Felieton ten jest odpowiedzią i polemiką na tekst pt. Śląsk się budzi, Polska śpi autorstwa Konstantego Pilawy, który ukazał się na łamach Klubu Jagiellońskiego.

Częstym zarzutem pojawiającym się przy dyskusjach dotyczących śląskiej odrębności narodowej i etnicznej jest stwierdzenie, że uznanie Ślązaków za osobny naród lub grupę etniczną będzie dyskryminować tych, którzy czują się Ślązakami oraz Polakami. Jest to o tyle ciekawa teza, gdyż zawiera w sobie przypuszczenie, że obecnie znajdujemy się w swoistym statusie quo, którego podważanie może być bardzo poważne w skutkach. Czyżby?

Rozbieżny kierunek śląskich organizacji regionalnych

Śląskie ruchy i stowarzyszenia nie są zgodne co do politycznego i społecznego kierunku, w jakim powinny wspólnie podążać. Egzemplifikacją konfliktu były minione wybory samorządowe, w których śląskimi głosami podzieliły się dwa ugrupowania – Ślonzoki Razem oraz Śląska Partia Regionalna. [O przyczynach porażki regionalistów pisałem we wcześniejszym artykule.] Uznać można, że Ślonzoki Razem są przykładem ugrupowania, którego wartości oparte są na resentymentach i ludyczności. Ten typ regionalizmu zamyka się i izoluje, przywołując wspomnienia doznanych krzywd oraz uważając Polskę – jako kraj – za kogoś w rodzaju inkwizytora, który miesza się do wewnętrznych spraw Górnego Śląska.

Nie trzeba prawnie uznawać Ślązaków za osobną grupę narodową lub etniczną, aby zorientować się, że chroniczny podział wśród Górnoślązaków jest faktem. Śląski nacjonalizm, zupełnie jak polski – daje pozorną odpowiedź na najtrudniejsze pytania tożsamościowe – kim jestem, co powinno być dla mnie ważne? Nacjonalizm pozwala czuć się bezpiecznie i komfortowo, bo identycznie jak powielany stereotyp zwalnia z refleksyjnego myślenia i przekazuje do mózgu prostą oraz zwięzłą informację zwrotną.

Czy grozi nam podział w śląskim społeczeństwie? 

Parafrazując Tischnera – bo z wolnością jest trochę tak, jak ze śląskością – wielu sądzi, że jej czas już minął, a tak naprawdę, to jej czas dopiero nadchodzi.
Czy zatem uznanie Ślązaków za mniejszość etniczną w świetle polskiego prawa, pogłębi podziały nie tylko wśród samych Ślązaków, ale także pomiędzy Polakami i Ślązakami różnych opcji etnicznych? Pamiętać trzeba, że dla wielu Górnoślązaków uznanie ich za mniejszość etniczną jest w gruncie rzeczy usankcjonowaniem stanu faktycznego i dobrym gestem ze strony prawodawcy, który się Ślązakom po prostu należy. Przypomnę, że w świetle polskiego prawa Ślązacy ze względu na brak posiadanego przez siebie państwa, nie będą nigdy spełniać warunków wskazanych w ustawie, aby zostać mniejszością narodową. Warto zastanowić się, czy 3% mieszkańców Polski, którzy nie są Polakami w jakikolwiek sposób dyskryminuje większość? Pamiętajmy, że prawo wspierające mniejszości istnieje po to, aby poprawić ich pozycję względem większości.

Śląski nacjonalizm nabiera wiatru w żagle

Wedle wszelkich szacunków Ślązacy są mniejszością zarówno na terenie woj. śląskiego, jak i historycznych ziem górnośląskich. Mówiąc innymi słowy – to Polacy są narodową większością na Śląsku. Państwo polskie stara się dokonać niemożliwego – liczy, iż kilkusettysięczna grupa osób przestanie domagać się uznania za mniejszość w świetle prawa. Opieszałość zdaje się jednak dawać wyniki odwrotne do zamierzonych. Jeśli głosy oddane na Ślonzoków Razem nie są wynikiem pomyłki, co wcześniej już sugerowałem, to jesteśmy świadkami radykalizowania się postawy dużej części Ślązaków. Nie muszę chyba wspominać, że jest to porażka zarówno z punktu widzenia polskiej polityki na ziemiach górnośląskich, ale także umiarkowanych śląskich ruchów regionalnych.

Przez 5 kolejnych lat, które dzielą nas od następnych wyborów samorządowych może się wiele zmienić. Jednym z możliwych scenariuszy jest rozwój radykalnego odłamu śląskości, który przy biernej postawie państwa zdaje się rosnąć w siłę. Jeszcze rok temu wyobrażenie sobie sytuacji, iż śląscy nacjonaliści wchodzą do sejmiku wojewódzkiego było postrzegane w kategoriach żartu. Jednak po ogłoszeniu wyników październikowych wyborów – scenariusz taki nie wydaje się wcale niemożliwy. Bylibyśmy wówczas świadkami skądinąd historycznej sytuacji – polityczny mandat radnych województwa otrzymaliby nie-polscy nacjonaliści.

Gdzie jest Polska?

Wiele wskazuje na to, że odpowiedzią państwa polskiego na wzrost śląskiego nacjonalizmu nie będzie rozluźnienie polityki polonizacyjnej. Obecny wojewoda śląski Jarosław Wieczorek daje się poznać jako polityk całkowicie zależny od centralnych decyzji, który nie posiada pomysłu na skuteczną politykę kulturową względem Ślązaków. Znamiennym przykładem  nieudolnych decyzji wojewody była zmiana nazwy katowickiego placu Wilhelma Szewczyka (skądinąd komunistycznego i śląskiego piewcy polskości) na plac Marii i Lecha Kaczyńskich. Nie mam wątpliwości, iż zmiana nazwy placu na nazwisko jednego z wybitnych Ślązaków byłaby potraktowana jako przyjazny gest, a nie afront względem katowiczan. Zwróćmy uwagę, iż nikt nie konsultował się z mieszkańcami Katowic, a sam fakt przemianowania nazwy placu, Wieczorek bronił argumentami, iż jest zgodny z prawem.

Wciąż niedoceniony język śląski 

Status języka mniejszościowego oraz status języka regionalnego jest w dzisiejszym świecie wyłącznie kwestią prawno-polityczną.
Dotychczasowa polityka państwa względem Ślązaków, nie tylko nie przynosi zamierzonych efektów, ale jest przeciwskuteczna. Trudno oczekiwać, że Ślązacy wyrzekną się zakorzenionego od lat, specyficznie pojmowanego lokalnego patriotyzmu tylko dlatego, że w telewizji i szkołach promowana jest miłość do ojczyzny na polską modłę. Jestem w stanie zrozumieć, iż dla wielu Polaków język śląski to robotnicza gwara, której miejsce jest w przaśnych kabaretach i skeczach. Polacy na co dzień posługują się innym językiem, zatem na pół-zrozumiały dialekt może być dla nich zabawny, a nawet rubaszny.

Jednak fakty są inne, niż powtarzane mity. Śląszczyzna ma prawo aspirować do miana języka, o czym świadczą naukowe argumenty. Warto w tym momencie wyraźnie zaznaczyć, że językoznawcza polemika o statusie śląszczyzny jest istotna, ale nie priorytetowa. Językoznawcy i socjolodzy skłaniają się ku tezie, że uznanie śląskiego za język jest decyzją stricte polityczną (dr Artur Czesak, dr Małgorzata Myśliwiec, prof. dr hab. Jolanta Tambor), taką samą, jaką było uznanie kaszubskiego za język regionalny (dr Artur Czesak).

Brak nowoczesnego pomysłu na popularyzację języka śląskiego – lub gwary, jeśli spojrzymy z centralnej perspektywy – jest widoczny w polskiej polityce integracyjnej od dawna. Górnośląską kulturę śledzę ze szczególną uwagą od kilkunastu lat i nie przypominam sobie ani jednej inicjatywy państwa polskiego, która miałaby w nowoczesny sposób promować lub wspierać język śląski. Trudno apele w szkołach, czy konkursy recytatorskie uznać za nowatorskie, nawet jeśli w jury siedzi znany polski językoznawca.

Bezruch jaki swego czasu zarzucił Ślązakom Ingmar Villqist odszedł już w dawno niepamięć. Wydaje mi się wręcz, że to śląskość jest pół kroku przed Polską. Click To Tweet

Nie w ciemię bici są sami Ślązacy, którzy zauważyli, iż od państwa nic nie uzyskają. Wzięli zatem sprawy w swoje ręce. Efektem tego jest próba stworzenia własnej, śląskiej literatury, a także przekładów dzieł klasyki i literatury współczesnej na język śląski. Jednym z ciekawszych przykładów jest tłumaczenie Nowego Testamentu na śląski dokonane przez dra Tobora. Śląska biblia została nie tylko ciepło przyjęta przez samych Ślązaków, ale także regionalne katolickie media, które trudno oskarżyć o radykalną śląskość. Dziwi zatem obojętność instytucji państwowych, które mogłyby połączyć regionalizm, wiarę i kulturę w większym dziele, jakim byłoby przykładowo tłumaczenie całego Pisma Świętego na rożne gwary języka śląskiego.

Między polskością i śląskością 

Trudno dziwić się, że dla wielu Ślązaków połączenie kultury śląskiej i polskiej nie jest atrakcyjne. Hegemonistyczna kultura polska stara się wchłonąć resztki śląskości, nawet nie kryjąc się z tym. Wsłuchując się w państwową narrację, można odnieść wrażenie, że historyczną rolą śląskości było dążenie do polskości, co przecież jest nie tylko nieprawdą, ale wręcz ostentacyjnym stawianiem śląskiej kultury w położeniu poddańczym do polskiej.

Bezruch jaki swego czasu zarzucił Ślązakom Ingmar Villqist odszedł już dawno w niepamięć. Wydaje mi się wręcz, że to śląskość jest pół kroku przed Polską. To Ślązacy położyli karty na stół i powiedzieli – sprawdzam! Polskie państwo nie potrafi odnaleźć się w tej sytuacji i wykorzystuje metody wypróbowane, acz nieskuteczne.

Nie pozostaje mi nic innego, jak przytoczyć słowa Jerzego Giedroyca:

Nie da się ukryć – panuje niesłychana ignorancja dążeń Ślązaków do samostanowienia (…) Jeśli to się nie zmieni, Śląsk może stać się ogniskiem niepokoju, promieniującym na cały kraj. Trzeba nieustająco przypominać Warszawie, że nie ucieknie przed tym nabrzmiałym problemem.

Oby ta diagnoza nigdy się nie sprawdziła.

 

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (7 votes, average: 5,00 out of 5)

7 KOMENTARZE

  1. Bardzo dobry, merytoryczny tekst i niesamowicie wartościowe odniesienie do artykułu p. Pilawy. Zdecydowanie wolę to wydanie Pana twórczości, które zgłębia i drąży temat, a nie tylko muska go opuszkami palców na klawiaturze. Oby więcej!

  2. Gynau! My niy som gorsze! Momy swojo historia i inkszo przyszłość niż PL Ślónzoki co godaja, szprechaja i mówią byda zusamen, rozem. I mom to jakaś, czy orsoł to przaje! PL je fest smieszno i obłudno! PL fest popieromy Katalonio i Szkocji, ale Oberschlesien sam niy widzi…

  3. Bardzo interesujca analiza, ktrej brakowao w Slskim internecie. Szkoda, ze na Wachtyrzu jest obrzucanie bolotem, a nie dobra dyskusja. Na to liczylam jak tamtem portal powstawal.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here