Jak godomy, oma czy starka?

U mnie w rodzinie na babcię mówi się… babcia. I jest to o tyle ciekawe, bo starsze pokolenie w mojej familii od godki śląskiej bynajmniej nie uciekało - na prababcię mówili (i dalej mówi się w czasie przeszłym) oma. Niestety, oma weszła w rodzinie w dość pejoratywny kontekst i tego słowa nie używamy praktycznie wcale.

-

Dostałem od Czytelniczki Eweliny wiadomość z pytaniem – powiedz mi, jak zwracasz się do babci/dziadka po śląsku? Jak się mówi, żeby okazać szacunek- tzn., jaka jest różnica między oma i starka? Można do dziadka bezpośrednio powiedzieć: starziyk, moga z tobą iść na grziby? Czy różnicy jak tako grzecznościowej nie ma i to tylko regionalna różnica?

Najprostsza odpowiedz powinna brzmieć – to zależy. U mnie w rodzinie na babcię mówi się… babcia. I jest to o tyle ciekawe, bo starsze pokolenie w mojej familii od godki śląskiej bynajmniej nie uciekało – na prababcię mówili (i dalej mówi się w czasie przeszłym) oma. Niestety, oma weszła w rodzinie w dość pejoratywny kontekst i tego słowa nie używamy praktycznie wcale.

Ale generalnie babcia to oma. Starka pewnie też, ale bardziej dla osób spoufalonych ze sobą, w formie zawołania. Przyszło mi tak szybko na myśl, jak dziadek pado do babki: starka, naszkrobej kartofli! Bo już: oma, naszkrobej kartofli! jakoś nie brzmi za dobrze w ustach męża.

Forma grzecznościowa jest tylko i wyłącznie jedna – liczba mnoga. Odwołując się do przykładu, pytanie powinno brzmieć: starziyk, moga z wami iść na grziby? Abo po grzibach: zróbcie mi gorkiego tyju, bo coś kucom. Wbrew pozorom godanie za dwoje jest na Śląsku w dalszym stopniu popularne, szczególnie w odniesieniu do osób, których darzymy dużym szacunkiem ze względu na wiek.

Ciekawostka. Gdy babcia Aniela, poznała dziadka Romana była zaszokowana, że zwraca się on do swoich rodziców w liczbie pojedynczej! Podobno w latach 40 było to niesłychanie liberalne i trudne do zaakceptowania.

Śląskich słów specjalnie nie zaznaczałem kursywą. Bo i dlaczego miałbym? Czy nie sugerowałby to, że są one inne, obce, spoza naszej codziennej mowy? A przecież takie nie są!

Drodzy Czytelnicy, pomóżcie Ewelinie lepiej zrozumieć śląską mowę!  Czy u Was jest różnica między omom i starkom? Jak Wy zwracacie się do swoich babć?

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (6 votes, average: 5,00 out of 5)
Loading...
Łukasz Tudzierzhttps://tuudi.net
Ślązak, felietonista, taternik. Od 2006 roku opisuję i komentuję Górny Śląsk. Mieszkam w Katowicach, pochodzę z Łazisk Górnych. Kocham Śląsk.

24 KOMENTARZE

  1. Umknęło mi, że robisz korepetycje ze śląskiego ;)
    U mnie w rodzinie najczęściej na babcię mówimy po prostu babcia. Czasami wujek czy ktoś zwróci się do niej oma, ale baaardzo rzadko, najczęściej tak ktoś nazywa prababcię, kiedy się ją wspomina.
    A starka… hmm… u nas chyba się tego nie używa… przynajmniej nie potrafię sobie przypomnieć, żeby ktoś tak zwrócił się do babci w mojej obecności ;)

    • Sorki, mi nie przyszloby na myśl do starzika tak się zwrócić. Niegrzecznie, poufale.
      Raczej: starziyk, moga z nimi iść na grziby?
      Dwojanie to do ojców, ujców, ciotek.
      Zwroty babcia i dziadek były bardzo silnie promowane w międzywojniu, jako polskie (staropolskie ;) ), przez wielu jednak negowane, ponieważ określenie “dziadek” miale pejoratywne zabarwienie: dziad to przecież żebrak (do dzisiaj czasami można usłyszeć wyzwisko “ty dziadu kościalny” :).

  2. Dziynkuja Ci piyknie, Tudi! ;)
    Bardzo dobrze, że nie używasz kursywy. Niech tekst brzmi swojsko- w końcu dla Ciebie taki właśnie jest. Jak już jesteśmy przy takich językowych “mieszankach”: po co podawać jak na tacy wszystko, co intrygujące? niech sobie potencjalny czytelnik sam szuka, bada, pyta. Takie są trendy w literaturze światowej. Przypisy, kursywa, odchodzą do lamusa- to zmusza do aktywnego czytania ;)

  3. u mnie to zależy. Gdy w rodzinie ojca, z Gliwic i okolic, raczej mówiono ‘oma’ ‘opa’, to od strony matki (Siemianowice i Rybnik) to był ‘starzik’ i ‘starka’. Ot, zależało, po której stronie granicy przed wojną się wylądowało ;)

    A co do stosowania liczby mnogiej, to w przypadku dziadków albo osób o ogromnie wysokim autorytecie mówiono w liczbie mnogiej, ale w trzeciej, nie drugiej, osobie, tak mi się o uszy obiło ;)

  4. W tradycyjnym śląskim, jak pamiętam, do babki/dziadka/starki/starzika/omy/opy zwracano się nie tylko, z szacunkiem należnym starszym lub ważniejszym, “za dwoje” czyli per “wy”- czasem też, z najwyższym szacunkiem, “za troje” tzn. w trzeciej osobie liczby mnogiej: “Babka sie siednom” “Starzik pedzom jak to było za niyboszczki Polski” :-)

  5. Porządkując: tak jak powiedział Ed – za trzech mówi się z najwyższym szacunkiem:
    Co za cygaryty panoczek kurzōm?
    Za dwóch mówi się między osobami, które na co dzień się spotykają, ale nie są po imieniu:
    Co za cygaryty kurzicie?
    Za jednego to polskie “na ty”:
    Co za cygaryty kurzisz?
    Za trzech mówi się też w formie grzecznościowej, gdy mówimy o jakiejś osobie komuś innemu:
    Starka natopiyli w piecu i w dōma je taki wŏr, że niy idzie strzimać.
    Co to ōmy/ōpy i starki/starzika, to jest to dokładnie jedno i to samo, tylko zależy w jakim rejonie się jest, jak napisał gleiwitz. To tylko efekt naszej śląskiej dwusystemowości, gdzie wciąż funkcjonują stare słowa słowiańskie, a obok nich naleciałości germańskie o tym samym znaczeniu, jak choćby w przypadku spodniŏkôw w Radzionkowie, które stają się unterhōzami w Bytomiu. Oczywiście pewna obcość jednego albo drugiego terminu sprawia, że potem wykształca się indywidualne rozumienie słów, jak to pisze Tuudi.
    Aha – prababcia to jest stareczka albo urōma, a pradziadek to staroszek albo urōpa. Zauważyłem, że te słowa nigdzie się tu nie pojawiają, więc je przytaczam jako ciekawostkę:)

  6. U mnie jest zabawnie, moja córka do teściowej mówi babcia a do mojej mamy Oma. Gdy jeszcze chodziła do przedszkola i któraś z mam ją odbierała to był taki dialog:
    – Nika Twoja babcia przyszła po Ciebie
    – To nie moja Babcia tylko Oma:)
    Do mojego taty rocznik 1916 , dwie córki mówiły przez “Wy” a ja ostatni najduch rocznik 68` już mówiłam przez ‘TY’ i z tego co wiem mój tata do swojej babci rocznik 18..któryś mówił Starko. Także to się chyba zmieniało z czasem.

  7. “Oma” dotyczy bardziej wieku a “starka” koligacji rodzinnych. U mnie “oma” mówi się na starą babę. Nie ładnie, ale brzmienie tego słowa zapewne wpłynęło na jego pejoratywny wydźwięk. Może to, co piszę jest bardziej nowoczesnym spojrzeniem, tak jak Tuudi napisał, w dalszych pokoleniach “oma” było normalnie stosowane i nie miało takiego zabarwienia. “Starzik” to słowiańskie słowo, “oma” ma już pochodzenie związane z Austrią, a potem Prusami. Pewno zależy od regionu. W Czechach to pewno “omy” nie ma:).

  8. U mnie jest tak, że babcie pozostały babciami, ale już na wszystkie prababcie mówiło się “oma”, tak jak na pradziadków “opa”. Ale inaczej niż u Ciebie, do nich mówiło się “za trzi”, czyli “oma przidom na gyburtstag”, a nie “oma przidziecie na gyburtstag”.

  9. Moja babcia do swojej matki ( gdy juz miala wnuki) mowila oma, a starka do swojej babci;) wlasciwie to wychodzi to tylko gdy moja mama rozmawia z moja babcia o swoich babciach i prababciach haha babcia babci;P

  10. W mojej rodzinie do babci i dziadka mówiło sie starka i starzik.Byłam odosobniona , bo wszystkie dzieci mówiły oma i opa.Były to lata 50 i 60 .Wtedy jeszcze żyli starzikowie.Do starzików mówiło się za troje: oni wiedzom, oni przyjdom.Tak zresztą mówiła moja mama do swoich rodziców.Trudno, żeby było inaczej urodziła się bowiem na Śląsku na początku XX w.i wtedy odnoszono sie do starszych z dużym uszanowaniem.Nie mówię , że to było z przekonania, czasem tylko pozór.To zniknęło .Zresztą , teraz rodziny są wymieszane .W mojej rodzinie ja jestem pniokiem, m oj mąż krzokiem, bo już 50 lat mieszka na Śląsku, a nasze dzieci to basztardy.W dodatku jeden pofurgoł na Mazowsze i stamtąd Śląsk widzi mu się jako zaczarowana kraina.

  11. Wydaje się, że używanie form starka i oma jest po prostu regionalne, straka używali ludzie zw wpływami czeskimi, a oma tam, gdzie bliższy był kontakt z językiem niemieckim. Choć mogę jeszcze babcię zapytać, bo z tego co pamiętam używa obu form.

  12. u mnie byli babcia i dziadek, ale u sąsiadów , powszechnie przez nas, dzieci, uwielbiany starzik Herman, a na cmentarzu grób babci mojej babci – stareczki Królki

  13. Jo godoł babcia i za jedno – bo mnie praktycznie moja babcia wychowała /rodzice ciągle w pracy/ . Kiedyś zapytałem się najstarszego kuzyna mojej babci kiedy godało sie oma, a kiedy starka. On mi wytłumaczył, że oma to mama mamy, a starka to mama ojca, zaś do ojca mamy – ota albo opa, ojca ojca – starzik.

  14. Mom już 70 lot a pamiyntom, że mój łojciec uczył mie za bajtla, że do rodziców godo się za dwoje czyli np. Tato wy dalibyście mi 2 złote na kino? Mamo co wy pedzieliście, co jo wom mom przyniyść łod ciotki? A do dziadków i babć godało się za troje. My zostali nauczyni, że do babci godomy: Babciu czy łoni byliby tacy dobrzy i dali mi szolka mlyka łod krowy. Zaś do dziadków godali my starzyku mogliby łoni naprawić mi szczewik. Dziadek to poradzioł. Natomiast o pradziadkach rodzice i dziadkowie godali staroszek i starka i łosprawiali nom jacy łoni byli Ci pradziadkowie ze strony Łojca i ze strony Matki. Jak żech się spytoł starzyka czy moga godać do nich Oma i Opa to mi pedzioł, że niy, bo to niy je po naszymu yno po niymiecku. I zrobioł mi starzik wykład, że som 3 mowy kerymi godają tu ludzie, po polsku, po naszymu czyli po ślasku i po niymiecku a to po jakymu godają zoleży łod tego fto kim je i skąd się wzion tukej. Ale potym jak zaczli u nos niymcy budować gruby, koksy, huty i insze fabryki to zjechało się na Śląsk moc Niemców i łoni byli po wyrszych szkołach i byli dyrektorami, sztajgrami, majstrami i urzyndnikami. Policjanty i oficery we wojsku tyż byli niymcami i beztóż my ślązoki musieli się uczyć godać i pisać po niymiecku, bo inaczej by my niy poradziyli nic nikaj załatwić a nawet przysyłali nom tu księdzów co godali po niymiecku i tak naszo sląsko godka zaczła się miyszać z niemieckom. a jak nasza czyńść Gornego Ślonska przypadła Polsce to zaś przyjechali tukej urzędniki i policjanty i nauczyciele z polski i nasze synki musiały służyć już niy w niymieckim ale w polski wojsku. I zaś musieli się ślonzoki uczyć godać pisać i czytać poprawnie po polsku. Jak dostali my się pod hitlera to za kożde słowo pedziane po polsku abo po ślonsku dostowali my w pysk łod SA manow abo inszych niemieckich władcof w mundurach czornych bronotnych czy zielonych. A dzieci musiały we szkole drap uczyć się niymieckigo bo je niymiecke rechtory prały po rynkach trzcinami abo i 2 sztokowymi fyjdebiksami czyli piornikami. Potym wleźli rusy i za godanie po ślonsku z niymieckimi wyrazami traktowali nos jak by my byli hitlerowcami a zanimi zaś przyjechali władcy z polski i obejmowali nojwyrsze stanowiska na grubach i w hutach i w urzyndach a do roboty przyjechało tysiące ludzi z cołki polski. I terozki w 2020 roku wszystko jest już tak wymiyszane, że niy ma ludzi kerzy by godali po ślonsku bo ta naszo mowa jest zmiyszano z słowami niymieckimi i roztomajtymi gwarami polskimi a łod kedy nasze dzieci uczom się w szkołach angielskigo to coraz wiyncy jest w codziynny godce wyrazów angielskich. Wiync godanie ło jakimś śląskim jynzyku je bardzo ciynżke do łokreślynio bo trza by się cofnąć do czasów w kerych miyszkali tu yno ślonzoki ale z tych czasów niy ma pisanych tekstów. Wiync jak słysza ,że ftoś godo ,że dworzec po ślonsku to je banhof to się lituja nad jego słabom znajomościom jynzykow i tyj łokropnie pomiysznyj a i fest tragicznyj historyi naszego Górnego Ślonska.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Najczęściej czytane w tym tygodniu: