Tu, na Śląsku, czyli Piąta strona świata

Piąta strona świata

Piąta strona świata

Zastanawiam się, czy pisanie o spektaklu, który powstał na podstawie książki, którą trzymam dopiero w ręce bez przeczytania ni pół zdania ma w ogóle sens?

To tak jakbym zatrzymał się w połowie drogi na szczyt i starał się opowiedzieć o trudach wspinaczki. Czy podołam?

Piąta strona świata wpisuje się niejako w kanon śląskich spektakli, tuż obok Cholonka, Miłości w Koenigshutte i Polterbend. Ubrana w takie same, śląskie łachy odstaje w zupełności pod względem przekazu, realizacji i scenografii. Nie znajdziemy tutaj podanych na tacy odpowiedzi. Nawet pytania, które padają z ust aktorów są niejednoznaczne i dają wiele do myślenia.

W oczy od razu rzuca się narrator. Prowadzi on widzów przez karuzelową opowieść będąc jednocześnie jej uczestnikiem, świadkiem i chłodnym opowiadaczem, który poniekąd stając z boku dopowiada kontekst i historię.

Podczas całego spektaklu, nie pada bodaj jedno słowo: tożsamość , które natomiast można dzielić przez wszystkie przypadki, a które ostatecznie stanie się słowem kluczowym całej sztuki.  Tożsamość? Cóż to właściwie znaczy? Skąd się bierze? Czym jest? Czy można się tego wyrzec?

W pamięć zapadła mi jedna scena – Karlik wyjeżdża do Afryki i bierze sobie za żonę blank czorno baba. Jeden z jego braci systematycznie wysyła mu listy, których on nie czyta – od razu wsadza je do słoika. Następnie, jakby usprawiedliwiając się, stwierdza: na Śląsku najpierw Niemiec, Rus, Polak. Ja mam dość tego użerania się. Teraz jedynym zmartwieniem jest moje gospodarstwo , tu, w Afryce. Wymowne?

W sztuce Talarczyka na scenie spotyka się istny konglomerat osobowości: jeden pędzi za wykształceniem, inny chce zostać robotnikiem, aby już nigdy nie spaść niżej z drabiny. Jest także komunista, filozof, liberał. Jak mówi sam reżyserCi wszyscy, o dziwo spotykają się razem, razem funkcjonują i egzystują.

Piąta strona świata to opowieść dotykająca różnych płaszczyzn, wcale nie łatwa do interpretacji i zrozumienia. Pozycja obowiązkowa dla każdego, który chce poznać kolejne spojrzenie na trudną i niejednoznaczną historię naszego regionu.

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (1 votes, average: 5,00 out of 5)

Tagi

10 komentarzy

  • prawdziwy Polak napisał(a):

    Talarczyk godo co uon je Ślonzok. Mo recht? Talarczyków nojwiyncyj je we Wielkopolsce Małopolsce, na Ślunsku ino kapke

  • Roman napisał(a):

    Nie mialem jeszcze okazji zobaczyć piatej strony swiata, ale konicznie musze sie wybrac. Inne sztuki o Ślasku już dawno zobaczyłem!
    Dziękuję za recenzję.

  • Tuudi napisał(a):

    @prawdziwy Polak, zaglądamy w rodowód, czy oceniamy jako reżysera?

  • Ruki napisał(a):

    Pisanie recenzji teatralnych tylko na pierwszy rzut oka wydaje się łatwym przedsięwzięciem. Reguła numer jeden – bez pośpiechu (langsam). I w tym miejscu moja prośba: gdyby na Tuudi.net mogła się ukazać trochę bardziej “dopracowana” recenzja “Piątej strony świata”, byłbym wdzięczny. Bo w aktualnej brakuje wszystkiego – m.in. wybiera Pan motyw Karlika, gdy jest on fragmentem historii “wrażliwca”, filozofa Alojza, który sam siebie zmyka w neutrino. I ta cudowna opowieść o losie Lucjana, jego ślubu i losu córki. Zresztączego tu nie ma – same wspaniałości! Dopiero, jak się to razem “poskleja” wychodzi to, co ma być Tożsamością, czyli piątą stroną świata – między Mysłowicami, Nikiszowcem, Roździeniem i, chciał-nie-chciał, Sosnowcem. Życzę wielu sukcesów w redagowaniu Tuudi.net. Ale – langsam.

  • Tuudi napisał(a):

    Dzięki za uwagi! Następnym razem będzie bardziej langsam. :)

  • Gelynder Blues napisał(a):

    Ale przecież o to chodzi, że książka jest wielowątkowa. I o ile w powieści jest to często doskonała rzecz, o tyle w przypadku przenoszenia powieści na deski czy ekran może sprawiać duże kłopoty. Vide, kiepsko zrobiona ekranizacja Ogniem i mieczem, gdzie chciano równocześnie pokazać wątek hostoryczny i miłosny. W sumie wyszedł nijaki misz-masz. Tutaj jakoś różne wątki się nie gryzą. MOże to za sprawą narratora? Nie wiem jeszcze. Muszę pomyśleć. Albo drugi raz isc i zobaczyć. Oraz przeczytać. Tuudi nie mógł i nie powinien w krótkiej recenzji wymieniać znaczących wątkó, bo i po co? Ktoś, kto nie był, a czytał książke, to je zna. Ktoś, kto nie był i nie czyał może pomyśleć, że mu się treść opowiada, a nie o to chodzi. Pozdrawiam.

  • Dodam, że... napisał(a):

    A mi sie podoba forma w jakiej opisuje Tuudi spektakl. Blog czytam już dość długi czas i zauważyłem, że Tuudi daleki jest od pisania recenzji dostępnych na specjalistycznych portalach. Pisze przystępnie i dla każdego i to ma dla mnie wielką wartość.
    Jednak krytyka czasem jest ważniejsza od pochwały, dobrze, że taka się pojawia. I bardzo się cieszę, że i Ruki napisał swój punkt widzenia.

    Aha, czas iść na Piątą Stronę Świata… Pozdrawiam :)

  • Dodam, że... napisał(a):

    A, to nie pisał “Gelynder Blues”, tylko ja “Dodam, że”. Bo można pomylić…

  • Teatr Śląski napisał(a):

    Tuudi.net pisał szybko żeby relacja była gorąca i aby zawarte w niej było pierwsze wrażenie – tak sądzimy. Dokładne recenzje pojawiają się na stronach DZ czy Dziennika Teatralnego – tam zapraszamy i nie tylko. I dobrze się stało, że recenzja zostawiła niedosyt. Trzeba po prostu przyjść:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *