Boże, chroń mnie przed tymi, którzy mówią mi, kim powinienem się czuć. Bo nigdy nie osiągnę ideału polskości i śląskości. Zawsze będzie we mnie coś, co zdyskredytuje mnie w ich oczach. Być może za mało wierzę w Ciebie, Boże? Albo jest wręcz przeciwnie, wiara w bóstwa stała się zabobonem, który nie przystoi współczesnemu człowiekowi.

Pomóż mi zrozumieć miejsce, z którego pochodzę. Idąc lasem mam wrażenie, że drzewa śmieją się dyskretnie z dylematów, jakie noszę w sercu. Dęby rosną w górę i w dół – widzimy przecież konary, liście, gałęzie, które rywalizują o promienie słońca będące życiodajnym światłem. Ale drzewa to także korzenie, które wijąc się pod powierzchnią ziemi sprawiają, że owe dęby dożyją spokojnej starości. Lecz czy ktoś pyta się drzew skąd pochodzą i jaki mają życiorys? Chyba tylko garstka zapaleńców zna historię tych śląskich dębów, sosen i buków.

Nie minie jedno pokolenie i my – Ślązacy będziemy rozproszeni po świecie jak Żydzi. Lecz Naród Wybrany ma swój Erec Jisrael – swoją Krainę, którą wierzą, że Ty Boże dałeś im w posiadanie. Co my Ślązacy mamy? Skrawek Ziemi przechodzący z rąk do rąk? Nasz Hajmat przez wieki będący miejscem walki wielkich nacjonalizmów? Przeświadczenie płynące ze szkolnych książek, że Śląsk i Polska są jak dwa wzajemnie przyciągające się magnesy? Gdzie na tej Ziemi jest miejsce dla tych, których historia jest starsza niż Państwo, które objęło w posiadanie śląskie miasta i wsie.

Boże, o jakże złudne jest myślenie tych, którzy sądzą, że krajobraz wokół nich nigdy się nie zmieni. Jak bardzo będą przestraszeni, gdy zapanują nowe prawa i zwyczaje. To historia uczy nas, że narody i państwa nie są wieczne. Sojusze upadają, mocarstwa rozlatują się jak domki z kart. Jak bardzo zdziwią się ci, którzy spoglądając z Hadesu zauważą, że ich wnuki uczą się historii innej niż ta, w którą sami za życia wierzyli.

Tylko drzewa niepokojąco będą wciąż takie same…

Mówią Boże, że pojąć sztukę Twoją to sztuka. Ja sądzę, że głęboko myli się ten, który uważa, że gramy w spektaklu starannie przez Ciebie wyreżyserowanym. Któż w nim umrze? Któż będzie przegrany? Oznaczać musiałoby to, że kochasz jeden naród bardziej niż drugi. Że przeznaczysz państwa i ludy na stracenie, na zapomnienie przez historię. Jak próżnym i bałwochwalczym trzeba być, aby wierzyć, że umiłowałeś jakikolwiek lud, poza jednym Narodem Wybranym?

Może zmieniłbym zdanie, jakbyśmy byli jak Arabowie. Wszak ich praojcem jest Izmael, syn Abrahama i Hagar – służącej jego żony. Ktoś zapewne się oburzy, że to wstyd mieć przodka z nieprawego łoża. Ja powiem, że wstyd to konfabulować o wyjątkowym posłannictwie, gdy wieki temu wierzyło się w te same drzewa, które dzisiaj śmieją się z nas.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here