Bytom – stworzony i zabity przez przemysł

Bytom. Powiedzieć można – stworzony przez przemysł i zabity przez przemysł. Chociaż to ostatnie nie będzie prawdą – Bytom w swojej agonii wciąż żyje, mimo iż nigdy już nie dorówna w świetności, co w książce podkreślone było przynajmniej dwukrotnie, pobliskim Katowicom i Gliwicom. To, co zdecydowało o powstaniu Bytomia, jego bogactwie i tradycji, miało stać się jego zagładą – napisała Listoś-Kostrzewa.

-

Wiele się pisze i mówi o węglu, który jednocześnie przyczynił się do rozwoju i rozkwitu Górnego Śląska, a poprzez przemysł i szkody górnicze spowodowane jego wydobyciem stał się przekleństwem regionu. Nie wiem, czy przywykliśmy do nieokazywania emocji mówiąc o „umierającym Bytomiu”, mieście dosłownie zapadającym się pod ziemię, na tyle, że obecnie na nikim nie robi to już większego wrażenia. Tak było, jest i będzie – mówimy. A może kpina jest metodą wyparcia? Uśmiechamy się pod nosem, gdy słyszymy, że ktoś mieszka w Bytomiu. Coś na wzór żartów o Sosnowcu, które dawno powinny przestać nas śmieszyć.

Bytomska statystyka

Jedna śmierć to tragedia, milion – to statystyka miał napisać Erich Maria Remarque w Czarnym Obelisku. Czy nie inaczej jest z zapadającymi się bytomskimi domami, które w setkach i tysiącach są traktowane jako statystyka, podczas gdy zawalenie się domu, ale zamieszkanego przez konkretną rodzinę, jest tragedią?

Bytom - rynek w latach 1918 - 1944
Bytom – rynek w latach 1918 – 1944

A co, jeśli powiedziałbym Wam, że w książce Ballada o śpiącym lwie powoli rozpadające się domy nie są urzędniczą statystyką, lecz opisanymi historiami konkretnych ludzi, wymienionych z imienia? A co, jeśli kolejne tąpnięcie nie jest suchą informacją prasową lecz zdarzeniem, które niemal zabiło mieszkankę Bytomia gdy ciężki, stalowy kwietnik przewrócił się na jej łóżko, w którym akurat nie spała?

A co, jeśli kolejne tąpnięcie nie jest suchą informacją prasową lecz zdarzeniem, które niemal zabiło mieszkankę Bytomia gdy ciężki, stalowy kwietnik przewrócił się na jej łóżko, w którym akurat nie spała?

Dawno nie czytałem książki tak wciągającej i przejmującej, jak Ballada o śpiącym lwie Agaty Listoś-Kostrzewy. Ponad 400 stron tekstu powinno być wyrzutem sumienia tych, którzy poprzez rabunkowe wydobycie węgla przyczynili się do konkretnych tragedii – społecznych, ekologicznych i osobistych. Autorka doskonale ukazuje konsekwencje politycznych decyzji podejmowanych na przestrzeni dziesiątek lat, a także to, jak „podziemie” i forma wydobycia węgla oddziałuje na to, co dzieje się na powierzchni.

Ballada o śpiącym lwie to także długa, lecz wciągająca historia Karola Goduli otwierająca reportaż. Przeszłość przeplatająca się ze współczesnością powoli wprowadza nas w zasadniczą część książki, która ostatecznie nie pozwala oderwać się od lektury aż do ostatnich stron.

Bytom - koksownia Bobrek w 2003 roku
Bytom – koksownia Bobrek w 2003 roku

Bytom – stworzony i zabity przez przemysł

Bytom w swojej agonii wciąż żyje, mimo iż nigdy już nie dorówna w świetności pobliskim Katowicom i Gliwicom

Bytom. Powiedzieć można – stworzony przez przemysł i zabity przez przemysł. Chociaż to ostatnie nie będzie prawdą – Bytom w swojej agonii wciąż żyje, mimo iż nigdy już nie dorówna w świetności, co w książce podkreślone było przynajmniej dwukrotnie, pobliskim Katowicom i Gliwicom. To, co zdecydowało o powstaniu Bytomia, jego bogactwie i tradycji, miało stać się jego zagładą – napisała Listoś-Kostrzewa.

A być może Bytom stał się ofiarą nauki, która za pomocą wzorów i obliczeń chciała opisać i przewidywać ruch górotworu tak, aby wyrządzał jak najmniej krzywdy pracującym górnikom oraz mieszkańcom znajdującymi się kilkaset metrów nad drążonym chodnikiem? Być może nieprzewidywalny piaskowiec zrujnował obliczenia prof. Stanisława Knothe i Witolda Budryka, a zrozumienie ruchów górotworu jest i będzie nierozwiązanym problemem jak Hipoteza Riemanna? A być może to już wszystko bez większego znaczenia, skoro wiele wskazuje, że era wydobycia węgla nieubłaganie przemija?

Śląski resentyment

Czy kiedykolwiek w Warszawie przeprowadzono społeczną zbiórkę na rzecz odbudowy zniszczonego wydobyciem Bytomia?

Ballada o śpiącym lwie to także wytłumaczenie śląskich resentymentów względem Polski i Warszawy. Jeśli po wojnie śląska cegła szła na odbudowę Warszawy, to dlaczego teraz nikt nie interesuje się tymi, którzy niegdyś tę cegłę wysyłali? Czy kiedykolwiek w Warszawie przeprowadzono społeczną zbiórkę na rzecz odbudowy zniszczonego wydobyciem Bytomia? – To pytania pojawiające się w książce, a na które, tak mi się wydaje, nikt z bohaterów reportażu nie chciał odpowiedzieć.

W 2004 roku mieszkaniec domu przy Orląt Lwowskich, w liście do Życia Bytomia napisał „(…) u mnie w ścianie są takie dziury, że całe ramię można włożyć. Okno obniżyło się o kilka centymetrów.” W 2005 roku na ulicy Chrobrego 16 pod ośmioletnią dziewczynką zapada się przegniła podłoga budynku, dziecko łamie sobie nogę. 12 marca 2003 roku mieszkańcy kamienicy przy ulicy Wesołej 1 czują wstrząs, następnie zauważają szczelinę, w której widać pokruszone cegły. Dwa dni później zawala się całe trzecie piętro budynku. Spod gruzów strażacy wyciągają 9 osób, w tym trójkę dzieci. Wszyscy przeżyli.

Tymczasem w 2016 roku podczas budowy warszawskiego metra dom przy ul. Stalowej 73 został ewakuowany, gdy okazało się, że w ścianach pojawiły się szczeliny o szerokości… 0,3 mm.

Fot. tytułowa: Andreas Lischka | CC BY-SA 2.0
Fot. w artykule: Narodowe Archiwum Cyfrowe | domena publiczna
Fot. w artykule: Andreas Lischka | CC BY-SA 2.0

Chcesz być na bieżąco? Obserwuj Portal w Google News!
Łukasz Tudzierzhttps://tuudi.net
Ślązak, felietonista, taternik. Od 2006 roku opisuję i komentuję Górny Śląsk. Mieszkam w Katowicach, pochodzę z Łazisk Górnych. Kocham Śląsk.

4 KOMENTARZE

  1. Połowa rodziny od strony babci/mamy pochodziła z Bytomia. Właściwie to pochodzili z „Beuthen”, a po II wojnie zostali wypędzeni i nie mogli zobaczyć tego co zdarzyło się później.
    Całe szczęście! Choć, pamiętam jako dziecko odwiedziny ciotki Fridy, pojechaliśmy tramwajem do Bytomia gdzie bezskutecznie szukała swojego domu…
    Lew jednak wrócił. Może sobie porównać przed i po.

  2. Bytom to już obecnie nie węgiel. Jeszcze dogorywa koksownia pozostała po hucie „Bobrek”. Choć gdyby ekolodzy się nią zainteresowali lub gdyby miała płacić kary jak huta, to dawno śmierdzący biznes by się skończył. Jeszcze jedna kopalnia żyje i dręczy to umęczone miasto. Ale ByToM to ludzie. To nadal ponad 100tyś mieszkańców. I dla tych ludzi ich obecny kraj powinien coś zrobić, dać od siebie. Za to co zrabował przez minione dziesięciolecia.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here


Najczęściej czytane w tym tygodniu:

3,022FaniLubię
763ObserwującyObserwuj
120ObserwującyObserwuj
1,049ObserwującyObserwuj