Za wynklym.

29 11 2008

Nie będę rozwodził się nad tym czy na Śląsku istnieje gwara czy język śląski, czy Ślązacy są mniejszością narodowa, czy nie. Jednak rzeczą niezaprzeczalną jest, że człowiek potrzebuje przynależności kulturowej. Bez znaczenia jest fakt, czy urodził się w centralnej, południowej Polsce, czy na kresach wschodnich. Człowiek bez przywiązania do kultury (jako takiej) staje się jałowy.

Jak łatwo zauważyć, będzie o Śląsku. Martwi mnie fakt, że większość ludzi, na równi stawia dążenia do zachowania języka, kultury śląskiej z próbą uzyskania autonomii ziem śląskich.

Nie dziwi mnie, że Polska jest zawsze o kilka(naście) lat do tyłu, prawdopodobnie w każdym aspekcie. Podczas gdy w Walii, już w podstawówkach jest osobny przedmiot, na którym naucza się regionalnej gwary, starej kultury i obyczajowości, w Polsce można wylecieć z lekcji języka polskiego za używanie gwary. W naszym kraju permanentnie usuwa się na bok regionalną kulturę. O ile regionom Kaszub i Podhala nie grozi (na razie) kulturowe unicestwienie, o tyle za 30 lat dzieci urodzone na Śląsku , tylko z nazwy będą Ślązakami. Zcentralizowany system nauki doprowadził do tego, że dzieci w szkole nie uczą się gwary śląskiej. No dobra, może lizną na jednej czy dwóch lekcjach kilka słówek , czy pooglądają zdjęcia z regionalnymi strojami.

Ktoś może zapytać: “Dlaczego dzieci mają się uczyć gwary ślaskiej?” Ja odpowiadam, bo to wstyd mieszkając na Śląsku nie wiedzieć co to znaczy: za winklym stoi hasiok, albo, że kibel to nie tylko toaleta, ale także wiadro. Sam posłałbym moje dziecko na takie nieobowiązkowe lekcje. Jestem świadomy tego, że sam nie będę w stanie przekazać mojej pociesze kultury śląskiej, bo coraz bardziej ona zanika w moim pokoleniu.

Maciek, urodził się w środkowej Polsce. Przyjechał studiować na Uniwersytet Śląski, opowiada:
Kiedy przyjechałem do Katowic, wielu miejscowych mówiło do mnie słowa, których nie rozumiałem. Na początku irytowało mnie to, ale po pewnym czasie doszedłem do wniosku, że gwara jest naprawdę fajna. I zrobiłem sobie taki mini słowniczek i zapisuję ciekawsze słowa. O! dziś się dowiedziałem co to aszymbecher i zoki. W ślad za mną poszedł także kolega Paweł, nie powiem, ze razem uczymy się śląskiego, ale wymieniamy się nowymi słowami. Jeszcze nad akcentem popracować muszę.

Także innym “przybyszom” na Śląsk, gwara śląska się podoba. Troszkę dziwna, ale pozytywna. Nie bez powodu, co najmniej 60 tysięcy Ślązaków uważa gwarę śląską za samodzielny język.

W Polsce, tak jak w USA, Niemczech, Austrii, Szwajcarii, Belgii czy Rosji powinno zostać wprowadzone państwo federacyjne. I tylko na takich warunkach jest obecnie możliwa autonomia Śląska. Wszelkie inne niepodległościowe akcje, po prostu mijają się z celem. Procesy decyzyjne powinny być podejmowane tak blisko danej społeczności ,jak tylko to możliwe. Pan Sołtys Edward, sam lepiej wie na co przeznaczyć pieniądze w swojej wsi, niż urzędnicy w Warszawie, którzy w życiu nawet nie słyszeli o wsi Pana Edwarda. To także na szczeblach federacyjnych, powinna być podejmowana decyzja dotycząca stanowienia prawa czy podatków. Obronność, czy politykę zagraniczną zostawmy władzy centralnej.

Oczywiście samo wprowadzenie federacji nie uzdrowi momentalnie systemu prawnego w Polsce. ‘Kiepski’ kierowca w nowym samochodzie, nie stanie się zaraz ‘dobrym’ kierowcą. Jednak jazda ‘lepszym’ samochodem zwiększa szanse ‘zdobycia umiejętności’ niż jazda rozwalającą się Czarną Wołgą.

Patrząc obiektywnie, obecnie tworzenie Niepodległego Państwa Śląskiego raczej mija się z celem. Na pewno poradzilibyśmy sobie ekonomicznie. Jeszcze podczas istnienia Kas Chorych, Śląska była najbogatsza. Inne regiony to bolało, wiec scentralizowano i powstał NFZ. Lecz Śląsk wybitnie potęgą gospodarczą nie jest, więc oderwanie tej gospodarki od Polski nie przyniosłoby szczególnie wysokich korzyści. Nie wspomnę już tutaj o konsekwencjach społecznych. To po drugiej wojnie światowej, Śląsk miał być niepodległym państwem, inwestować w swój przemysł, a nie doić kasę do Polski centralnej. Było minęło. Nie wracajmy.

Słowniczek ;)
za winklym stoi hasiok – Za rogiem stoi śmietnik
aszymbecher – popielniczka
zoki – skarpety



17.11.2008

17 11 2008

Mark Frearson z Plymouth w południowo-zachodniej Anglii został aresztowany, ponieważ dał swojemu siedmioletniemu synowi klapsa – podaje BBC.
W ubiegły wtorek 47-letni mężczyzna był ze swoim synem na zakupach. W pewnym momencie spostrzegł, że chłopiec zniknął. Był późny wieczór. Mark Frearson szukał chłopca w sklepie, a gdy tam go nie znalazł, zaczął przeszukiwać pobliskie ulice. W końcu po ok. 10 minutach nerwowych poszukiwań znalazł syna w pobliskim parku. Wtedy też dał mu klapsa, jako karę za to, że chłopiec sam oddalił się ze sklepu.
Wieczorem do drzwi mężczyzny zapukali policjanci. Na podstawie zeznań świadka, który obserwował sytuację w parku, zabrali Frearsona na posterunek pod zarzutem znęcania się nad dzieckiem. Mężczyzna spędził w celi całą noc, bez możliwości złożenia wyjaśnień. Następnego dnia rano okazało się, że świadek, który oskarżył Frearsona, odwołał swoje zeznania. Mężczyzna został więc wypuszczony do domu. Teraz Frearson domaga się od policji oficjalnych przeprosin. Funkcjonariusze zatrzymali mnie na oczach mojego 7-letniego syna. Obawiam się, że to mogło być dla niego traumatyczne przeżycie – mówi Frearson. (..)

Wniosek z tego jest dziecinnie prosty, jak żyjesz w tak wysoce cywilizowanym kraju jak Anglia, swoje dzieci powinieneś wychowywać tylko w domu. Na ulicy możesz spotkać różnych imbecyli, którzy będą chcieli chronić TWOJE dziecko przed… Tobą samym.
Według angielskich urzędników, postępowaniem bardziej wychowawczym byłoby całkowite odebranie dziecka ojcu, który znęca się nad nim, wręcz maltretuje go na oczach przechodniów dając klapsa…
Ta sytuacja nie jest wcale śmieszna. Dochodzimy do takiego stadium rozwoju cywilizacji, gdzie urzędnik decyduje co jest najlepsze dla TWOJEGO dziecka. Może odebrać Ci dziecko, bo mieszkanie nie spełnia warunków socjalnych, bo ojciec sam wychowuje trójkę dzieci, bo dajesz mu klapsa w supermarkecie. Idziemy coraz bardziej ślepo w stronę zachodnich wzorców, zapominając co tak naprawdę jest ważne.

Co więcej:

Co trzy dni do angielskiego szpitala trafia dziecko z problemem alkoholowym – pisze “The Times”
Jak wynika z opublikowanego właśnie przez brytyjskie ministerstwo zdrowia raportu, w ciągu ostatnich pięciu lat do angielskich szpitali z objawami przedawkowania alkoholu trafiło 648 dzieci, które nie skończyły jeszcze 10 roku życia. Przyjętych z tego samego powodu na hospitalizację nastolatków poniżej 16 roku życia było w tym okresie 24 tysiące. To 95 procent więcej, niż w poprzedzającym lata 2002-2007 pięcioleciu.
Raport ujrzał światło dzienne w przeddzień przedstawienia w parlamencie strategii, mającej zmniejszyć spożycie alkoholu wśród brytyjskich dzieci i młodzieży. Don Foster z trzeciej obok laburzystów i konserwatystów liczącej się w Wielkiej Brytanii partii liberalno-demokratycznej uważa, że obecny rząd zupełnie nie radzi sobie z tym problemem. – Statystyki dotyczące pijanych dzieci są skandaliczne – powiedział Foster – należy jak najszybciej ograniczyć dostęp nieletnich do alkoholu i zmienić brytyjską kulturę picia*.

Oczywisty jest fakt, że rząd nie jest w stanie poradzić sobie z tym alkoholowym problemem, bo to nie rząd wychowuje dzieciaki. Anglicy, tworząc tak idiotyczne prawo – zabraniające ‘cielesnego’ karania dzieci, sami doprowadzili do sytuacji częstych upojeń alkoholowych młodych. A kultury picia, żaden rząd nie zmieni*.

Sprawa wydaje się prosta:
Kilkadziesiąt lat temu, pijany chłopak przychodzi do domu pijany. Dostaje raz, drugi w pysk od ojca i po problemie. Się nauczy, że ma pić tyle, żeby trzeźwy wrócić do domu. Albo nie pić wcale. Nie wróci do domu o wyznaczonej porze, dostanie dwa razy mocniej. Tak było przez setki lat i wyrastali z tych ‘maltretowanych dzieci’ szlachetni rycerze, wielcy myśliciele czy prości, ale pracowici chłopi. I dotrwaliśmy do dni dzisiejszych.

Obecne pokolenie dzieci i młodszej młodzieży jest wychowywana w przekonaniu: ‘wszystko należy do mnie’. Rzecznik praw ucznia czy dziecka, sprawia, że dziecko jest świadome swoich praw i jakże skrupulatnie dba, żeby chociaż trochę ich nie naginąć. O swoich obowiązkach nie pamięta.
Od klasy pierwszej LO jestem gorącym zwolennikiem przywrócenia w szkole kar cielesnych. Kolejne ekipy rządzące nie potrafiły sobie poradzić z problemem agresji w szkole. Nie pomógł program ‘zero tolerancji’, nie pomogły apele i szkolenia. Uczniowie dalej leją słabszych i coraz częściej nawet nauczycieli.
Rózga pomoże.

* W skrócie. Jak idzie się po piwo, nie kupuje się jednego, tylko stawia wszystkim kolejkę ;-)

Na koniec, od serca.
1. Szczerze mówiąc, brak mi było pomysłu jaki tytuł nadać powyższemu. Wiec jest co jest.
2. Zachęcam do wypełniania rubryki : imię/nick w komentarzach. Puste brzydko wyglądają i później muszę ręcznie edytować.
3. Aha, na stronie zadomowił się jakiś spam bot. Nie chce mi się przeglądać wszystkich artykułów po kolei. Od czego mam czytelników :-) Mianowicie, jeśli zobaczycie na dole tekstu nienaturalnie duża liczbę komentarzy z linkami do jakiś stron – dajcie mi znać. Chyba każdy umie rozpoznać spam.
4. I nie pochwalę się gdzie studiuję. Bynajmniej mi nie wstyd :P



Zielona Żabka.

9 11 2008

Pani w zielonej kamizelce podchodzi do mnie na ulicy Stawowej. Już mogę się domyślać czego chce.
Posłuchajcie.

- Cześć Ewa jestem, masz chwilkę?
- Łukasz. Jasne.
- Słyszałeś kiedyś o takiej organizacji jak Greenpeace.
- Oczywiście.
- I co o nas uważasz?
Czytaj dalej »



1:13983816

7 11 2008

Tak troszkę na luzie dzisiaj. Wiem, ostatnio nic nie piszę, powód jest dziecinnie prosty – nie mam czasu. Dojazdy na uczelnię wykańczają mnie, ale nie narzekam, zawsze może być gorzej ;-)

W jutrzejszym losowaniu lotto jest do wygrania coś koło 40 milionów złotych. Matematyka jest wspaniałą dziedziną nauki, wyliczyłem, że prawdopodobieństwo trafienia szóstki wynosi 1 do 13 983 816. Tak na chłopski rozum, mam większą szansę na spotkanie znajomego wchodząc do przypadkowego mieszkania w Warszawie (1 do 1 706 624) oraz nawet w Nowym Yorku (1 do 8 274 527).

Niemniej, nie wiem dlaczego ludzie śmieją się ze mnie, że chce grać liczbami 1,2,3,4,5,6 prawdopodobieństwo ich trafienia jest takie samo jak każdych innych liczb 2,8,16,32,36,42 czy 6,5,4,3,2,1.

Ktoś kiedyś powiedział, że “pieniądze szczęścia nie dają, bo nie można kupić za nie zdrowia”. Pieniądze po prostu nie służą do kupowania zdrowia, życia czy miłości. Są stworzone żeby dawać człowiekowi radość. Mając pieniądze czujemy się szczęśliwi.

Ja, gdy wygram 40 baniek bez wątpienia będę czuł się szczęśliwy. Pojadę sobie w góry. Czego więcej mi potrzeba ?