Przez środek płynie niewielka rzeka, a całość tworzy niesamowity kontrast między surową skałą a odrobiną zieleni. Przeszliśmy się wąwozem z przewodnikiem, który opowiadał o jego historii i znaczeniu dla regionu. To również bardzo popularne miejsce dla wspinaczy z całego świata. Może tu kiedyś wrócimy właśnie na wspinaczkę?

Oaza i życie lokalnych mieszkańców

Następnie podjechaliśmy do innej części doliny, gdzie wraz z przewodnikiem spacerowaliśmy wśród palm i pól uprawnych. Była to jedna z lokalnych oaz, gdzie życie toczy się zupełnie innym tempem. Szliśmy wzdłuż rzeki, mijając palmy, kanały nawadniające oraz mieszkańców wykonujących codzienne czynności, jak pranie w rzece czy praca na polach. To była bardzo autentyczna część dnia, pokazująca codzienne życie poza turystycznymi miejscami.

Później przeszliśmy wąskimi uliczkami przez niewielką miejscowość, gdzie domy były zbudowane z gliny i idealnie wpisywały się w otaczający krajobraz. Spacer dawał poczucie cofnięcia się w czasie i zobaczenia, jak wygląda życie w takich regionach Maroka.

Tradycyjne dywany i kultura Berberów

Kolejnym punktem była wizyta w miejscu, gdzie ręcznie wytwarzane są dywany. Usiedliśmy w kółku, a jedna z kobiet pokazywała nam proces ich tworzenia. Mąż natomiast tłumaczył, ile pracy wymaga każdy z nich. To było bardzo ciekawe doświadczenie, a na miejscu można było oczywiście kupić dywan. W trakcie wizyty zostaliśmy poczęstowani tradycyjną marokańską herbatą.

Po tym zatrzymaliśmy się na lunch, który był w formie szwedzkiego stołu. Płaciło się 120 MAD i można było jeść do woli, natomiast napoje były dodatkowo płatne. Do wyboru była zupa, makaron, ryż, ziemniaki, różne warzywa zarówno gotowane, jak i na zimno, trzy rodzaje mięsa oraz ciecierzyca w sosie. Wszystko zaskakująco smaczne. Na deser oczywiście owoce. Miejsce było bardzo przyjemne, z ładnym widokiem, a nawet basenem, co było miłym zaskoczeniem w środku tak surowego krajobrazu.

Droga do Merzougi – zmieniający się krajobraz

Po obiedzie ruszyliśmy w dalszą drogę w kierunku Merzougi, czyli miejsca, z którego rozpoczyna się właściwa przygoda z pustynią. Krajobraz stawał się coraz bardziej pustynny, a my powoli zbliżaliśmy się do jednego z najbardziej wyczekiwanych momentów całej podróży.

Sahara i Merzouga. Pierwsze wrażenia z pustyni

Na początku warto wspomnieć, że w ramach wycieczki dotarliśmy do Sahary, czyli największej gorącej pustyni na świecie, obejmującej rozległe tereny Afryki Północnej. Charakteryzuje się ona ekstremalnymi warunkami, bardzo wysokimi temperaturami w dzień, niską wilgotnością i dużymi różnicami temperatur między dniem a nocą. Wbrew pozorom nie jest to tylko morze piasku, ale także obszary kamieniste i skaliste. Wydmy i piaski, które widzimy w Maroku, są częścią Sahary, ale takie krajobrazy występują także w innych krajach Afryki Północnej, między innymi w Algierii, Tunezji, Libii, Egipcie oraz na obszarach Mauretanii i Nigru. To ogromny obszar, który różni się w zależności od regionu, od wysokich, piaszczystych wydm po surowe, skaliste tereny.

Czym jest Sahara? Krótkie wprowadzenie

Sahara od wieków była ważnym szlakiem handlowym, przez który przechodziły karawany handlowe. W dawnych czasach karawany składały się z wielbłądów, ludzi i towarów, takich jak sól, przyprawy, złoto czy tkaniny. Podróż przez pustynię była bardzo trudna i niebezpieczna, trwała tygodniami, a czasem miesiącami. Karawany poruszały się z oazy do oazy, gdzie można było odpocząć, uzupełnić zapasy wody i jedzenia oraz schronić się przed trudnymi warunkami.

Wiele dzisiejszych tras turystycznych w regionie, na przykład wokół Merzouga, częściowo pokrywa się z dawnymi szlakami karawanowymi. Karawany odgrywały kluczową rolę w wymianie handlowej i kulturowej między północą a południem Afryki. Dzięki nim rozwijały się miasta na skraju pustyni, a Sahara nie była barierą, lecz ważnym mostem łączącym różne cywilizacje.

Na pustynię, w okolice Merzouga, dojechaliśmy około 17:00. Na miejscu przesiedliśmy się z busa do samochodów 4×4, które zawiozły nas już na początek pustyni, w okolice, gdzie czekały na nas wielbłądy.

Przejażdżka na wielbłądach przez wydmy

Rozpoczęła się około 40-minutowa przejażdżka na wielbłądach przez wydmy. Było to bardzo klimatyczne doświadczenie, szczególnie że po drodze zatrzymywaliśmy się na krótkie sesje zdjęciowe. Poza nami były z nami tylko 2 osoby, Kasia z 6-letnią córką Pauliną, co dodatkowo tworzyło fajną, luźną atmosferę.

Po przejażdżce wielbłądami nasz opiekun zaproponował nam zakup pamiątek. Kupiliśmy małą, glinianą misę na tadżin. Smutne jest to, że Marokańczycy zarabiają stosunkowo niewiele i w ten sposób próbują dorabiać, wykorzystując każdą możliwość, żeby poprawić swoje dochody.

Nocleg na pustyni – camp na Saharze

Przejażdżka zakończyła się bezpośrednio przy naszym campie. W międzyczasie kierowca 4×4 przywiózł nasze bagaże, więc mogliśmy od razu się zameldować i dostać pokoje, a raczej namioty. Warto dodać, że camp nie znajdował się gdzieś głęboko na pustyni, tylko raczej na jej początku, stosunkowo blisko drogi. Ma to sens, bo dzięki temu możliwe jest zapewnienie prądu i wody, co w bardziej oddalonych miejscach byłoby dużo trudniejsze.

Zachód słońca na Saharze i życie w campie

Poza nami, Kasią i Pauliną, w obozie było jeszcze tylko kilka osób, w sumie 10 osób, więc panowała bardzo kameralna atmosfera. Cały camp składał się z około 8 do 10 namiotów, przeznaczonych dla 2, 3 lub 4 osób, każdy z własną łazienką. Dodatkowo znajdował się tam jeden wspólny namiot pełniący funkcję jadalni oraz osobny namiot z dodatkową łazienką. Największe wrażenie robiło to, że wychodząc z namiotu, od razu widziało się piasek i rozległe wydmy pustyni.

Sandboarding na wydmach – czy warto?

Kolacja była zaplanowana na 19:30, więc mieliśmy jeszcze trochę czasu i postanowiliśmy go wykorzystać. Zabraliśmy deskę i razem z nowo poznanymi dziewczynami poszliśmy na wydmy spróbować sandboardingu. Okazało się jednak, że nie jest to takie proste, jak wygląda. Trudno powiedzieć, czy to kwestia deski, naszych umiejętności czy samego piasku, ale ciężko było się rozpędzić i zrobić płynny zjazd. Mimo to było przy tym sporo śmiechu i dobrej zabawy. Łukasz twierdzi, że to była wina piasku, gdyż na Wadi Rum także jeździł na desce i prawie się połamał ze względu na osiągniętą prędkość zjazdu.

Później poszliśmy jeszcze kawałek dalej w pustynię, tym razem już sami, żeby spokojnie obejrzeć zachód słońca. Widok był naprawdę niesamowity, a kolory piasku zmieniały się z minuty na minutę. Wokół było sporo osób z innych campów, ale mimo to można było znaleźć chwilę dla siebie i poczuć klimat tego miejsca.

Kolacja i berberyjski wieczór przy ognisku

Po zachodzie wróciliśmy do naszego ośrodka, wzięliśmy szybki prysznic i przygotowaliśmy się do kolacji. Jedzenie pozytywnie nas zaskoczyło. Na początek dostaliśmy zupę, coś w stylu krupniku na kaszy, następnie kuskus na słodko, a później główne danie, czyli tadżin z kurczakiem lub wersję wegetariańską. Do tego oczywiście chlebek, a napoje były – jak zawsze – dodatkowo płatne.

Po kolacji rozpalono ognisko, a lokalni gospodarze zaczęli grać na bębnach. Zebraliśmy się wszyscy wokół, tańczyliśmy, klaskaliśmy i próbowaliśmy sami grać. Atmosfera była bardzo luźna i przyjemna, taka typowo berbejska.

Na koniec dnia poszliśmy jeszcze na wydmy, żeby zrobić zdjęcia nocnego nieba. Brak sztucznego światła sprawia, że gwiazdy są tam niesamowicie widoczne. Cisza, pustynia i rozgwieżdżone niebo tworzą klimat, którego nie da się porównać z żadnym innym miejscem.

Dzień 3 – życie na Saharze i okolice Merzougi

Rano pobudka o 6:00 na wschód słońca. Na wydmach było wtedy praktycznie pusto, a sam moment wschodu był absolutnie spektakularny. Słońce bardzo szybko unosiło się nad horyzontem, zmieniając kolory piasku i tworząc niesamowity klimat ciszy i spokoju.

Wschód słońca na pustyni – czy warto wstać wcześnie?

Śniadanie mieliśmy o 7:30 i standardowo dostaliśmy lokalny zestaw: placki, dżem, miód, marmoladę, naleśniki, jajko, chlebek, masło, serek topiony, a do tego kawę, herbatę i sok. Podane jako szwedzki stół, więc można się było najeść 😊

Po śniadaniu poszliśmy jeszcze na spacer po pustyni. Przemierzaliśmy wydmy zupełnie sami, podziwiając ich ogrom i zmieniające się kształty. To było jedno z tych doświadczeń, które najlepiej pokazują, czym tak naprawdę jest Sahara: ogrom, cisza i przestrzeń bez końca.

Offroad 4×4 po pustyni

Około 10:30 przyjechał po nas kierowca Ali, który przez kolejne godziny był naszym kierowcą i w pewnym sensie przewodnikiem. Co prawda jego angielski był dość podstawowy, ale komunikowaliśmy się na różne sposoby i wszystko było zrozumiałe.

Na początku wycieczki jechaliśmy samochodem 4×4 nie po utwardzonych drogach, tylko po terenach offroadowych. Kierowca wjechał nawet na wydmy, pokazując możliwości auta i robiąc przy tym sporo frajdy sobie i nam. Zatrzymaliśmy się na zdjęcia, zarówno przy samochodzie, jak i na wydmach.

Wioska nomadów – autentyczne doświadczenie czy atrakcja turystyczna?

Pierwszym dłuższym przystankiem była wioska nomadów. Było to rzekomo autentyczne miejsce zamieszkania lokalnej rodziny, gdzie zaproponowano nam herbatę i krótką wizytę. My obeszliśmy teren raczej z zewnątrz, nie zaglądając do domów, bo nie chcieliśmy naruszać prywatności mieszkańców. Po szybkiej herbacie oraz zostawieniu napiwku ruszyliśmy dalej.

Nomadzi berberyjscy, których odwiedza się podczas wycieczek na pustyni, to społeczności od wieków żyjące w ruchu na terenach Sahary i jej obrzeży. W regionie Merzouga prowadzą tradycyjny, prosty tryb życia, często w namiotach i w bardzo podstawowych warunkach. Zajmują się głównie hodowlą zwierząt, takich jak kozy czy wielbłądy, które stanowią dla nich źródło mleka, mięsa i transportu. Ich życie jest ściśle związane z naturą i dostępnością wody oraz pastwisk, dlatego przemieszczają się w zależności od pór roku.

Black Desert – czarna pustynia w Maroku

Kolejnym przystankiem była dawna kopalnia ołowiu i soli, działająca w czasach kolonialnych i zarządzana przez Francuzów. Z tego miejsca rozciągał się bardzo ciekawy widok na tzw. czarną pustynię, czyli Black Desert, czyli teren o charakterystycznym, ciemnym podłożu, od którego pochodzi jego nazwa. W przeciwieństwie do klasycznych, piaszczystych wydm Sahary, ten obszar ma bardziej kamienisty i surowy krajobraz. Dzięki temu tworzy ciekawy kontrast z otaczającymi go wydmami i jest często odwiedzany podczas wycieczek w regionie, a także na wydmy Sahary. Widać było tam pozostałości infrastruktury kopalnianej, a przy okazji można było kupić drobne pamiątki od lokalnych mieszkańców.

Muzyka Gnawa – kultura i tradycja

Następnie zatrzymaliśmy się w miejscu, gdzie lokalni muzycy Gnawa grali na tradycyjnych instrumentach. Była to okazja do posłuchania autentycznej, lokalnej muzyki i chwilowego odpoczynku w trakcie wycieczki. Muzyka i kultura Gnawa to ważna część dziedzictwa Maroka, szczególnie widoczna na południu kraju, m.in. w rejonie Merzouga. Tradycja ta wywodzi się z kultur afrykańskich, które zostały przeniesione do Maroka przez ludzi przybywających z Afryki Subsaharyjskiej.

Gnawa łączy w sobie muzykę, rytuał i duchowość. Charakterystyczne są rytmiczne, hipnotyczne dźwięki instrumentów takich jak gimbri (instrument strunowy) oraz metalowe kastaniety krakebs. Muzyka często towarzyszy ceremoniom, które mają wymiar duchowy i leczniczy.

Podczas takich spotkań muzyka i taniec wprowadzają uczestników w swoisty trans, co ma na celu osiągnięcie równowagi i kontaktu ze światem duchowym. Współcześnie muzyka Gnawa jest także elementem występów dla turystów, ale nadal zachowuje swoje głębokie znaczenie kulturowe i tradycyjne.

Gdzie zjeść? Lokalna kuchnia i restauracje

Na obiad zatrzymaliśmy się w bardzo przyjemnej knajpce Dar Aytma Khamlia. Jedzenie było jednym z najlepszych do tej pory. Dostaliśmy sałatkę warzywną z ryżem podawaną na ciepło oraz tak zwaną berberyjską pizzę, czyli placek przypominający chleb, wypełniony jajkiem, mięsem i warzywami, z dodatkiem sosu chili. Wszystko było domowe i bardzo smaczne. Co ciekawe, była możliwość bezpłatnej dokładki pizzy. Obiad był w cenie wycieczki.

Nocleg przy pustyni

Ostatnim punktem dnia było odwiezienie nas przez kierowcę do hotelu Riad Fatima Restaurant w Hassilabied, gdzie się zameldowaliśmy. Po pożegnaniu z kierowcą i wręczeniu napiwku odpoczęliśmy chwilę przy herbacie, a następnie wyszliśmy na spacer.

Znaleźliśmy bardzo klimatyczną kawiarnię o nazwie Sahara Cafee, położoną praktycznie na granicy pustyni i zabudowań. Zamówiliśmy kawę, czarną dla Łukasza i cappuccino dla Ani. Do kawy dostaliśmy orzeszki, co było miłym dodatkiem.

Po kawie wybraliśmy się jeszcze na popołudniowy spacer po wydmach. Były one inne niż te, które widzieliśmy wcześniej, bardziej miękkie, rozległe i ciche. Nie czekaliśmy już na zachód słońca, bo uznaliśmy, że nic nowego nas nie zaskoczy po tak intensywnym dniu.

Wieczorem Ania została w hotelu, a Łukasz wybrał się do lokalnego meczetu na modlitwę. Przed wejściem należało wykonać rytuał ablucji, czyli obmycia nóg. Otrzymał też klapki i mógł wejść do środka. Przed zachodem słońca został poczęstowany daktylami oraz pastą daktylową z orzechami, a ktoś podał mu wodę. Po zachodzie słońca rozpoczęły się wieczorne modlitwy.

Kolacja była równie obfita jak wcześniejsze posiłki. Dostaliśmy zupę marokańską, na drugie danie tadżin, a do tego sałatkę marokańską z pomidorów, papryki i ogórka. Na deser była panna cotta oraz owoce, a do tego tradycyjna herbata. Przepyszne!

Powrót z Sahary do Marrakeszu – jak wygląda podróż?

Kolejny dzień rozpoczęliśmy wcześnie. Pobudka była około 6:30, śniadanie o 7:00, a o 7:40 wyruszyliśmy busem w kierunku Marrakeszu. Przed nami było około 10 godzin jazdy z kilkoma zaplanowanymi postojami.

W trakcie podróży zatrzymaliśmy się dwa razy na krótką przerwę na kawę oraz raz na dłuższy postój na lunch. Sam przejazd był dość spokojny i pozwolił zobaczyć różnorodność krajobrazów w tej części kraju. Do Marrakeszu dotarliśmy około godziny 19:00.

Kierowca wysadził nas na dworcu kolejowym, gdzie czekaliśmy na przedstawiciela wypożyczalni samochodów. Auto zostało dostarczone około godziny 20:00. W międzyczasie zajęliśmy się praktycznymi sprawami, skorzystaliśmy z pralni samoobsługowej oraz poszukaliśmy miejsca na kolację.

Na kolację wybraliśmy pizzę, która okazała się bardzo smaczna i była miłą odmianą po wcześniejszej kuchni marokańskiej. Następnie udaliśmy się do naszego riadu, gdzie dotarliśmy około 21:30.

Po przyjeździe zostaliśmy przywitani tradycyjną marokańską herbatą oraz ciasteczkami. Pokój był dość prosty i nosił ślady użytkowania, jednak na jedną noc spełnił swoją rolę jako miejsce noclegu.

Dolina Ourika

Jednodniowa wycieczka z Marrakeszu w góry Atlas

Maroko - spis treści